Od 4:40 rano walczę z dostaniem się tutaj, bo opera postanowiła zablokować wszystkie strony. Ciekawe jak teraz pójdą zajęcia online. Jest 8:05. Trochę to laikowi - czyli mi - zajęło. Ale cieszę się, że jestem.
Skończyłam czytać kolejny pamiętnik. Potrzebuje się napisać książka o romansach, zdecydowanie.
Zabrałam się za porządkowanie swoich książek i wejście w decyzje, które z nich na pewno chcę przeczytać, a które wynieść z domu. Na razie w kategorii drugiej nie ma książek, choć jedną poważną stertkę oddałam siostrze, bo to były głównie jakieś legendy, bajki, opowiastki dla dzieci. Szwagier z siostrą chcieli je wszystkie. Bardzo dziękuję. Zwolnioną półkę zajęły wykonane z gliny pojemniki. Przepiękne są. Na całej wielkiej półce, gdzie mieściły się dwie marketowe torby książek, stoją trzy ceramiczne piękności. Czy to nie marnotrawstwo miejsca? No oczywiście, że nie. Te książki nie były już potrzebne. No tylko to były książki głównie z pokoju mojej córki... Dzielna dziewczyna. Teraz na mnie kolej. Coś się zmieniło, bo ruszyłam z pozbywaniem się. Ubrania wylatują najłatwiej. Książki najtrudniej.
Ponownie - cieszę się, że się tu dostałam, bo myślałam, że już po blogu. Nie wiem co z tą operą się porobiło. Wszystkie strony, hasła, historia, wszystko przepadło. No trudno. Jest teraz nowa przeglądarka duck duck go i już.
Mój kot postanowił umrzeć na anoreksję i niewydolność wątroby, stłuszczenie. Jeszcze trochę żyje, ale zgubiła 2 kg w zbyt szybkim tempie, odmówiła jedzenia. Odmawia do tej pory, jest karmiona na siłę, żeby wątroba nie musiała zajmować się resztką tłuszczu, tylko miała co przerabiać. Woda też podawana strzykawką, najwyraźniej wbrew woli kota. Już jest lepiej, przychodzi się miziać, nie leży już w kąciku albo pod wanną jak worek nieszczęścia. Idę dziś po leki dla niej. Może jeszcze trochę z nami zostanie.
Dziś obudziłam się z migreną... Idę się szykować. Do następnego napisania - mam nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz