wtorek, 19 maja 2026

Lęk, niepokój, studnia

Tytuł nie brzmi zachęcająco, znowu marudzę, ale są pewne stany, które chcę pojąć i rozwikłać. 
W piątek zaczęłam czuć się słabo. W sobotę miałam już wielki kaszel, w niedzielę fontannę z nosa, w poniedziałek też. Wymusiło to na mnie leżenie w łóżku, a konkretniej nic-nierobienie. I to nic-nierobienie włączyło niepokój i lęk o przyszłość. To tak, jakbym musiała ciągle być zajęta, bo jak nie, włącza się ten alarm i jest bardzo nieprzyjemny w odczuwaniu. I tak dumam nad tym, bo przecież nie można ciągle być zajętym. Trochę przypomina to siedzenie w bagnie, jak przestaniesz wierzgać nogami, to zaczniesz tonąć. No dosłownie. A ja bym chciała móc cieszyć się odpoczynkiem. Na sam dźwięk tego słowa mam mdłości. I to też nie tak, że ja zapitalam jak w kołowrotku, bo czasem nie wiem co robić, czasem nie wiem, w co ręce włożyć, czasem wszelkie działania wydają się jak Himalaje - nie do zdobycia dla mnie. Jestem wtedy w takiej studni, w której nie da się robić rzeczy, a nierobienie wywołuje alarm i jest szach mat. 

No i tu wchodzą te wszystkie modne teorie na temat stanu funkcjonalnego zamrożenia. Dołożenie czegokolwiek przeciąża system i tyle. Ciśnie się kosztem jakiejś energii psychicznej i wcześniej czy później dojdzie do wypalenia, zatrzymania i załamania. No i wyjściem z tego są mikroruchy. Wziąć w rękę cokolwiek i zrobić z tym co trzeba, bez wielkich planów, strategii czy celów. Bo to przytłacza. Ej, brzmię jak AI. Dramat. Zapewniam, że nie on pisze te słowa. Korzystam z AI często rozkminiając różne stany albo interpretując sny w oparciu o teorie Junga, Petera Crone'a i inne postaci świata transformacji. I zawsze wydawało mi się, że należy tu napisać postacie, nie postaci, ale myliłam się chyba. 

Dziś już czuję się lepiej. Wirus pokonany, kaszlu nie ma. Psycha też jakoś lepiej działa z rana. Może jest perspektywa całego dnia, a umysł świeży. 

No i analiza z teraz - za co się zabrać. Sprzątanie nie przynosi pieniędzy. Wokół pieniędzy, bezpieczeństwa kręci się wszystko. Jak nie działasz, żeby zarabiać, to marnujesz czas. A ja nie wiem za co się zabrać, żeby zarabiać i znów szach mat. 

Może to szalone wykupienie akademii za 6 kafli oświetli mi ścieżkę, oby, jutro jakiś pierwszy zoom. W życiu nie wydałam tyle pieniędzy na kota w worku. 

Wczoraj miałam swoje 49 urodziny. 
Pozwoliłam sobie na popłakanie trochę. Przepłakałam przeszłe odrzucenia, wybieranie innych nie mnie, to szalone staranie się o cudze uznanie, cudzą miłość, to już przeszłość. Czytałam pamiętnik. Przerabiam tę dramatyczną próbę zasłużenia na bycie wybraną. Strasznie mi było przykro, że tak to wyglądało. Przytuliłam się wewnętrznie i wypuściłam ze łzami to doświadczenie. Pamiętnik bardzo pokazuje schemat. Czy gdybym mogła cofnąć czas, to zmieniłabym coś? Czy człowiek, który wtedy był tak bardzo dla mnie ważny zaistniałby w moim życiu? Czy chciałabym ponownie przeżyć to co przeżywałam wtedy? Czy jest sens zastanawiania się nad tym?

Na czym stoję na dziś? Otworzyłam swoją własną wymarzoną firmę. Mam swoje ukochane korepetycje. Są uczniowie, którzy wskoczyli na wyższy poziom dzięki nauce ze mną. Ja czerpię frajdę i zasoby finansowe z tych korepetycji. Lubię to, co robię. 
Maluję obrazy. Lubię malować, choć znów perfekcjonizm mnie czasem powala i albo nie zaczynam, albo jestem krytyczna co do prac. Ale jak już zacznę, to mam frajdę. Mam obecnie 4 obrazy do dokończenia, no może 5. Ten jeden wygląda na dokończony, a jeszcze nie jest. Tylko ja to wiem.

Dobra. Wstaję. Za 50 minut spotkanie z uczniem. Muszę się doprowadzić do porządku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz