poniedziałek, 5 czerwca 2017

Dzień 5

Dzień 4 nie istnieje. Położyłam się, żeby "pomedytować" i zasnęłam.
Dziś usiadłam, żeby pomedytować i siedziałam przez pół godziny.
Teoria mówi: enjoy the show, który stworzą Twoje myśli, bo będą zmieniać się jak w kalejdoskopie.
Owszem, zmieniały się, Od analizy zaległości, przez podsumowanie życia i siebie, aż do tych samobójczych z braku realnych pomysłów na istnienie w tym świecie. Stwierdziłam, że to medytowanie jest bez sensu, bo zaraz zebranie, a później siłownia. Na zebraniu wysiedziałam, choć chciało mi się płakać. Na siłownię nie idę. Po co. Nie mam siły ani ochoty nawet patrzeć na innych ludzi. Trzymam się myśli, że ten stan minie. Zastanawiam się tylko jak długo jeszcze będę babrać się w tym mentalnym gównie. Dom i posiadłość mojej babci została wystawiona na sprzedaż. Mój raj został wystawiony na sprzedaż. Moje pieniądze nie istnieją. Nie mam za co wykupić mojego raju. Sadu, ogrodu, łąki, przestrzeni, zieleni, raju dla tych pszczół, które chciałabym kochać.

Idę na lody z exem i młodą. Dół jak chuj. Nie pomogą mi te lody. Będzie jeszcze gorzej, bo robię się gruba. Niech mnie ktoś zastrzeli.


Zdjęcie z netu. Autorze zgłoś się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz