Dziś nie pamiętniki, tylko życie tu i teraz. Ile robi porównywanie się.
Uczęszczam na zajęcia lepienia z gliny. Są tam osoby, których dzieci są w moim wieku. W zasadzie nie rozmawiam z nimi, chyba że ktoś dosiądzie się do mojego stolika. Zwykle siedzi ze mną jedna pani. Lubię jej prace, ma fantazję i wychodzą piękne rzeczy. Ma też swoją firmę i czasem rozmawiałyśmy o tym. Usiadła tym razem przy wolnym stoliku.
Są tam grupki, w tym jedna główna, która rozmawia głośno i się śmieje i każdy się podłącza. Ja zwykle mało co mówię. Jakoś nie błyszczę tam osobowością. Mogę się skupić na dłubaniu w glinie. Wcale mnie to nie wkręciło, choć wychodzą piękne rzeczy.
Tym razem rozmowa dotyczyła rachunków za śmieci. jedni płacą dużo, inni mało, teraz zmieniają się zasady, zapłacisz za śmieci proporcjonalnie do zużycia wody. Temat dalej przeszedł na posiadanie kawalerki i w sumie na to, żeby dorosłe dziecko wyprowadziło się od mamusi i tam może zamieszkało. No i się zaczęło. Popłynęły historie o tym, jak po studiach dzieci innych zarabiały szaloną kasę i kiedy rodzic powiedział, że mają się dokładać do rachunków, to wolały iść na swoje. Taką kasę miały, że kupowały sobie mieszkania i się wyprowadzały. Takie to było przezabawne, nikt nie używał tego jako przechwałek, no może trochę, bo to przecież duma z własnych dzieci.
I w tym ja. Czułam się jak pochodna biedy. Nie kupiłam sobie mieszkania, babcia przepisała na mnie mieszkanie w starej kamienicy. Moja obrotna siostra zamieniła je na mieszkanie w blokach, bo to ona korzystała, gdy ja studiowałam na moich drugich studiach w Warszawie. Wyremontowała i oto teraz mam mieszkanie w blokach. Po spłacie za remont mam dach nad głową. Sama tuż po studiach zaczęłam pracę w call center Polskich Książek Telefonicznych. Byłam mięsem armatnim na pierwszej linii, słyszałam spierdalaj częściej niż dzień dobry... Potem nie pracowałam długo, bo poczucie mojej wartości było tak niskie, że bałam się wyjść na rynek pracy. Wisiałam na partnerze, który dostał takie obciążenie przez to, że cała ta relacja się rozwaliła. Pasmo sukcesów jak widać.
Słuchałam tych historii o wspaniałych dzieciach i czułam tak wielki wstyd i porażkę, że energia uciekała ode mnie jak ze starego balona, jakoś. Sflaczałam, zapadłam się w sobie, chciało mi się płakać. WSTYD JEST EMOCJĄ UNICESTWIAJĄCĄ. Chciałam zniknąć, chciałam przestać istnieć. Tak to działa.
Jak się z tego podnieść? Z tego wstydu? Z tego poczucia życiowej porażki?
Mieszkanie dostałam, zarabiam na rachunki, jestem dzikus nie do ludzi, jak z buszu. W buszu lepiej, swobodniej, bez tych pierdoletów, rozmów bez sensu, udawania kogoś kim się nie jest, żeby wpasować się do tej ludzkości. Wolę piżamę niż garsonkę. Wolę las niż hotel 5 gwiazdek. I żeby nie było, zjeździłam hotele i sanatoria najwyższej klasy pracując jako modelka w Niemczech i Austrii. Byłam w hotelu Interalpen. Wygoogluj. Hol większy niż boisko do baseballa. Lornetki trzeba, żeby zobaczyć biurko recepcji.
Oczywiście praca modelki w Niemczech i Austrii to nie praca Claudii Shifer na wybiegach i w sukniach projektantów światowej klasy. My byłyśmy biednymi modelkami z Polski, którym płaci się mniej niż by chciały modelki z Niemiec. Robiłyśmy tam wszystko. Od pakowania kolekcji przez rozstawianie sprzętu do konferansjerki, przez pokazy, aż po sprzedaż następnego dnia. I znów pakowanie kolekcji i podróż do kolejnego hotelu 5 gwiazdek. Zjeździłam się po tych hotelach. Ale czy to jest sukces? Jaki? Tyle tylko, że nie jest to dla mnie obce. I tak wybieram las i dziki sad.
Zapewne dzieci, które tuż po studiach zarobiły sobie furę kasy na własne mieszkanie, zarabiają teraz nadal furę kasy na nowe fury i podróże w piękne zakątki świata. Tak. O tym też było. Naprawdę zgasłam wczoraj. Zapomniałam o swoich pobytach - pół roku w Mediolanie, w sumie ponad dwa lata w Chorwacji. 3 miesiące w Niemczech i Austrii no i którkie wakacje na Węgrzech, kilkudniowy pobyt w Barcelonie, w Paryżu, no i ostani wypad na Bali. Mimo tego wszystkiego zgasłam jak świeczka. Tssssst. Nie ma mnie.
Zastanawiałam się później w domu skąd ten wstyd się wziął? Co ja dźwigam? Czyje to? Po co? Czy każde z tych cudownych dzieci dźwigało depresję? Czy każde z nich miało opiekunów, którzy deptali wartość siebie tych dzieci czy to przez wyzwiska, czy przez szydzenie o braku inteligencji, czy w końcu przez nieskończone porównywania do lepszych i wieczne niezadowolenie i poczucie zawodu, zresztą wypowiedzianego wprost? Kurwa, moim sukcesem jest to, że samobójstwo mi się nie udało...
Tak. Dźwigam depresję ponad 20 lat. Mam za sobą poważną próbę samobójczą zakończoną 4 dniową nieprzytomnością i pobytem na OIOM. Myślicie, że to dobra historia na posiedzenie ceramiki?
Nie zwalaj na rodziców własnego niedojebania. Są ludzie, którzy wyszli z ciężkich warunków, a jednak są ludźmi sukcesu. Nie używaj rodziców jako wymówki dla swoich porażek. Jesteś odpowiedzialna za swoje życie. Wybrałaś tak, to masz tak. Dobrze, że mieszkanie mam od babci ( od, bo jeszcze żyje. Ma 99 lat.), bo bym nadal mieszkała z rodzicami, mimo wieku 49 i tego się wstydziła dla odmiany. Jeżdżę pełnoletnim autem, do którego wstydzę się wpuścić innego człowieka, bo wożę tam pół swojego życia i jakieś rzeczy, które są na wypadek spierdalaki wojennej. No ciekawe gdzie bym miała spierdalać. Pod jakiś mało oblegany most chyba. To był największy lęk mojego życia, zresztą jest nadal. Lęk, że skończę pod mostem.
Tak. Nie szybują moje myśli w kierunku oszczędności jakich się dorobiłam na prowizjach od sprzedanych kredytów, które stworzyły mnie krezusem. I nawet mnie nie ciagnie do takich osiągnięć. Czyżbym była bez ambicji?
Naprawdę przetyrał mnie wczorajszy dzień. Wróciło porównywanie się pod kątem osiągnięć...
No to na koniec miało być coś ważnego i wyleciało mi z głowy.
Chyba chodziło o to, że słowo sukces wywołuje u mnie odruch wymiotny. I tak umrzesz, swój sukces możesz sobie wsadzić w buty, nic z tych dóbr nie zabierzesz dalej. Mam nadzieje, że lubisz swoją pracę bardzo, tak jak ja lubię swoją, i spędzasz w niej czas z radością i satysfakcją. Bo to czas twojego życia i nikt ci go nie odda. Zamiast pracować na własne mieszkanie tuż po studiach, rzuciłam swoje pierwsze studia i jeździłam po Europie. Byłam na karnawale w Wenecji, w okresie Bożego Narodzenia w Mediolanie, konsumując pannetone przy Duomo, zresztą Duomo odwiedzałam bardzo często przez te pół roku. Pracowałam dla Prady i zrobiłam okładkę do pisma samochodowego na całe Włochy. I nie dokładali mi rodzice do niczego wtedy. Nauczyłam się języka włoskiego, chorwackiego, niemiecki nie chciał mi wejść do głowy, a pobyt we Francji tak mnie do tej Francji zniechęcił, że na francuski reaguję tak jak na słowo sukces. Odruchem wymiotnym.
Jak mi się przypomni co ważnego miałam dopisać na temat tego całego wstydu, to tu wrócę.
Pierdolone porównywanie się.
Cześć. Miej dobry dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz