sobota, 10 stycznia 2026

Dziwną stworzyłam sobie rzeczywistość...

 No bo nie ma nic oprócz tego co sami sobie stworzyliśmy, zmanifestowaliśmy, czy jakoś tak...
Według tej teorii, najwyraźniej na nieświadomce, skonstruowałam sobie rzeczywistość, w której tkwię. 
Jest ciepło, jest zasobnie, nie ma tylko ludzi... Takich od serca. 

sobota, 3 stycznia 2026

Psychoterapia o 4 nad ranem, cz.3

Przekonanie: "Nie umiem dogadać się z ludźmi i na luzie czuję się tylko wtedy, gdy ich przy mnie nie ma."
Emocja: Lęk społeczny, napięcie, poczucie osamotnienia, unikanie kontaktu, dyskomfort w relacjach
Źródło: Negatywne doświadczenia społeczne, krytyka lub odrzucenie w przeszłości. Ocenianie, upokorzenie...
Fakt: Ocena, stres, brak wsparcia spowodował rodzaj fobii społecznej. Nie mówi o twojej wartosci. Oznacza, ze było słabo, kiedy kształtowały się relacja społeczne. Coś nie pykło. Zakodowało się w głowie, że to ty jesteś nie taka, zamiast oddzielić fakt od emocji. Słabe to...
Brak luzu w relacjach nie oznacza, że żadne interakcje nie są możliwe albo że nikt . Niektóre interakcje są ok i niektórzy cię rozumieją. Lepszy rydz niż nic. Hahhahahah. W razie czego pisz na priv. 
Etykieta: „Nie umiem się dogadać”, „Nie pasuję do ludzi”, "Jestem antyspołeczna", „Tylko samotność mnie uspokaja”. Globalne uogólnienie, które bierze pojedyncze doświadczenia i traktuje je jak uniwersalny fakt — coś, co psychologia nazywa negatywnym schematem poznawczym. Mocne nie? Na podstawie pojedynczych doświadczeń wnioskuję tak, jakby to była absolutna prawda nad prawdami. 
Korekta: „Nie wszystkie sytuacje społeczne są takie same. Mogę być spięta w niektórych kontaktach, a w innych spokojna. Mogę uczyć się dobrych interakcji społecznych." (Nawet napisanie "z ludźmi" wywołuje u mnie dyskomfort. Mijanie ludzi na ulicy wywołuje we mnie dyskomfort. To jest do rozpracowania.)


Psychoterapia o 4 nad ranem, cz.2

Teraz nieco o wartości.

Bo teoretycznie "bycie do niczego" to "bycie bez wartości". Trzeba jednak rozróżnić trzy rzeczy: 
Wartość
Kompetencje
Zachowania

WARTOŚCI NIE TRZEBA UDOWADNIAĆ
NA WARTOŚĆ NIE TRZEBA ZASŁUGIWAĆ
WARTOŚĆ NIE PODLEGA OCENIE, JEST BEZDYSKUSYJNA, uwaga, nawet u żula na przystanku!!!
Wartość wynika z bycia człowiekiem. Kropka!!!
WARTOŚCI SIĘ NIE ZASŁUGUJE, JĄ SIĘ UZNAJE. 

Nie mogę wykrzyczeć tego bardziej niż capslockiem. Kiedyś myślałam: Jaką wartość ma żul? To jest tylko obciążenie dla społeczeństwa. Tylko, że kiedyś ten żul był małym cudnym dzieciątkiem, pełnym ufności, otwartości dla świata. Każde dziecko to ma, każdy niemowlak jest taki. Jego życie i wybory to nie zmiana jego wartości. Jak obraz potrzebuje wszystkich puzzli, żeby był całością, tak świat potrzebuje żula, żeby obraz był cały. Likwidacja żuli spowoduje odtworzenie żuli. Żule są potrzebne. Co to w ogóle za słowo: żul... Nie, dobra, zagalopowałam się. Chcesz żyć jak żul? Nie? To dzięki temu jak oni żyją i dzięki temu, że to widzisz, wiesz, że tego nie chcesz. Sposób myślenia żula uzupełnia sposoby myślenia wygenerowane w świecie. Każdego człowieka perspektywa jest cenna, BO JEST UNIKALNA, JEDYNA W SWOIM RODZAJU, choćby żulowska. 


Psychoterapia o 4 nad ranem

Nie mogłam coś spać. Wybudziłam się o 4, pograłam w jakąś grę, stwierdziłam że nie chce mi się czytać i że nie usnę. Kot mi mruczał przy uszach, uwielbiam to futro. Pomyślałam o ostatnim swoim bezsensownym działaniu i zaczął kręcić mi się film w głowie. Nie dało się go przerwać ani przecinaniem Nici Aka, ani zmianą tematu. No skoro tak, to idziemy w pamiętniki, trzeba przez nie przebrnąć żeby je zniszczyć. Część  już przeczytana. Dwa pamiętniki zniszczone, zostały kartki co angażują wszystkie zmysły, wpada się jak w Narnię. Osobiście nie lubię Narni, ale swoje życie owszem. Przeszłość była intensywna, kolorowa, cudna. Teraz mam 49 lat. Jest inaczej, ale też nie gorzej, mniej ekscytacji damsko męskich tylko, choć... oj, zdarzyła się. Było iskrzenie. Werbalne, ale konkretne. Obudziło to we mnie część, którą dawno uśpiłam, zgodnie ze stwierdzeniem, że kobieta kończy się w wieku 39 lat. W wieku 40 przemiana, a potem już tylko staruszka, którą się przejeżdża na pasach, ekhm, przeprowadza znaczy się. W wieku 39 zakochałam się. W wieku 45 rozpoczęłam świetny związek, ale już się aż tak ślepo nie zakochałam. I dobrze, bo też nie wyszło. Z każdej relacji coś miałam. Z każdej. Już chyba pisałam o tym. Zdanie "Życie cię kocha" padło, gdy kolega zmieniał mi przebitą oponę. Zobaczył w jakim są stanie, choć sam sprzedał mi auto. ŻYCIE CIĘ KOCHA. Piękne nie? Zostało ze mną jak na kamiennej tablicy wyryte. Po prostu sobie to wzięłam. Generalnie to jedyne zdanie, które od tego człowieka pamiętam, ale jakie zdanie! I nawet już nie jesteśmy w kontakcie. Bez żalu.

Otworzyłam więc resztkę trzeciego pamiętnika. Jest rok 2003. Grudzień. Niedawno rozpoczęłam studia na politechnice, 7 lat po maturze. Musiałam dużo się uczyć, żeby przypomnieć sobie to, co licealiści mają na świeżo w głowie. Jesu, ile pracy. Do 3 rano uczenie się rzeczy, które inni wiedzieli... I pojawiają się zwroty, które są PRZEKONANIAMI. Pięknie mieć je na tacy. Wtedy myślałam o nich, że są prawdą. Dziś patrzę na nie z perspektywy 20 lat i wiem, że nie są prawdą, wiem też, że można je zmienić, że mam w życiu doświadczenia, które tym przekonaniom przeczą wprost. 

"Wstyd, że jestem nieukiem". Nieukiem? Uczenie się do 3 rano, podjęcie studiów 7 lat po maturze. Jednocześnie studiowanie weekendowo Turystykę, Języki obce i Zarządzanie? Ze stypendium? Nieukiem? Skąd to jest? Z dzieciństwa: "Ty nieuku cholerny ty." Nie podam autora tego pięknego tekstu... Na ile lat zagościł w mojej głowie? Może i do teraz. Może i do teraz czuję ile POWINNAM wiedzieć w stosunku do tego, co wiem. Po prostu "nie dość wiem". Z tym jest taki problem, że ile bym nie naładowała wiedzy do głowy, to to stwierdzenie zawsze może być aktywne i zawsze będzie "nie dość". No więc dość. Dość aktywności takim durnym przekonaniom. Komu "powinnam" dorównać? Czy będę ściągać do życia ludzi, którzy pokażą mi jak głupiusia jestem? MF, który studia zjadł na deser, na szóstki! Studia nie dają szóstek, bo tam maks to piątki. On miał szóstki! A obecnie zaprojektował fabrykę od kartki z długopisem po rozruch. Taki to był gość. Jest. I ściągnęło mi go życie, żebym czuła się co chwilę jak kretyn, bo tak mam wpisane w skrypcie we łbie? I chciałam wchłonąć całą wiedzę świata, żeby "dorównać", żeby "wiedzieć dość". Dość. Dość dla tego typu przekonań. Będzie za chwilę jak je zmienić. 

Przekonanie: "Jestem nieukiem".
Emocja: Wstyd.
Źródło: Przemoc werbalna
Jaki był fakt: Ktoś krzyczał.
Etykieta: Nieuk.
To że to było przemocowe i fałszywe jest o tyle smutne, że wchodziło w mózg dziecka jak w masło. 
Korekta: "Byłam oceniana. To nie definiuje mojej wartości ani inteligencji." Mylisz się lub nie wiesz? Pytasz. Tyle. Nic się nie dzieje, uzupełniasz bank wiedzy, wstyd tu jest dziwnym elementem. Fajnie przejść proces neurografiki. Tu link do sesji. Ja zrobiłam jedną na WSTYD. Pieprzony wstyd. WSTYD JEST EMOCJĄ UNICESTWIAJĄCĄ. Pamiętaj o tym, zanim zrobisz to swojemu dziecku...

Wstyd nie mówi prawdy o tobie, mówi o tym jak cię traktowano. To, ze ktoś cię poniżał, nie znaczy, że miał rację. Znaczy, że nadużywał władzy. Możesz czegoś nie wiedzieć. "Nie wiem - jestem do niczego"? To jest unicestwiające. Zamień na "Nie wiem - i co z tego?" Nie ma ludzi, którzy wiedzą wszystko. Nie interesuje mnie polityka i nie wiem do której partii należy X,Y czy Z. Jeśli to twoim zdaniem wstyd, to sobie z tym zdaniem bądź. Ja idę nawlekać swoje koraliki. Że mnie odrzucisz? Ojej, to dopiero problem. Tyle tylko, że do tej pory nie istniałeś na mojej planszy. Ujawnił się nagle i myśli, że jest ważny ze swoimi ocenami. Idź oceniać gdzie indziej. Won z mojej planszy. Jak będę chciała to się dowiem. Pewna część wiedzy nigdy nie będzie dla mnie ciekawa i ekscytująca. "Dziękuje za opinię, nie mam pojęcia jak mogłam bez niej żyć."

Jedziemy dalej. Czytam: "Ale ja jestem głupiutka. Wszyscy będą się ze mnie nabijać, wszyscy będą  robić sobie ze mnie jaja, wszyscy mnie wykorzystają." Widać od razu, ze to bzdura jakaś. Wszyscy. Haaahahahahaa, wszyscy są zajęci sobą i to jest słuszne przekonanie! Nie mają co robić, tylko zajmować się mną i... nabijać? I ja to nosiłam w głowie? O matko i córko! 

Przekonanie: "Jestem głupiutka, wszyscy będą się ze mnie nabijać i wykorzystywać mnie".
Emocja: Wstyd, lęk społeczny, poczucie niższości, strach przed odrzuceniem.
Źródło: Przemoc werbalna, krytyka, ocena
Jaki był fakt: Ktoś krzyczał, oceniał, poniżał
Etykieta: Głupiutka, naiwna, bezwartościowa
Korekta: "Mogę czegoś nie wiedzieć i popełniać błędy, a i tak jestem w pełni wartościowa. Nie wszyscy mnie będą oceniać czy wykorzystywać. MAM WPŁYW NA GRANICE I REAKCJE W KONTAKTACH Z LUDŹMI". 

To są prawdziwe zdania. I dodatkowo: jak ma się prawie 50 lat, widać wyraźnie, że cudze opinie można puścić mimo uszu. Dopóki nie nadasz im ważności, nie są ważne. Pomocnicze pytania: czy ci oceniający ludzie wspierają cię? Znają? Czy prosiłaś o ocenę? Jeśli nie, są tak ważni jak opady śniegu w 1980 roku. Kropeczka. 



czwartek, 1 stycznia 2026

2026 świeży, nowiutki, nietknięty

Jest 7 rano 1 stycznia 2026 roku. Ogarnęłam kawę i sprawy księgowe. Czy spis z natury robi się na koniec grudnia i potem na początek stycznia? Przecież dzieli je jedynie noc i to chlania i huków i błysków, kto zmienia stan magazynów wtedy? Nieuczciwi pracownicy? Nie posiadam. To jakaś farsa, poczekam na zawołanie księgowej. 

Koty moje dzielnie zniosły huk sztucznych ogni, choć miały niepokój w sobie. Kometa siedziała pod wanną, ale nie pchała się jeszcze głębiej, więc tak źle nie było. Pręga była na salonach, choć w totalnej uważności. Uszy chodziły intensywnie, źrenice jak jabłka, była poddenerwowana, ale nie schowała się, więc tak źle nie było. Ja już spałam, ale podniosłam się, żeby sprawdzić czy koty mnie nie potrzebują. 

Otworzyłam słodkie wino musujące - wypiłam szklaneczkę ozdobną za powodzenie w nowym roku. Życzył mi jakiś Slavko, to życzyłam mu też. Zadzwonił na kamerę. Super. Ja się was panowie nie boję. Odebrałam, życzyliśmy sobie z szampanem w ręku. To jakiś starszy pan, choć i ja do młodych nie należę. Totalnie nie mój gust jeśli chodzi o powierzchowność. Podziękował, że odebrałam. Potem napisał mi, że się speszył jak małolat. Skąd się ten osobnik wziął, nie mam pojęcia. Sieć to dziwne miejsce. 


środa, 31 grudnia 2025

Ostatni dzień roku 2025 cz.2

 Czerwony kalendarz z 2023. Mam nadzieję, że nie jest tu wiele odkrywczych treści do spisywania... 

"Wiem już, że istnieje tylko teraz. Tu w teraz stwarza się wyborami, decyzjami, czynami to, co będzie. To co było również nie istnieje, jest to tylko zapis pamięciowy. Ponownie: ISTNIEJE TYLKO TERAZ. 

A może żadnego wpływu nie ma? Wpasowuję się w już istniejący wzorek?"

"Warunek Hamiltona - skąd kamień wie."

Słońce pięknie świeci, idę na spacer. 


Ostatni dzień roku 2025

 Ktoś napisał na grupie whatsapp:

,, Wchodzimy w jedną z najbardziej subtelnych, a jednocześnie najgłębiej działających faz cyklu świadomości.
Rok 2025 to wibracja Uniwersalnej Dziewiątki nie jest zwykłym „końcem roku”.
To domykanie całych linii czasu, to zamykanie starych wersji siebie, to ciche odpinanie programów, które przez wiele wcieleń były noszone w polu Duszy.
🪷🪷❤️❤️❤️🪷❤️
Wiele osób doświadcza teraz:
🪷 skrajnego zmęczenia bez wyraźnej przyczyny
🪷 nagłej potrzeby samotności i wyciszenia
🪷 snów, które coś „odmykają” w pamięci
🪷 fal emocji, które nie są związane z teraźniejszością
🪷rozmycia umysłu, mgły w umyśle, spadku motywacji
🪷 wrażliwości 🪷To nie jest cofanie się.
To jest głębokie rozplątywanie starej tożsamości.
🪷🪷Twoje ciała kalibrują się w przestrzeni Nowej Ziemi.
🪷🪷🪷🪷🪷🪷Teraz jesteś w fazie rozbierania starego domu od środka.🪷
To, co wychodzi wspomnienia, lęki, stare relacje, wzorce miłości, poczucie winy, zależności
nie przychodzi, by Cię zalać.
Przychodzi, by zostać domknięte🪷 Uniwersalna Dziewiątka nie pcha do przodu.
Ona zamyka za Tobą drzwi, które już nie są Twoje.

W tym czasie zmienia się też znaczenie bezwarunkowej miłości.
Nie jest już poświęcaniem siebie, milczeniem, tolerowaniem ran i niespójnych relacji.
Prawdziwa miłość to teraz:
🪷szacunek do własnej energii
🪷prawda bez agresji
🪷 granice bez poczucia winy
🪷odejście bez nienawiści
🪷 pozostanie bez zaprzeczania sobie

To dlatego wiele relacji, przyzwyczajeń i schematów przyspiesza teraz swoje „rozpadanie się”.
Nie po to, by Cię zranić.
Po to, byś nie zabrał_a ich do nowego cyklu.
🪷🪷🪷🪷🪷🪷
Końcówka tego roku jest cicha, ale potężna.
To czas wewnętrznego porządkowania, uproszczeń, wycofania się z hałasu świata.
To czas, w którym Dusza zamyka stare kontrakty, karmiczne pętle i linie przeznaczenia, które już nie są potrzebne Twojej dalszej drodze.

Nie musisz niczego przyspieszać.
Nie musisz „działać”.
Twoim zadaniem jest pozwolić, by stare wersje Ciebie mogły odejść w pokoju.
🪷🪷🪷🪷🪷
Bo to, co się teraz domyka, robi miejsce na coś zupełnie nowego...".

I biorę sobie z tego co mi pasuje. Np, że coś się domyka. Że cykle się domykają. Ja bym chciała domknąć porządki ze skrzyneczki. A skoro już zaczęłam tak głęboko, duchowo, nie wiem jak to nazwać, to zawartość skrzynki bardzo się wpasuje.

Budda rzekł: LATEM JEST CIEPŁO, ZIMĄ JEST ZIMNO. Tak to zamyka szum w umyśle, że szok. Po prostu stwierdzenie życiowego faktu kończy rozkminy. Tak na mnie działa ten cytat.

W starym roku zostawiam dużo. Do rozwiązania jest taki supełek: NIE WIEM CO MAM ROBIĆ. Czynności rozmaite wydają się stratą czasu. Z działaniami jest przyklejone niezrozumiałe uczucie marnowania czasu, poczucia winy, jakiegoś stresu, jakbym kradła czas, który "powinien być" przeznaczony na coś innego. Męczę się z tym, bo czasem siedzę w stresie i nic nie robię, a lista zadań przesuwa mi się w mózgu, jak koło fortuny... Chciałabym to uczucie zostawić w starym roku. Czym je zastąpić? Gdyby zignorować to myślenie, a trzymać się jakichś założeń? List mam 5000, co z tego wynika? Tylko nadmiar list.

W 2026 ćwiczę PAMIĘTANIE SIEBIE (jest o tym gdzieś wpis tu na blogu, jak znajdę to podlinkuję), co zakłada, że wszystko co robię jest sensem samo w sobie. W ten sposób przepłynę przez działania ze względnym spokojem, w każdym razie będę nad tym pracować i to rozwijać. Postanowienie? Z nimi tak się dzieje, jak z wszelkimi moimi projektami. Są mocnym początkiem i brakiem końca. Zostawiam to w starym roku.

Rozwijałam 12 projektów. Intencja rzucona w kosmos działa samoistnie. Jakby ziarno zasiane niepilnowane wzrastało, a potem zaskakuje obecność plonu, o WOW. Otworzyłam firmę, swoją cudną MatPaprykę. Warta jest wszystkiego i kocham ją. Gdyby to ode mnie zależało, to chyba by nie powstała. Po prostu lęk skutecznie mnie podcinał, nadmiar myślenia opóźniał działanie. Ludzie, którzy stanęli na mojej drodze dodawali otuchy. Mój kuzyn: nie ma czego się bać, moja księgowa: jest pani w dobrych rękach, otwiera pani firmę odpowiedzialnie, spokojnie. I stało się. I jestem zachwycona.

Wpis z kalendarza: "Minęło sporo czasu. Jest OK, jest ogarnianie, jest pewność siebie. Koncepcja, ze wszystko jest iluzją wchłonęła się. To, że umysł sobie coś tam roi, że się nie chce, że dużo, że nie da rady, są rojeniami, które tworzą iluzję, w którą wierzy ciało. Jest w niewoli umysłu automatycznego, a nie podlega decyzjom i kierunkowi, który nadaję intencjonalnie. Dziwne dwa zdania. Krótko mówiąc myśl to nie jest prawda. Nawet z tak gadającym umysłem można zagłębić się w mycie naczyń czy sprzątanie w szafce. (MHM, TEORIA UMYSŁOWA...) Naprawdę (MHM...) I satysfakcja robi rodzaj stabilności i wzmocnienia (TO AKURAT PRAWDA. TA KARTKA NA ŚMIETNIKU JEST TAKĄ SATYSFAKCJĄ), zwiększenia wiary w siebie, polepszenia samopoczucia, wiary w sukces i chęć robienia dalej. (DOPAMINA ZNACZY)." (TO DOPISKI Z TERAZ)

Teraz kartka notatek o lęku z webinaru z osobą, której nie polecę, więc nie powiem z kim. "Wiara w siebie rozwiewa lęk. Boimy się dlatego, że nie wierzymy sobie. MAM SIŁĘ WEWNĘTRZNĄ DAM SOBIE RADĘ SPOKOJNIE, NAUCZYSZ SIĘ

Lęki to nie nasze lęki! Kto się bał tego, czego teraz boisz się ty?"

Teraz kolejna kartka i notes wolny od zapisków leci na kupkę o Feng Shui, bo to zaczęty projekt do skończenia. Jest taki gość i się nazywa Gary Vaynerchuk. Ma raczej ADHD, bo gada jak nakręcony, na kawie z koksem zamiast cukru. Ale on nie robi planów na kartce. On DZIAŁA. I ja to biorę w 2026, bo planów naprawdę miałam wiele i nic z tego nie wynikło.

Dobra, to co jest na kartce: "Jestem warta miliony tylko dlatego, że jestem. Zarabiasz na tym kim jesteś. To kwestia czasu i wytrwałości. Świat jest w stanie zapłacić za wszystko." To parafraza słów Adriana Kołodzieja - czarodzieja sprzedaży produktów cyfrowych, high ticket i innych takich. "Jak mogę to osiągnąć? Bo mogę. Będę szukać sposobu. Zbieram dowody na to, że się da. Miejmy jednak dobrą zabawę."

"Zasiewaj w głowie slajdy, wizje, których chcesz, poczuj się komfortowo z tą wizją."

"Czasem sam zakładam firmę i umieszczam ją na giełdzie." (AHAHAAAAHAHAHAHAA)

I kartka won do kosza!

Kolejna, pytanie: "Czy jest zagrożenie życia lub zdrowia? NIE? To odetchnij. Zapytaj siebie: o co nie dbam? Jaka potrzeba nie jest zaspokojona? Weź się tym zajmij." A potrzeb jest 5 fizjologiczne, bezpieczeństwa, więzi/przynależności, uznania i własnej wartości, sensu i samorealizacji. A wg Embrace: Bezpieczeństwo, Uznanie, Akceptacja, Uwaga, Miłość.

"Odczep się od tego, co jest w głowie."

"Jeśli idę drogą, która mi pasuje, czuję radość i spokój. Wdzięczność rodzi radość, przekonania blokują dostępy. Radość można wywołać przez ruch. Inteligencja emocjonalna - kompetencja przyszłości. Emocje mają przepłynąć, a nie być zblokowane w ciele."

OK, strony powyrzucane i 4 notesy są uwolnione od notatek. I ja też!

To teraz czerwony kalendarz. Tam są notatki ze szkolenia na temat giełdy, ale nie tylko. Tutaj, czy w nowym poście? W końcu to sprzątanie cały czas. Ha! Mam chęć wdrożyć tydzień wyrzucania zbędnych rzeczy - tyle, że na tym chyba się zatrzymałam...



niedziela, 28 grudnia 2025

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.4

Żeby nie było, nie tylko skrzynka z papierami jest do rozbrojenia. Mam do przejścia prawdopodobieństwo - powody personalne, mam stretkę obiektów służących malarstwu i ceramice, które nie posiadają stałego miejsca i, najważniejsze, mam do stworzenia cyfrowy produkt MatPapryki, na początek dotyczący funkcji kwadratowej a konkretnie równań i nierówności. 

Być może segregowanie papierów ze skrzynki to była jedna wielka ucieczka od tego co WAŻNE. Na tyle napawa mnie niepewnością ten mój projekt, że segregowanie skrzynki to zasłona, problem poboczny. On też oczywiście zużywa energię i to jak. Powinnam pracować nad projektem... a robię coś zupełnie innego. Ucieczka, prokrastynacja, dramat. Bo dzień za dniem mija i nic się nie zmienia. Ubzdurała sobie moja głowa, że jak wysprząta w mieszkaniu, to wtedy, w tym posprzątanym, zasiądzie, zacznie i zrobi... Napracuję się, ale nie posunę ani krok do przodu, czuję to bardzo mocno.

No cóż. Kiedy ma się tyle przedmiotów co ja, to zastępcze rzeczy do robienia bardzo łatwo znaleźć... (Za dużo wielokropków, no trudno. To jest odczucie pewnego zawodu swoją osobą. Zawodzę siebie, źle się z tym czuję. Wielokropek.) 

OK. Dziś dokończę tę moją skrzyneczkę, będzie o tyle mniej do posprzątania, jest to pewna ulga, pewien zastrzyk dopaminy związany z kończeniem czegoś. Może zawartość tego wszystkiego trzeba podzielić na małe fragmenty, które łatwo zakończyć? Wtedy zastrzyk dopaminy będzie motywował jak należy? Próbujemy? 

Taaaaa. Biorę skoroszyt, a tam wysypują się niewpięte koszulki, bo kiedyś ODROCZYŁAM DECYZJĘ... Wielokropek. 

No to teraz zajmuję się skoroszytem, bo KIEDYŚ  się nim nie zajęłam. I tak jest ze wszelkim odkładaniem. 

A propos odkładania. Odkładanie rzeczy na miejsce sprawiają, że znajdują się na swoim miejscu i wyeliminowane jest wtedy szukanie. Tak, odkładać rzeczy na miejsce. 


Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.3

 Minęła godzina. Pozbyłam się trzech książek odzyskując z nich zadania do skoroszytów. Natrafiam na pewien problem. Książki różnie dzielą działy matematyki. Ja mam dwa oddzielne skoroszyty na pewien dział, a tu wszystko jest władowane w jeden. Umysł, który w decyzyjności traci energię w sposób znaczny może doznać znów chęci ucieczki, bo decyzja co zrobić z tym fantem wykrzacza system. Po prostu taka decyzja może przerosnąć. Nie śmiej się, Niestety tak jest. 

I gubienie przedmiotów. Właśnie zgubiłam nożyczki. To też potrafi wykrzaczyć system. Chce mi się płakać i rzucić wszystko w cholerę, jednocześnie wiem, że to marzenie rzucić to w cholerę, bo jest to do zrobienie i będzie, dopóki nie podejmę decyzji, np. wyrzucić to wszystko na śmietnik. 

Tylko mam wrażenie, że wyrzuciłabym wtedy dziecko z kąpielą, bo wśród powtarzających się definicji w różnych książkach są perełki. Np. zwięźle zrobiony temat trójkątów wpisanych w okrąg. WOW. Jak dobrze, że nie wyrzuciłam tego do kosza. Tylko co z tym dalej... 

Tak! Przypomina mi się! "Zajmujesz się głupotami! Zajmij się tym, co potrzeba!". Mam poczucie marnowania czasu... Słabe to. Tylko, że mam prawie 50 lat i sama decyduję o własnym czasie. Czemu ten głos tam wewnątrz jest tak mocny, że odpala emocje? KASUJ, KASUJ, KASUJ, to mój czas i moje decyzje! Ekhart Tolle mówi: sensem segregowania książek jest segregowanie książek. No nie powiedział dosłownie tego, ale chodzi o całkowite skupienie na czynności, jakby była jedynym, co w tej chwili istnieje. Bo tak właśnie jest. A przynajmniej tak ma być. 

Jeśli robię coś, a mój umysł wędruje gdzieś indziej, to nie jestem ani tu, ani tam.

OK. Ogarnęłam książki matematyczne, są podzielone na działy, gotowe do wpięcia do skoroszytów. Ale skrzynka kryje jeszcze inne kategorie. Pamiętniki, zeszyty, kalendarze, wideo rejestrator do auta, jakiś sznurek, przywieszki na ścianę podtrzymujące pnącza roślin... I znów awaria w mojej głowie... Aaaaaaaaaaaaa, za dużo tego! 

Badanie stanu wewnętrznego:

  • reakcje fizjologiczne? Ścisk w żołądku, pisk w głowie, grymas niechęci na twarzy.
  • emocje? wstręt, (awaria systemu, nie czuję emocji, albo nie rozpoznaję ich). Co to za emocje, gdy masz ochotę płakać i krzyczeć, chcesz uciec w siną dal i nigdy nie musieć do tego wracać? Kiedy masz awarię i chcesz zwinąć się w kulkę i już nie musieć się rozwinąć? Kiedy chcesz już świętego spokoju i żeby nikt nic do ciebie nie mówił? Co to za emocje? 
  • myśli? Za dużo wszystkiego, nie dam rady, nie mam siły, to się nigdy nie skończy. 
  • zachowanie? Chowam się w ramiona, w dłoniach chowam twarz, mam zatrzymanie na krawędzi. 
To co wypisałam u góry to tak zwana kajzerka. To z psychologii w nurcie poznawczo behawioralnym. Dwie z powyższych kategorii można zmienić. Na dwie mam wpływ. Na myśli i na zachowanie. 
Myśli można skierować na tory: dużo już zrobiłam, dobra robota. Powoli, nie wszystko na raz, konsekwentnie, krok po kroku, z szacunkiem do siebie i swojej pojemności. Jeśli masz dość, odłóż, ale przyjmij, że wrócisz do tego wieczornej lub jutro rano. Wieczorem nie polecam, bo do podejmowania decyzji potrzeba jest świeżej energii. Mózg, który doświadczał dnia już trochę tej energii zużył na przetwarzanie bodźców. Wtedy takie zadanie jak moje może być przytłaczające jeszcze bardziej. 
Zachowanie. Hm. Wstań, pooddychaj, porób trochę skłonów, zrób sobie coś do picia. Po tym odstąpieniu o krok uspokój system nerwowy. Wydech dłuższy niż wdech, zrób tak kilka razy. Pomyśl o tym, co już udało się zrobić, niech umysł ma odniesienie a nie widzi tylko górę do zdobycia przed sobą. 

OK. To ja idę pooddychać, zrobię bastrikę, uczeszę włosy, umyję zęby, zrobię 10 przysiadów, wrócę i sprawdzę co będzie dalej. 

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.2

 Może dołączysz do mnie? Może masz jakąś małą stertkę bałaganu, która ściąga troszkę uwagę. Ona pobiera energię. Twoją. Wszystkie niepodjęte decyzje tak robią. 

Stajemy z tą stertką twarzą w twarz. Czujemy emocje. Nazywamy je. Wdech - wydech, jeszcze raz wdech - wydech. Powtórz: "Te emocje są moję, widzę je, akceptuję, przyjmuję. Dziękuję, ze jesteście, dziękuję, że niesiecie informacje." 

I wchodzimy. Dzielimy zawartość na kategorie. To powinno pójść jakoś. Kolejny krok to decyzja w każdej kategorii. Co zatrzymujesz? Czego się pozbywasz? U mnie jest ciekawa sprawa. Mam "milion" książek do matematyki i internet, czyli zadań całe morze. Nie umiem wyrzucić żadnej książki. Bywa, że dokupuję jakąś! Zalewa mnie ilość książek, materiałów, kserówek. W ramach sprzątania świątecznego wszystko posegregowałam. Założyłam każdemu działowi skoroszyt. Pogrupowałam kserówki, notatki, książki, których nie chcę już na półkach a nie umiem wyrzucić - skrzywdziłam... Porozrywałam je na działy i przyporządkowałam do odpowiednich skoroszytów. Ja stworzę swoją książkę. Będzie po mojemu i już nie będę korzystać z "miliona" książek, tylko z jednej. Swojej własnej. I nich tak się stanie.

Dobra, wracam z krainy marzeń. Tak pięknie i lekko ucieka się od tego, co trzeba robić. Wracamy, wracamy, samo się nie zrobi. 

Trochę czasu zajmuje to segregowanie. Do zobaczenia, gdy już będzie posegregowane.

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później...

 To nie będzie opowieść o psychologicznych podstawach tego zjawiska jakim jest prokrastynacja. Będzie to opowieść z własnego podwórka i z własnych doświadczeń przez lata zbieranych i analizowanych. Będzie to opowieść z tu i teraz nawet, bo właśnie rozgrzebałam pewną skrzynkę, w której ułożone były rzeczy, które nie mają swojego miejsca. Odkładałam zajęcie się nimi, omijałam jakby nie istniały, czując jednak pod płaszczykiem udawanego spokoju, że ta skrzynka tam jest i woła i muszę i powinnam, tylko tak bardzo nie mam ochoty.

Tak samo było z pracą magisterską, z różnymi projektami na studiach, biznesplan na zarządzaniu pisałam o 19 poprzedniego dnia, totalnie bez składu i ładu. Coś w tym jest, że na ostatnią chwilę pracuje się skutecznie, bo adrenalina robi swoje. Tylko potem jest ciekawy efekt wzmacniający nawet tę prokrastynację. Skoro się udało, to znaczy, że taki sposób działania jest skuteczny. I oto usprawiedliwiliśmy prokrastynację i utrzymujemy ją w mocy. 

W jaki sposób zatem w końcu wzięłam się za tę skrzynkę z różnościami. Ech, szczypie mnie ona nawet kiedy o niej piszę. Jest odpychająca, odstręczająca, czuję potężną niechęć. 

W zasadzie im dłużej myśli się o tej rzeczy, którą się powinno a się jej nie robi, tym bardziej ona rośnie. Rośnie w umyśle, rośnie, rośnie i wydaje się w pewnej chwili nie do przeskoczenia. Ogromna, odstręczająca, no właśnie, jak ta skrzynka. 

Wyjęłam wszystko co tam jest. Dotknęłam pierwszych rzeczy z zapytaniem siebie co z tym zrobić. Czułam jak chce mi się spierniczać od tego, schować to z powrotem i udawać, że nie istnieje. Decyzje. Tu są do podjęcia decyzje. Odkładanie na później to odraczanie decyzji. 

Chwilowo zajmę się czymś, co z angielska ma nazwę clutter. Graty. Zagracenie. Nie wiem, czy to słuszne w odniesieniu do skrzynki, ale czuję wyraźnie, że tam jest zbiór rzeczy w stosunku do których odroczyłam decyzję, a teraz stanęłam frontem do wyzwania i płakać mi się chce. 

Dobra, podzielić rzeczy na kategorie, to da się zrobić. 

No i zaczęłam dokumentować akcję porządkowania tu na blogu - czyżby to ciekawa forma ucieczki? A fb przejrzymy, a zaraz telefon i za 3 godziny znów spakuję to wszystko do skrzynki i odłożę na później. No nie, nie nie nie, nie tak ma być. 

Przy pierwszym kontakcie z zawartością skrzynki wzięły mnie w tany rozpacz i odstręcz. OK, czuję, przyjmuję, to jest znak od ciała i umysłu, żeby tam nie wchodzić, bo to nieprzyjemne. Ale w sumie czemu nieprzyjemne? Bo podejmowanie decyzji wymaga energii, a my jako organizm, który kiedyś z trudem pozyskiwał energię do życia, ciągle jest w trybie jej minimalnego wydatkowania. Dlatego to wysiłek jest. To nic, że żyjemy w epoce biedronek i w jedzeniu można się kąpać i spać. Nadal oszczędność energii jest trybem domyślnym. 

No dobra, idziemy w decyzje... 

czwartek, 25 grudnia 2025

Święta...

Wigilię spędziłam z córką. I miałyśmy fajny, wesoły czas. Piekłyśmy, gotowałyśmy, wreszcie jadłyśmy licząc potrawy do 12. To był przyjemny wieczór. 

Kilka paczek nam nie dotarło na święta, no trudno, cóż zrobimy. Będzie spóźniony prezent. 

Obudziłam się po 3 nad ranem. I tyle spania. Odpływam, ale nie zasypiam, taki to męczący stan zmęczenia i niemożności zaśnięcia. 

Dziś 25 grudnia, idziemy do moich rodziców, będzie moja siostra z rodziną, będzie pełna chata. I spoko. Tylko na wigilii jest jakieś ciśnienie, ten wieczór jest garem bigosu, albo lepiej grochem z kapustą... Na nim jest obciążenie niewyrażonych żalów, jakiś pozostałości przeszłości zmieszane z blaskiem choinki, radością prezentów i przejedzeniem. Wigilia to dziwny dzień. Podzielić się opłatkiem znaczy z zasadzie co? Życzyć? Przebaczyć? Odciąć przeszłe guano? No ale to jest jak z grzesznikiem, który co miesiąc spowiada się z tego samego. Nie czuje się ulgi, dopóki ten, co robił przykrość, nie przyjmie winy i nie postanowi poprawy. A tam postanowi, nie wdroży! Jeśli mam zatargi z kimś tam, to nie lezę do niego z opłatkiem. 

GPT: Łamanie się opłatkiem symbolizuje pojednanie, przebaczenie i gotowość do dzielenia się sobą. To znak zerwania barier, uznania drugiego człowieka i budowania wspólnoty na nowo. 

Ale ileż można? Trzeba umieć wpuszczać ludzi tylko w pewnym stopniu. Trzeba potrafić dźwigać ich z akceptacją, takich jacy są. Trudne to. 

Ja nie lubię opowieści dziwnej treści rozdmuchanych do najmniejszych szczegółów, z których nie wynika żadna konkluzja. Ot mielenie ciszy. Męczę się wtedy, mój mózg się gubi w tych szczegółach, szuka związku, szuka dokąd prowadzi ta opowiadana ścieżka. A ona nigdzie nie prowadzi. Rozwija się prawie jak papier toaletowy. Prawie, bo nie ma końca... 

I tu przychodzi granica własna, tylko z kulturą oznajmiona. No i tu pytanie. Czy to jest akceptacja kogoś, kiedy zamykam mu twarz, bo nie chcę go słuchać? A czy pozwalanie na awarię w mózgu to nie jest pastwienie się nad sobą? Ja tu nie widzę dobrego rozwiązania. Niestety. Ale może za mało potrafię. Zabieram swój mózg i chronię go we własnym domu. W ciszy. No może przeplatanej awanturami dziesięciolatka piętro wyżej i koronką do miłosierdzia bożego piętro niżej. Czas znaleźć inną miejscówę. 

Wszystkiego dobrego na Święta i nie tylko.

wtorek, 23 grudnia 2025

Czas pomiędzy czasem

 Czy jakoś tak. 

Te kilka dni od przesilenia zimowego począwszy są takimi, którym nadałam znaczenie. Nie ja pierwsza, bo podłączyłam się pod to, co tworzy Monika Burzyńska. 

20 grudnia był pierwszym dniem i najkrótszym ze wszystkich - Karaczun. I w tym dniu trzeba było pozbyć się wszelkich projektów, myśli, czegokolwiek, co już nie służy - hm, za późno się zabrałam za sprzątanie, bo nadal jestem po środku chaosu, mimo, że tyle już zrobiłam. Bardzo dużo rzeczy pozbyłam się. Moje dziecko bardzo mi pomogło. Ona nie ma problemu z wyrzucaniem. Nie używasz - wyrzuć. Podłączyłam się pod nią. Zrobiła porządek w pokoju u siebie i jest zadowolona, widzę to. Będzie mieć też lepszą energię, zawsze tak jest.

Ja siedzę przy kawie i to jedyna chwila kiedy nie robię kilometrów po tym moim mikro mieszkaniu. Zrobiłam listę rzeczy, które jeszcze wymagają zrobienia i mam postanowienie, że w kolejnym roku 20 grudnia to ja będę już mieć wysprzątane. Już wiem jak, bo do tej pory miałam ogromny problem z pozbywaniem się rzeczy. Kiedy się zacznie, to już jest prościej. Zaczęłam od grzebieni. Używam dwóch, a miałam 10, różne. Zostawiłam tylko te, których używam. I nie tęsknię. Wyprzedaję jakieś kosztowniejsze rzeczy na Vinted. Zresztą nie tylko kosztowniejsze. Ubrania się nie sprzedają mi, więc żeby ich nie trzymać, zanoszę do PCK. Tam przyjmą chętnie. Zwolniłam dwa worki miejsca u siebie w szafie. Też przekładałam rzeczy z miejsca na miejsce, bo nigdy nie założyłam jakiejś sukienki, wolałam inną. No to ta niewybrana poszła do innych ludzi, oni będą zadowoleni i ja też. Niebieski golf, który nie jest moim kolorem, spodnie, które są lekko za krótkie, kurtka, której rękawy odsłaniają moje nadgarstki... Nie lubię, do widzenia. Nie musze już nosić takich, bo tylko takie mam. Teraz mam dużo opcji nabyć inne rzeczy, takie, które są totalnie zgodne ze mną. Czekam na godzinę 8:00 - panie otwierają PCK. 

Wytłoczki po jajkach zaniosę na rynek, zawsze są chętni brać je. Obrazy nad którymi popracuję później zaniosę do piwnicy, zajmują za dużo miejsca. O, ramy mogę też zanieść! Świetnie, że o tym pomyślałam. Zostanie jeszcze skrzynka matematycznych kartek do posegregowania... no i tuzin pomniejszych rzeczy do ogarnięcia zanim mogę powiedzieć: ufff, koniec roboty, nadeszły święta. 

Wracając do wyjątkowości dni. Każdy dzień symbolizuje jeden miesiąc roku. 21 grudnia to styczeń i trzeba sobie notować co się zadziało, żeby jakoś tam powiązać później to z wydarzeniami w styczniu i wiedzieć jak się to wiąże. To dla mnie bardzo ciekawa koncepcja. Odkąd spotkałam się z nią, nie mam już cierpienia związanego ze świętami, bo szczerze nienawidzę tego stresu, tej narzuconej konieczności, tej tradycji, którą generalnie odsunęłam od siebie dźwigając niezadowolenie przodków w postaci rodziców czy żyjącej jeszcze babci. Ciężko to dźwigać. Niby mam prawo wybrać po swojemu, nawet nie niby, no ale z każdą decyzją idą konsekwencje, a te nie są przyjemne. Nie jest wcale dobrze działać przeciwko sobie, trzeba coś wybrać. Wybieram siebie i wszystko mi jedno, co kto na to. 

22 grudnia to odzwierciedlenie lutego - wypychałam demony w kierunku przedpokoju okadzając białą szałwią i nie tylko. Porządkowałam półki, schowki, szafy, pawlacze, zostawiałam tylko to, co chciałam mieć na tych półkach, a reszcie trzeba było albo znaleźć miejsce, albo wskazać kierunek przedpokój. 

Dni dalsze - wczoraj 23 grudnia rządził bóg Weles. Monika pokazywała oddech milionera :D. Nie mam całkowitej wiary w takie różne nowe dla mnie sprawy, ale biorę sobie z tego to, co służy mojemu życiu. Co mi pasuje i jest zgodne ze mną. 23 grudnia odpowiada marcowi. Jakoś był to dzień wysycony relacjami. Napracowałam się też dużo. Zrobiłam dobre uczynki.

Dziś... 24 grudnia - kwiecień - szybko ten rok leci :D. Już kwiecień! Nie wiem jeszcze co w kwietniu, bo Monika nagrywa swoje filmy nie tak z rana. 

Dobrego dnia!