wtorek, 6 czerwca 2017

Dzień 6

Nie medytowałam. Nie nadaję się do tego. Może, tak jak i do sprzątania, potrzebuję mieć wenę.
Dzień spędziłam nad kolią frywolitkową słuchając wykładu mnicha, webinaru coacha, mowy Eckharta Tolle. Spędziłam też trochę godzin z super koleżanką, która przyniosła ruskie pierogi i obżarłyśmy się niemiłosiernie, pogadałyśmy o facetach, a potem wybrałyśmy się do sklepu i na shake'a krówkowego. Dla niej robię kolię frywolitkową, ona chodzi ze mną na ciuchy, ona nauczyła mnie nosić większe kolczyki niż sztyfty, ona szyje na maszynie i dnia pewnego poszyjemy coś obydwie, ona będzie chodziła ze mną na siłownię, bo ja sama siłownię olałam na jakiś miesiąc. Zapomniałam tez, że tak czy inaczej muszę zapłacić 109 zł za kolejny miesiąc.

Kolia nabiera kształtu.
Będzie piękna.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz