niedziela, 17 maja 2026

Chaos, zwątpienie, możliwości, zmiany

Pisanie spontaniczne. 

Jestem chora. Przyplątało się coś do gardła i płuc. Szczęśliwie jest już po egzaminach i nie jestem już dzieciom potrzebna. Ta cisza, która teraz pojawia się zamiast zajęć, bywa bardzo niewygodna. 

Jest 9:15. Kot się wściekał przed 7 żeby go nakarmić, wkurzał mnie, nie dawał spać. Wytrwały. Jego jedzenie przygotowuje się z wrzącej wody i puszki z lodówki, uprzednio trzeba posprzątać bałagan po poprzednim posiłku, czyli nie da się nie rozbudzić. Wstałam nasypać suchej karmy, trudno, swoją zupkę dostanie jak już będę na nogach. Wstawanie mnie położyło, byłam bliska omdlenia, znam ten stan, wiem co się wtedy dzieje. Może za szybko się podniosłam. 

Śniło mi się, że wynosiłam kanapę z domu, bo była już stara i zbędna, choć najwygodniej się na niej spało. Była cała rozlatująca się, pozszywana, było mi szkoda się z nią rozstawać, choć w pomieszczeniu były jeszcze dwie inne kanapy mogące zapewnić miejsce do spania. Miała mi w tym pomóc moja koleżanka. Ciekawe co na to chat gpt. Sprawdzamy? 
Po wielu pytaniach i interpretacji ostatecznie wygląda to tak:
"Jesteś w momencie, w którym odchodzisz od starego źródła komfortu, które nadal działa, ale nie jest już zgodne z Twoim rozwojem, jednocześnie widząc bardzo wyraźnie nowy poziom życia, do którego jeszcze nie weszłaś w pełni — i przechodzisz między nimi stopniowo, bez gwałtownego zerwania."
To bardzo dobry znak. Pozytywny. Motywujący. Doenergetyzowujący. WOW. 

Dobrze dostać taką wiadomość z rana.

Leżę w łóżku po płukaniu gardła solanką, napar z bluszczyku kurdybanka naciąga. Nie wiem czemu brakuje w moim domu wody utlenionej. To niepojęte. Zawsze kupuję wiele butelek. Przydaje się. Tak czy inaczej gardło wypłukałam, kaszel sobie jest, ja sobie leżę, a jak leżę to myślę. 
Myślę o swoim wieku, o samotności, o przyszłości, o lękach, o wyborach dróg, o decyzjach. 
Wciąga mnie scrollowanie, choć tonę w beznadziei z tym świecącym pudełeczkiem. Nie mam energii na nic. Motywują mnie tylko moje zajęcia z matematyki, a tych już prawie nie ma. Do malowania obrazów też się trzeba motywować, zabrać się za to, ubrać odpowiednio, rozłożyć farby, wiedzieć, co się będzie malować, mieć wenę... Dużo zabiegów zanim się zacznie. Za dużo. Nie zaczynam. 
No dobra, dziś się zbiorę, dziś zacznę. Wiosenny obraz wg Alexanda Bolotova. Już sobie znalazłam, co namaluję.

Brakuje mi ludzi, mojego człowieka, przy którym można się zrelaksować, odpuścić, wiedzieć, że wszystko będzie dobrze. No będzie dobrze, a jak ma być? Przecież będziemy się przystosowywać do warunków, aż nas śmierć nie wyłączy. Nie mam swojego człowieka, sama muszę być swoim człowiekiem. 

Ostatnio zrobiłam przeszaloną rzecz. Zapłaciłam 6000 zł za dostęp do akademii, w której dwie dziewczyny będą mnie motywować do działania. Przez całą noc rozmyślałam czy to rozsądny krok, tym bardziej, że moje zajęcia z matematyki się kończą. Cały czerwiec, lipiec i sierpień nie zarabiam, a ZUS osiąga potrzebę na wysokości 1000 zł. Dopiero 1000 i aż 1000. Niedospana przelałam wymaganą kwotę za pół roku wsparcia. Nie wiem czy na siłę nie tkwię w tym marazmie, wygodny był, ale muszę się go pozbyć jak tej starej kanapy. Czas na nowe. 

Chcę iść w produkty cyfrowe. Chcę iść w świat Internetu, dostępu globalnego, skalowania biznesu, uniezależnienia ilości pieniędzy od wymiany za czas. Dobrze, że rozchorowałam się dopiero teraz. To znaczy, nie dobrze, że się rozchorowałam, ale dobrze, że nie na czas egzaminów. Odwołane zajęcia, to brak wpływów dla mnie. Wiadomo. 

Wstaję. Może się nakarmię jak swój człowiek robi to dla swojego człowieka, choć weny na jedzenie też nie mam.
Pa. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz