środa, 14 czerwca 2017

Dzień 14

Nie medytowałam dziś, za to sprzątałam jak szalona, żeby zdążyć przemeblować i wysprzątać pokój młodej zanim wróci z 3-dniowej wycieczki. I dokonałam tego. Dla tych co tu zaraz wyjadą z tekstem, że za dzieci się nie sprząta, dodam, że bałagan był mój. Uporałam się z nim w dwa dni. Do tej pory u mnie było czysto, bałagan za zamkniętymi drzwiami pokoju mojego dziecka. Obecnie jest odwrotnie. Do spotkania Ewą Radziewicz 8 dni. Tyle musi wystarczyć na wysprzątanie i mojego pokoju.

Dostałam dziś piękne kwiaty na zakończenie roku szkolnego w MathRiders.
Wzruszające momenty.

Kładę się spać spełniona, zadowolona, z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu. Mam takie spostrzeżenie, że gdy zajmuję się naprawdę tym, czym powinnam, to czas zwalnia. Zaczęłam sprzątanie o 9:00, weszłam w stan flow, sprzątało mi się samo i taki duży postęp zrobiłam w stosunku do startu. Patrzę na zegarek a tam dopiero 9:10. Lubię ten efekt. Bardzo lubię.



wtorek, 13 czerwca 2017

Dzień 13

Zaufać wewnętrznemu głosowi. Ciekawe co?
Ciekawe, co z tego wyniknie.
Myślę, ze może być gorzej niż jest, więc być może jeszcze nie czuję powagi sytuacji.
Podobno świat jest dla mnie taki, jakiego go postrzegam.
Lem twierdził, że to co widzę, to iluzja świata, bo rząd dosypuje coś do wody, dzięki czemu widzimy rzeczy takimi jakimi oni chcą żebyśmy je widzieli. Zresztą opowiadanie, z którego można wyjąć taką konkluzję ma drugie, trzecie i czwarte dno, więc wnioskować można na wielu poziomach. Uwielbiam taką literaturę.

Myślę, że mój wewnętrzny głos zagada mnie bzdurami i wyprowadzi na manowce. Ocknę się nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie i znów zacznę panikować, że nie mam pojęcia jak mam to rozegrać. To czyli życie, sytuacje, wymysły. Żyję ledwo co. Próbuję mieć zrywy i coś podziałać.
Rozłazi się to wszystko i nie łapię już spiny. Jakby mi w ogóle nie zależało.

Posprzątałam częściowo pokój podróżniczki - astronautki. Przemeblowałam. Moc pracy przede mną, gdybym chciała zdążyć do jej powrotu. Chwilę też szyłam dziś na maszynie. To była chwila spełnionych marzeń przecież. Oj ciężko mnie było zagonić, przekonać, że chcemy i jest sens, jest czas i jest sukienka. Można podziałać, zacząć się wprawiać. Wyszłam też z domu, poszłam do ciucholandu na losowanie paragonów. Tym razem nie wygrałam. Na pikniku za to mając 2 losy, wygrałam 3 razy. Żele do kąpieli, mleczko do ciała, fluid nawet pasujący, krem do rąk i truskawkową pastę do zębów a dodatkowo czarną aktówkę. Rozłożyłam też książkę "Nauka programowania z minecraftem", choć wiem, że minecraft jest już teraz grą przeszłości. Obecnie karierę robi spinner. Moda na spinnera pasuje jako wstęp do kolejnego rozdziału z książki "Przewodnik stada".  Przyszła znikąd, służy po nic i mają ją wszyscy.


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Dzień 12

Długa przerwa spowodowana była wyjazdem do Warszawy i wyśmienitymi spotkaniami.
10 czerwca piknik wydziału IChiP, 11 czerwca poznałam moją świeżo urodzoną Siostrzenicę :) oraz cieszyłam się spotkaniem z Dziewczynami z wizażowego wątku o prokrastynacji. Obejrzałyśmy razem pokaz tańców indyjskich. Wróciłam dziś, z lekka odespałam.
Jutro goszczę moją Paulinkę i zabiorę się za odgruzowywanie pokoju młodej. Tyle plany, zobaczymy co z tego wyniknie. Dziś zasiądę do frywolitkowej bransoletki i dalszych przygód Fryia w kosmosie, czyli Futurama!

Fotorelacja z pikniku na stronie wydziałowej:


piątek, 9 czerwca 2017

Dzień 9

Dzień 8 przepadł.

Dzień 9, jest jakoś. Nie negatywnie, ale nie latam tez pod sufitem ze szczęścia.
Włożyłam trochę energii w różne podstawowe czynności typu wstaw pranie, wstaw naczynia do zmywarki, pościel łózko, Wszystko to wymagało wysiłku, ale powoli, krok po kroku dało się.
Skończyłam kolię, bransoletkę zrobiłam do połowy. Oglądam "Futuramę" od odcinka pierwszego pierwszej serii. Lubiłam niegdyś Futuramę. I polecam. To kreskówka z charakterem i ciekawym dowcipem :) często dla dorosłych.
Medytacji dziś nie wznowiłam.
Ale wznowię.
Wczoraj byłam za to na jodze. Z tą panią to akurat strata czasu. Ważne było jedynie, że ruszyłam się z domu.

Poszukuję książki Andrzeja Samsona "Miska szklanych kulek".
Chętnie odkupię. Ktoś coś?




środa, 7 czerwca 2017

Dzień 7

Z medytacji znów nici. Zdaje się, że mnie przeraża. Utknęłam w jakimś myślowym stanie nieszczęścia i tkwię. Energia odpłynęła. Leżałam dziś długo, długo. Zajęcia z matematyki zmusiły mnie do wstania, bałagan nie.
Jest 21:00 kładę się do łóżka.


wtorek, 6 czerwca 2017

Dzień 6

Nie medytowałam. Nie nadaję się do tego. Może, tak jak i do sprzątania, potrzebuję mieć wenę.
Dzień spędziłam nad kolią frywolitkową słuchając wykładu mnicha, webinaru coacha, mowy Eckharta Tolle. Spędziłam też trochę godzin z super koleżanką, która przyniosła ruskie pierogi i obżarłyśmy się niemiłosiernie, pogadałyśmy o facetach, a potem wybrałyśmy się do sklepu i na shake'a krówkowego. Dla niej robię kolię frywolitkową, ona chodzi ze mną na ciuchy, ona nauczyła mnie nosić większe kolczyki niż sztyfty, ona szyje na maszynie i dnia pewnego poszyjemy coś obydwie, ona będzie chodziła ze mną na siłownię, bo ja sama siłownię olałam na jakiś miesiąc. Zapomniałam tez, że tak czy inaczej muszę zapłacić 109 zł za kolejny miesiąc.

Kolia nabiera kształtu.
Będzie piękna.


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Dzień 5

Dzień 4 nie istnieje. Położyłam się, żeby "pomedytować" i zasnęłam.
Dziś usiadłam, żeby pomedytować i siedziałam przez pół godziny.
Teoria mówi: enjoy the show, który stworzą Twoje myśli, bo będą zmieniać się jak w kalejdoskopie.
Owszem, zmieniały się, Od analizy zaległości, przez podsumowanie życia i siebie, aż do tych samobójczych z braku realnych pomysłów na istnienie w tym świecie. Stwierdziłam, że to medytowanie jest bez sensu, bo zaraz zebranie, a później siłownia. Na zebraniu wysiedziałam, choć chciało mi się płakać. Na siłownię nie idę. Po co. Nie mam siły ani ochoty nawet patrzeć na innych ludzi. Trzymam się myśli, że ten stan minie. Zastanawiam się tylko jak długo jeszcze będę babrać się w tym mentalnym gównie. Dom i posiadłość mojej babci została wystawiona na sprzedaż. Mój raj został wystawiony na sprzedaż. Moje pieniądze nie istnieją. Nie mam za co wykupić mojego raju. Sadu, ogrodu, łąki, przestrzeni, zieleni, raju dla tych pszczół, które chciałabym kochać.

Idę na lody z exem i młodą. Dół jak chuj. Nie pomogą mi te lody. Będzie jeszcze gorzej, bo robię się gruba. Niech mnie ktoś zastrzeli.


Zdjęcie z netu. Autorze zgłoś się. 

sobota, 3 czerwca 2017

Dzień 3

Przemeblowuję, ustawiam po nowemu.
Prześlizguję się po obszarach rzeczywistości, które chciałabym ogarnąć swoim umysłem dogłębnie i czerpać z nich satysfakcję. Jedyny problem polega na tym, że jest ich bardzo dużo.

Szycie na maszynie.
Frywolitka.
Szachy.
Fotografia.
Psychologia.
Matematyka.
Fizyka.
Chemia.
Biologia.
Neurologia.
Niektóre z przedmiotów wykładanych na wydziale IChiP - reaktory, PTC, kinetyka, chemia fizyczna.
Inżynieria medyczna.
Biologia.
Ratownictwo medyczne.
Język angielski.
Język włoski.
Język niemiecki.
Język hiszpański.
Język chorwacki.
Język rosyjski.
Język migowy.
Dokończyć prawo jazdy na motocykl.
Programowanie.
Własna książka.
Fitness.
Taniec.
Podstawy sztuk walki.
Bongosy.
Przeczytać książki, które mam na półce.
Kurs pilotażu PPL(H) lub nawet CPL(H) - żeby nie było, że to mrzonki i majaki, pierwszy krok w kierunku tego celu zrobiłam:

Temat: Kurs na pilota helikoptera.

W Wawie np. w firmie IBEX. Są też inne, ale ta mi jakoś pierwsza przyszła do głowy. Wpisz "szkolenie ppl(h)" w google'a, na pewno sporo znajdziesz. 

Co trzeba mieć? Kasę :) I być trochę zdrowszym od przeciętnego nieboszczyka ;)

Ogólnie, jest podobnie jak z licencją samolotową (turystyczną) - najpierw szkolenie teoretyczne (podstawy pilotażu, działania śmigłowca, meteorologii, nawigacji itp.), potem praktyka, potem solówka, egzamin i jesteś pilotem :) 

lub:
http://helipoland.com/szkolenia-pilotow/licencja-pilota-smiglowcowego-zawodowego-cplh/

Finanse.
BARF dla kota.
Zegary.
Kuchnia - odżywianie.
Nauczanie.
Pszczoły.
Pojechać do Indii - nie pytaj dlaczego, prześladuje mnie, dlatego. Gdzie nie odwrócę głowy, tam Indie. Dziś otworzyłam starą książkę, którą tak naprawdę przekładam z miejsca na miejsce, bo nie lubię poezji. Otworzyłam, czytam wstęp. Indie - Tagore Rabindranath "Rosnący księżyc i inne poezje". Kolczyki, które mnie zaczarowały i nawiązałam kontakt z dziewczyną, która je sprzedaje. Skąd pisze? Z Indii. Mój kolega poznany przez internet skąd jest? Z Indii. Książka, którą dostałam w prezencie jest opowieścią o matematyku Ramanujanie do czego nawiązuje? Do kraju, z którego Ramanujan pochodził - do Indii. Marta była w Indiach. Indie mnie otaczają.

Kolczyki:



Święto Divali - piękne!








Thali - indyjskie jedzenie:



Stworzyć albumy.
Wina, nalewki.
Wydać kalendarz doskonały.
Oświecić się.


Chciałabym umieć śmiało zaśpiewać.
Chciałabym zagrać melodię na pianinie (Bella's lulaby, Ludovico Enaudi), gitarze klasycznej (Scorpions, Pink Floyd) i elektrycznej, na klarnecie (Satanowski - Kresy).
Chciałabym być DJem.
Chciałabym opanować jazdę konną.
Chciałabym skoczyć ze spadochronem.


piątek, 2 czerwca 2017

Dzień 2

Co daje napęd?

Pobycie faktycznie ze sobą, do głębi, na tyle długo, żeby dotrzeć faktycznie do siebie, a potem ogarnięcie się, żeby stanąć w gotowości do życia.

Z rana wystarczą: szybki prysznic, ubranie, czesanie, mały makijaż, kawa i kalendarz.
( Czy wiecie, że kalendarz wieczny właśnie pojawił się w empiku, a jego autorem nie jestem ja? To ciekawe nie? Pomysł jest super, ale mój ciągle nie gotowy, żeby wyjść do ludzi. Znamy to? )

ENJOY THE RIDE - takie hasło panuje w czerwcu, a ja zaczynam drogę docierania do siebie
od 1 czerwca 2017 do 1 września 2017. Wpis będzie codziennie.

Zastanawiam się, czy pisać tu o punkcie wyjściowym.

  • Dno i 100 metrów mułu.
  • Trzy wielkie porażki w krótkim czasie: związkowa, rodzicielska, zawodowa - wszystkie trzy z kategorii "relacje międzyludzkie".
  • 40 lat na karku, zero osiągnięć. 
  • Finansowo - tylko na bieżące potrzeby, z mglistą perspektywą co dalej. 
  • Mieszkanie w stanie opłakanym, odzwierciedlające mój stan wewnętrzny - jak zawsze jest korelacja. 

Wiem za to w tym miejscu, że:

  • Nie pójdę pracować na etacie dla kogoś. 
  • Mam potrzebę stworzenia czegoś wartościowego.
  • Przez 40 lat kumulowałam różności, nadszedł czas na przyjrzenie się tym zbiorom i wyklarowanie głównej drogi w życiu. 
  • Najbardziej potrzebuję odnaleźć siebie w całym tym chaosie i ze świadomością tego, co się dzieje wchodzić w relacje.
  • (Poznać zasady interpunkcji.)
  • W końcu się określić, skrystalizować, dać od siebie to, co jest moją wewnętrzną wartością - a z czego będą chcieli skorzystać inni ludzie. 
  • Stworzyć sferę finansów, zbudować zaplecze, z którego będę korzystać tak i ja jak i Julka. 
  • Wypada zadbać o siebie jako ciało - ruch, odżywianie, aktywność.   
  • Zawsze rozwój, w kierunku, który scali wszelkie moje zainteresowania w jedno lub chociaż uzupełni je o swoje wartości. 
  • Dowiedzieć się, czego ja właściwie chcę, uspokoić się wewnętrznie, podać sobie rękę, przejść z własnym wsparciem trudne momenty, być wierną sobie. 
Dużo chceń, dużo myśli, mało działań, brak kierunku, koncepcji, wiary w sukces - w takim punkcie jestem. 


(Tydzień Planowania i Organizacji - niebieski)
A tu o opuszczaniu strefy komfortu: https://pieknoumyslu.com/strefa-komfortu-powody-opuscic/

wtorek, 4 kwietnia 2017

Upadłaś? Wstań, popraw koronę i zasuwaj dalej. :)

Czas leci, a ja się w ogóle nie trzymam planu, nic nie idzie w przód.
Chcę żeby było inaczej!

Jutro chcę wstać o 6:00 i pościelić łóżko.
Chcę zrobić gimnastykę, iść pod prysznic, ubrać się, umalować i wreszcie przygotować sobie kawę.
I zasiąść na krótką chwilę do pamiętnika.
Zrobić plan na nadchodzący dzień i rozpocząć realizację.

W teorii brzmi prosto, zobaczymy jak będzie w praktyce.

Pozdrawiam z mojego świata w chmurach.
To bardzo dobre określenie mojego odrealnienia.
Żyję w chmurach zamiast w świecie realnym - też tak o sobie myślę.
Ale tu mi dobrze i bezpiecznie.

Czy na pewno?
Dużo energii traci się na podtrzymywanie iluzji.
Vanilla Sky - oglądałeś?
Nie?
To obejrzyj.
Lubię Penelope Cruz.

czwartek, 2 lutego 2017

"coś się samo wykluje"

No to się wykluło.

Wtorek. Poranek. Kawa, kalendarz, plan dnia.
Kotek psotek pobiegał, zjadł i poszedł do swej kociej toalety.
Kto nie chce czytać o kocich odchodach, niech ten fragment sobie daruje.
Słyszę, że szura, nie słyszę chrzęstu żwirku.
Aha, coś się dzieje poza kuwetą.
Biegnę.
No dzieje się, wytarła sobie pupinę o posadzkę i próbuje zakopać, co na niej zostało.
Idę zmoczyć szmatkę i wziąć się za sprzątanie.
Kicia natomiast przesunęła się dalej, żeby nie przeszkadzać i zabiera się za mycie siebie.
Podnosi nogę, przygląda się i widzę, że coś nie gra.
No nie gra, bo do ogona przyklejony ma kawał rzadkiej kupy.
Rewelacja.
Zgodnie z kocią logiką przecież nie wyliże tego, bo za dużo :D :D :D, no to dawaj wycierać się o podłogę.
Zatrzymałam ją w pół gestu, bo chciałam ją złapać, no ale kot to nie pies, więc złapać się nie dał, za to zaczął uciekać.
W tym momencie miałam już brudną podłogę w salonie, brudną kanapę i nie wiem, co by jeszcze się ubrudziło, gdyby to, że ją wreszcie złapałam.
Sprawdziłam stan pod ogonem, zakwalifikowałam do mycia.
Wsadziłam kota pod kran.
Wiemy, jak większość kotów kocha wodę.
Dawaj wyrywać się, drapać, wykręcać w precel.
Odwinęła się zręcznie, wbiła mi pazury w plecy i się próbuje wyciągnąć siłą swoich mięśni.
Bolało, ale nie dałam się, bo gdybym ją wypuściła, to nie wiem gdzie bym tej kupy potem jeszcze szukała.
Rezultat działań był taki: kot umyty, ja mokra od głowy do stóp, upaprana wiadomo czym, podrapana i zgrzana w wyniku walki.
W domu zapach świetny i cały dom do mycia.
Zrzuciłam mokre ubranie, w samych gaciach usiadłam na kanapie.
No to mam co robić...

Naraz: ding dong!
Ło matko, no w świetnym czasie.
- CHWILA!
Ubieram się w trybie ekspresowym. Ding dong!
- CHWILA MÓWIĘ!
Otwieram drzwi:
- Dzień dobry, jestem z administracji, sąsiad z dołu zgłosił zalanie, ustalamy przyczynę.
- Wspaniale, zapraszam. Zapach, który się unosi to świeża kocia kupa rozsmarowana po całym domu, ale da pan radę, proszę bardzo.
U mnie sucho, u sąsiadów sucho, no to dawaj kręcić zaworami.
Zakręcił u mnie - nie leci u sąsiada.
Odkręcił u mnie - leci u sąsiada.
Wniosek?
- Pękła rura w pani ścianie, trzeba się do niej dowiercić i ją wymienić.
Będzie to na pani koszt.
- Oooo, jak miło :) . Dziękuję za te wspaniałe wieści.

W Tygodniu Próbowania Czegoś Nowego wypróbuję, jak to jest mieć pękniętą rurę w ścianie, zalewać sąsiada od 10 dni, mieć rozwalane pół łazienki i wymianę usterki na własny koszt :D .
Spróbuję też kontaktu z ubezpieczycielem w celu uzyskania zwrotu kosztów naprawy usterki.
No wykluło się samo, nie? Tyle nowości! Mój pierwszy raz w tak wielu sprawach!

Do sklikania! :)



poniedziałek, 30 stycznia 2017

NAŁÓG a NAWYK

Są tym samym?

Dziś będę trzymać się planu dziennego.
Ciągle jest Tydzień Próbowania Czegoś Nowego.


piątek, 27 stycznia 2017

Kręgle? Łyżwy? Salsa? Joga? Jazda konna? Co nowego?

Od dziś Tydzień Próbowania Czegoś Nowego.

Niedawno spróbowałam kręgli i uważam, że to fantastyczna rozrywka, choć nie zbliżałam się do kręgli latami, bo dwadzieścia lat temu dwa razy bardzo mi nie wyszło!!!!

Co nowego zrobię w tym tygodniu?

Nowe ciasto na niedzielę. Mam tak wiele niewypróbowanych przepisów, wiec wypróbuję kolejny. Jeśli się przyjmie, zagości w moim kucharskim zeszycie, jeśli nie, wyrzucę ten przepis, bo zajmuje mi tylko miejsce.

Co jeszcze można by, co jeszcze... hm.
Nie mam w tej chwili pomysłów.
Może coś się samo wykluje w tym tygodniu?

Przyjemnego próbowania nowych rzeczy!


Wygrzebane z zakamarków internetu - notatki ze szkolenia z Pauliną Perką - maj 2012.
Było warto. 

Prowadząca : Paulina PerkaZnakomita! 
Niczym skalpel dostaje się do wnętrza i jednym celnym zdaniem potrafi człowieka powalić.
Oczy mam szersze o jakieś 2 centymetry ze zdziwienia po spotkaniu tak przenikliwej osoby.
Poważnie.

Zarządzanie czasem, sobą w czasie.

A.Obecna sytuacja - orientacja w czasie - obecne gospodarowanie czasem. 

I. Podział ludzi na typ zanurzony w przeszłości, typ tu i teraz, typ zorientowany w przyszłość:

1) zorientowany na przeszłość:
a) nic dobrego mnie już nie spotka, bo wszystko co najlepsze już się zdarzyło 
Antidotum: W przeszłości były tez minusy, znajdź je dla równowagi. 

b) moja przeszłość to porażka po całości 
Antidotum: Nie porażka lecz LEKCJA. Czego dobrego, potrzebnego przeszłość mnie nauczyła?


2) typ tu i teraz:
a) jętka - jedno zadanie za drugim, jedno za drugim, nigdy nie siedzi bezczynnie 
Antidotum: Dla kogo to robię? - zwykle się okazuje, że dla innych.

b) leniwiec - wieczny błogostan i odkładanie na później 
Antidotum: Czego chcę? Cel.


3) zorientowany na przyszłość:
a) wizjoner - ma cel, ale brak planu realizacji - małych kroków - pustka między teraźniejszością a planem - kiedyś będę szczęśliwy. 
Antidotum: Odpowiedz sobie na pytanie co cię powstrzymuje?

(jeśli było b) to nie pamiętam. )

II. Orientacja w czasie - obecne gospodarowanie czasem - obecna sytuacja.

1. Rejestr czasu: REWELACJA! 
Kartka z podziałem na półgodziny: od 6 rano do 1:30 nocą. Należy wpisywać przez tydzień co pół godziny co się robi. Pisałam o tej metodzie - rewelacyjnie pokazuje na co się traci czas. Przy samym wypisywaniu wydajność rośnie, bo pomaga ta myśl: no coś tam muszę przecież wpisać. Więc robię to coś.

2. Koło reprezentujące nasze 24 godziny  obecny podział tego koła, niczym tort czasowy , na takie kategorie:
a)sen
b)rodzina
c)praca
d)hobby i relaks
e)rozwój osobisty
f)relacje z innymi
g)codzienne czynności
h)inne (np. dojazdy)
i) (inne własne)

3. Podział "tortu czasowego" odpowiadający naszym oczekiwaniom
, tak, jak chcielibyśmy żeby było, idealny dla nas podział czasu. 
Badanie rozbieżności między stanem obecnym a stanem idealnym. 

III.Dobowy wykres energii - aktywności.   

Na osi poziomej czas, na pionowej moja energia w skali od 1 do 10. Kiedy jestem w stanie zrobić najwięcej 10, kiedy jestem niewydajna 1. Niektórzy pracują wydajnie rano, niektórzy rozkręcają się wieczorem, ważne, żeby uchwycić kiedy ma się wyż, a kiedy niż energetyczny. 
Klasycznie w ciągu doby są 2 maksima, jeden dołek.
Zadania wykonujmy w czasie zwyżki.
Relaksujmy się, gdy mamy energetyczny dołek.

B. Narzędzia - planowanie i priorytetowanie zadań.

I. Priorytetowanie.

1.Zasada Pareto 80/20
2.Reguła ABC:
A - ważne - 15% zadań, 65% zysku
B - średnio ważne - 20% zadań, 20% zysku
C - mało ważne - 65% zadań, 15 % zysku
(liczenie procentów zysków i procentów wykonanych zadań, które to zapewnią przewidywalny procent zysków mogłoby mnie pochłonąć na wieki wieków amen, więc krucyfiksem strzegę się niczym przed wampirem  )

3.Matryca Eisenhowera (ważne-nieważne;pilne-niepilne) - (wreszcie nauczyłam się z tego korzystać!!! Wymagało to niemal indywidualnych korepetycji z prowadzącą, ale pojęłam (mam nadzieję))
http://www.youtube.com/watch?v=Y-bK3Tj6XEY

II.Planowanie.

Zarządzanie czasem (wykonywanie zadań dla kogoś lub pracy nie będącej moim celem samym w sobie)
1. "to do" list
2. kalendarz
3. matryca Eisenhowera i priorytety
Zarządzanie sobą w czasie poprzez swoje cele.
4. własne cele i ich realizacja - zarządzanie sobą w czasie.

Cele krótkoterminowe i listy zadań:
bieżące - dziś, jutro, za tydzień, za miesiąc, za 3 miesiące
taktyczne - roczne, 2-letnie
strategiczne - 3-5-letnie i dalej. 
Krótko mówiąc, nasz główny cel rozpisany na malutkie cele, które jesteśmy w stanie wykonać codziennie i monitorować naszą drogę w kierunku osiągnięcia celu.

Cel:
SMART 
S-Specific-konkretny
M-Measurable-mierzalny
A-Attainable/Ambitious-osiągalny
R-Realistic-ważny/istotny(  )
T-Timely-określony w czasie
link:
http://kaczor.info/pl/artykuly/jak-w...toda-smart-117

- jaki masz cel? (obszar życia, okres czasu)
- ustal priorytety względem celu
- zaplanuj działania (OATS, Zasada Parkinsona)
- zaplanuj 60% dnia
- działaj zgodnie ze swoją energią
- zadanie nieważne - deleguj lub odpuść
- pozbądź się perfekcji

Zasada Parkinsona: Praca trwa tyle czasu ile tej pracy przeznaczymy.
Jeśli na zrobienie masz tydzień, to będziesz robić tydzień.
Zwykle tę pracę można wykonać w krótszym terminie, o czym świadczy nasza tendencja do odkładania na ostatnią chwilę.


OATS:
O - outcomes = wynik
A - activities = działanie
T - time = czas
S - schedule = harmonogram
link do tej metody:
http://produktywnie.pl/2495/zarzadza...rocedure-oats/

Oraz HIT sezonu!!!!!

Alokacja czasu - 4 wymiary.

1. ZADANIA - mają cel i termin realizacji.
2. RELACJE Z INNYMI - dla przyjemności, nie dla realizacji zadań, dla podtrzymania więzi, rozmowa "o nas wzajemnie".
3. JA - to co robimy dla własnej przyjemności - książka, kąpiel, spacer, o ile żadne z tych nie należy do zadań
4. ALOKACJA BEZKIERUNKOWA - pożeracze czasu, gadanie o dupie Maryny, FB, internet, i inne. 

I teraz:
Czas przyspiesza, dominuje "myślenie na zewnątrz", rządzi abstrakcja, 
wtedy gdy jestesmy w trybie 1 lub 4.
Dlatego tak łatwo przeskakujemy między tymi trybami.

Jeśli to jest nasz sposób na odpoczynek pomiędzy zadaniami, to wiedzmy, że umysł w tym stanie W OGÓLE SIĘ NIE RELAKSUJE.

Czas zwalnia, dominuje "myślenie tu i teraz", rządzi przyjemność,
wtedy gdy jesteśmy w trybie 2 lub 3.
To jest dla naszej głowy relaks.


Stan 1 i4 powoduje ubytek(!!!) energii. Stan 2 i 3 pomaga naładować baterie.
W rejestrze czasu należy zaznaczyć czy dana czynność była Z, A, J czy W.
Jeśli jest ich po równo, jest super, brak równowagi powinniśmy widzieć po własnej energii...
Zatkało mnie ponownie.
Mój poziom energii = byle dociągnąć do wieczora.
W rejestrze czasu większość czasu to zadaniowość zwiazana z domem i dzieckiem, brak RELACJI Z INNYMI!!!, odrobina luksusu gdy czytam lub biorę kąpiel...
Ten podział mi pokazał jak wprowadzić równowage energetyczną do życia.
Brak relacji z innymi wyszedł też na diagramie kołowym - na kołowym podziale czasu.


Jeszcze jeden HIT!

Ćwiczenie w parach.
Jedna osoba jest reporterem - przeprowadza wywiad z tą drugą osobą.
Druga osoba wciela się w siebie za jakiś czas, gdy osiągnie już swój cel.
Ma opowiadać reporterowi o sobie, o tym w jaki sposób ten cel osiągnęła itp.
Rewelacyjne ćwiczenie na poczucie swojego celu we własnym życiu. 
Nie jest to takie proste, przyznam.
I nie wiem czy opisałam to tak, że rozumiecie... 
Rozumiecie, prawda? 


Literatura: Zimbardo "Paradoks Czasu"


Szkolenie nie tylko samo w sobie przekazało cenne informacje, 
ale dowiedziałam się tam przede wszystkim ważnej rzeczy o sobie.
- Co cie powstrzymuje? Boisz się, że się uda!
- Hm, że się nie uda.
- Tego, że się nie uda się już nie boisz, stąd płyną lekcje na przyszłość.
Nie miałam wyjścia jak przyznać jej rację.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Człowiek skuteczny.

Jak idzie porządkowanie?
Mieszkanie nabiera moich cech, mojego charakteru, mojego chcenia.
Czasem wymyślę coś głupiego i zastosuję, ale, gdy stwierdzam, że to nie praktyczne, zmieniam koncepcję. :) I sprawia mi to przyjemność.

Net podłączony.
Cieszymy się.






sobota, 21 stycznia 2017

Internet

Cześć.
Wyrzucamy, porządkujemy.
To cel na ten tydzień.
Mam za sobą porządki w kuchennych szufladach, dwóch schowkach i szafce narożnej. Mam też za sobą porządki w przedpokoju i montaż samodzielny nowej wycieraczki :) .
Został do posprzątania mój pokój oraz pozbycie się zbędnych rzeczy, które zagracały kuchnię, a teraz czekają na dalsze akcje w moim pokoju.

Właśnie podpisałam umowę o internet. Będzie w poniedziałek, więc póki co się nie odzywam.

Kliknij w czerwony obrazek po prawo, trafisz na pierwsze zbiorcze posty o sprzątaniu. Było fajnie. :)

Do sklikania!


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Po swojemu

Cześć.

Nastał 2017 rok. Nowy, świeży, czysty, chciałoby się powiedzieć - bielusi ;) .
No i w tym Nowym Roku życzę nowego spojrzenia.
Takiego świeżego, czystego, trzeźwego. :)


Mój kalendarz wieloletni powstał, jest, doskonali się, modyfikuje do potrzeb.
Kalendarze to jeden z moich projektów - trwa od kilku lat.
Rozpoczął się od marzenia, żebym miała kalendarz, który powie mi wszystko, co chcę o danym dniu wiedzieć, będzie mnie informował o urodzinach, imieninach, rocznicach, świętach, będzie zbierał historyczne pamiątki - jak pierwszy wypadnięty ząbek dziecka, jej pierwsze samodzielne kucharzenie czy moja pierwsza podpisana prawdziwa Umowa o Pracę :) .

Mój wieloletni kalendarz zawiera program 30 Days to Change i poszczególne tygodnie mają już swoje stałe miejsce w całym roku. Wracam do tego programu. Uważam, ze wart jest tego, żeby być obecny. I wcale sztywno nie zamierzam się go trzymać. Niczego nie zamierzam się trzymać sztywno w tym Roku. Zobaczymy co nam 2017 przyniesie, po co sięgniemy, co wymyślimy i co zrealizujemy. Nówka świeżynka, jeszcze nie zdeptana, motywacja na najwyższym poziomie, jednak bez tej spiny, że tym razem na pewno będzie po królewsku aż do ostatniego dnia grudnia. Bywa rozmaicie przecież, góry i doliny, gorąco i zimno, ciemno i jasno, no i jeszcze inaczej, w różnych miejscach na całej ciągłości tego kontinuum, bo świat nie jest zero-jedynkowy. Żyjemy jeszcze na razie, nie jesteśmy robotami, choć się czasem ludzie zachowują jakby byli - i jakby ktoś inny posiadał pilot do nich. (Tu urwę wycieczkę myślową - pewnie wpływ Lema. Czytam Lema, uwielbiam Lema, jeden z projektów to Lista Książek Do Przeczytania w 2017.)

Dzień już trwa. Lista "TO DO:" zrobiona - chyba przyzwyczaiłam się i bez niej czegoś mi brak. Super. Dobry znak.

Po prawo będzie widać, co to za tydzień obecnie "nam panuje" :) .
Idziemy wg mojego kalendarza, a on powstał kilka lat temu, dlatego właśnie żółty tydzień trwa ile trwa - w tym roku 5 dni, tak na start. Tak wpisałam i tak zostaje. No bo czemu nie.



Co ja Nowego w tym tygodniu próbuję?
  • Dzielnie i rozsądnie podzielić czas na różne czynności - obowiązki, przyjemności, z zachowaniem elastyczności i rezerwy na wydarzenia niezaplanowane.
  • Próbuję też nowej filozofii życiowej - na to co jest reagować przyzwoleniem:
    And that's fine. And that's ok. And that's fantastic! And I love it!
    Czemu po angielsku? Bo jakoś tak nie brzmi jakbym zaprzeczała rzeczywistości - nie doszłam jeszcze do ładu ze wszystkim w tej filozofii, ale ciekawe są efekty przesunięcia percepcji na akceptację - nie traci się energii na walkę z rzeczywistością czy podtrzymywanie stanów negatywnych. Dana takim stanom akceptacja powoduje, że znikają z centrum uwagi a energia znów wraca tu, do środka mnie. Dzięki temu obserwuję to co jest z jakiejś innej perspektywy, włącza się spokój, ciekawość, lekkość, nawet uśmiech, no i jest to wreszcie przestrzeń dla kreatywności wszelkiej, również w wyrażaniu siebie. Bardzo mi się to nowe spojrzenie podoba, a psychologia to jeden z kolejnych projektów w tym roku. (Projektów mam 15.)
  • I wymyśliłam sobie, że co niedzielę zrobię nowe ciasto. Przepisów mam milion, a korzystam z trzech. Na pierwszy ogień poszło ciasto pod tytułem: pyszny placek karmelowy. Już się chłodzi w lodówce. (Dziś jest 12.01 czwartek - ciasto będzie na jutro - zaprosiłam Rodziców. Bo w niedzielę mnie nie będzie. Będę w Warszawie u moich znajomków ze studiów. Tak. Po to były mi te studia, żebym ich poznała. :) :) :) :) :) )

No. To miłego dnia i do sklikania!
Patrycja