Wstałam, zrobiłam kawę, wyczuwałam siebie i swój stan dziś. Jakaś przykrość we mnie, że się w ogóle obudziłam. Straszne to co tu piszę. Ale cóż. Obudziłam się. Trzeba żyć.
Byłam na grzybach wczoraj. Po raz trzeci zgubiłam się w lesie. Już więcej się nie dam. Nie wiem jak to zrobię, ale już się w lesie nie zgubię. Najgorsze, że nie miałam zasięgu w telefonie, żeby choć google maps odpalić i się zorientować gdzie ja jestem. Trzeba może w telefon wsadzić kartę innego operatora, większa szansa na zasięg. Orange - zero zasięgu, play - zasięg był.
Zebrałam tylko kilka grzybów, za mało, żeby odpalić suszenie. Ja nie jestem jakąś szczególną fanką grzybów, ale lubię czuć je w bigosie. I patrzą teraz na mnie z wyrzutem te zbiory, trzeba się nimi zająć...
Za to pojadłam sobie czeremchy. To jej czas. Pyszna :)
OK, to co do zrobienia dziś? Wstać, pościelić łożko, zrobić 8minABS, umyć się, ubrać się, umalować, przygotować sobie materiały na korepetycje, jak pani od obrazów da znać, to jechać je odebrać z oprawy, podjechać do rodziców po walizkę na wyjazd, jak będzie czas to podjechać zawieźć obraz zamawiającemu, korepetycje do cudnego wieczora, tabletka i hyc do łóżka zapaść w sen. Taki obraz dnia mi się wyłania. O, te grzyby nieszczęsne. Zjeść je? Ble. Zamrozić? Zapytam chata gpt, co by zrobił z grzybami. Nawet nie żyje, a tyle wie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz