niedziela, 1 lutego 2026

Projektuj :)

19 września 2002 (mam 25 lat...) 
Doświadczyłam wczoraj strasznej nocy. W dzień czas przeciekł mi przez palce. Nic nie zrobiłam ze swoim życiem. Nic w kierunku polepszenia własnego bytu. 
Położyłam się spać i nie mogłam usnąć. Mój mózg niedostatecznie się zmęczył, żeby musiał odpoczywać. Bezsenna nocka. Leżałam w ciemnościach i oglądałam film, który zaserwował mi mój własny umysł. Film totalnej rezygnacji. Typowy negatywny i pesymistyczny scenariusz. Boję się znaleźć pracę, bo boję się, że się do niczego nie nadaję, boję się, że nici wyjdą z moich studiów, bo nie będzie na to kasy, boję się, że nigdy się nie usamodzielnię, nigdy nie będę miała własnego mieszkania, własnej rodziny. Boję się i kropka. 
Taki film ciemną nocą spowodował u mnie falę łez, niemoc tak wielką, że aż bolesną. Spowodował, że niczym przykuta kajdanami zmuszona byłam do słuchania tych wszystkich przykrych rzeczy.
Wiem, że gdybym cokolwiek robiła, zamiast tylko gadać jak hipokrytka, moje życie potoczyłoby się inaczej. Gdybym każdego dnia zrobiła mały kroczek w kierunku polepszenia własnej przyszłości, byłabym już daleko na tej drodze. Tymczasem planowanie, myślenie, puste gadanie to moja domena. Czuję się jak osoba przegrana. Za mało robię. Ze strachu, z obawy. 
Zaczęłam się modlić: Boże, proszę, uwolnij mój umysł od tych więzów. Proszę, uzdrów mój umysł. Jezu, proszę, przyjdź. Pomóż mi. 

Kartka rytualnie zostanie spalona, razem z tym scenariuszem, który nakreśliły moje przekonania o mnie samej. Tak było w mojej głowie, a świat wymagał stanięcia do gry. Rozumiesz trudność tutaj? Jak możesz tak źle myśleć o sobie, a jednocześnie mieć siłę na ustawianie swojego życia? Nie możesz. Działasz na zaciągniętym hamulcu. (Słowo podświadomość jest wymieniane przez wszystkie przypadki i nie lubię go używać.) Świadomie chcesz dobrego życia. Podświadomie to aż przesiąka, że nie zasługujesz, że jesteś gorszym sortem, że jesteś nie dość dobra, a twoja ścieżka życia to być na marginesie, nie wśród ludzi, bycie skazaną na zagładę. I tą drogą szłam, aż do próby samobójczej w 30 roku życia. Męczyłam się okrutnie. 

Wiem w tej chwili, że takie myślenie to rzucanie klątwy na własne życie. Nie pamiętam, czy miałam już wtedy psychoterapię czy nadal tkwiłam w założeniu, że psycholog i psychiatra = żółte papiery. Tak mi powiedziała moja bliska osoba. "Jak dostaniesz żółte papiery, to nikt cię nie przyjmie do pracy." Uwierzyłam w tę bzdurę. Męczyłam się w depresji i takim myśleniu. W zasadzie sama. Inni ludzie nie lubią słuchać takich narracji, nie wiedzą, co z tym zrobić. Radzą. Ale czy ja nie wiedziałam, co robić żeby było lepiej? Wiedziałam. Tylko to jak mówić do kogoś, kto jest na dnie studni, że musi z niej wyjść... Powodzenia. 

Co mówić do takiego człowieka? 

Przekonania meblują ci życie. Uważasz, że się nie nadajesz, to świat ci pokaże, że się nie nadajesz. Uważasz, że jesteś gorsza, to świat ci pokaże, że masz rację. Uważasz, że nigdy nie założysz rodziny, to świat spełni twoje "życzenie". Uważaj czego sobie życzysz. 

Nie jesteś sam/sama. To co widzisz na zewnątrz, tych wszystkich ogarniających ludzi, to jest tylko fasada. Porównujesz swój środek to ich zewnętrza. Na zewnątrz ty też ogarniasz, tak? Masz dach nad głową, jakieś ubranie, nie chodzisz głodna - znaczy, że ogarniasz. Jakoś. Może nie tak jak byś chciała, ale ogarniasz. W każdym człowieku jest narracja i każdy przechodził jakieś cięższe chwile, tylko społeczeństwo jest tak skonstruowane, że na zewnątrz nosi się makijaż, uśmiech i sukces. To "gwarantuje" przynależność do stada. Narzekanie jest jak choroba, jak trąd, ludzie spieprzają, bo to nie sprzyja przynależności do stada, do ludzkości. Nie jest przy tobie  bezpiecznie, skoro roztaczasz aurę smutku, trwogi. A uwierz, każdy to w sobie ma, ma i nie lubi na to patrzeć... Jeśli uruchamiasz to w innym człowieku, to odsunie się, bo to nie jest przyjemne. Nie chodzi tu o ciebie. To nie ty jesteś do wyrzucenia. Chodzi o aurę, której ludzie w sobie nie lubią. Dlatego się odsuwają. 

A ty czujesz co czujesz, nie neguj tego. To jest twoja prawda na teraz. Uszanuj ją. Nie możesz zdławiać tego i udawać, że wszystko jest super, skoro nie jest. Uznaj to, co w tobie jest. I to nie osadzanie się w tej studni negatywów. To akceptacja, a od niej zaczyna się pracę wewnętrzną. Jeśli alkoholik nie uznaje swojego alkoholizmu, to udaje, że go nie ma. Z czym tu pracować w takim razie? To samo ze wszystkimi innymi stanami. Uznaj, że są, bo są. Oddychaj. 

A teraz wiedz, bo to fakt, że spektrum jest szerokie, nieskończone. Że barwy odczuć to nie tylko niebieskie i czarne. Wiadomo, nie? Jest zielona nadzieja, żółta radość, pomarańczowy spokój, czerwona złość. Dopuść to, że jest w tobie wszystko. JEST W TOBIE WSZYSTKO. 

Całe życie, które opisałaś dzieje się w przyszłości, a jej jeszcze nie ma. A jeśli twoje życie wydaje ci się nie takie jak powinno być, to wiedz, że wszystko jest tak jak miało być, bo jest! Wszystko jest takie, jak ma być, bo jest. Akceptacja to punkt startowy. Jeśli widzisz tylko złe, to patrzysz przez jakąś rurkę, co ogranicza widzenie, przez dziurkę od klucza. Widzisz to na czym się skupiasz. OTWÓRZ DRZWI. Wpuść światło. Zobacz pełne spektrum. Musi być w twoim życiu choć iskra piękna, dobra, nadziei. Poszukaj, rozejrzyj się. 

Jest i co z tego? To z tego, że jest szersze spektrum niż samo nieszczęście. Dopuść wszystko co jest, razem z tym nieszczęściem. Bigos to nie sama kapusta ;) 

Skoro projekcje przynoszą lęk, to jest to tak, jakbyś narysowała sobie demona, a potem się go bała. Zróbmy inny rysunek, tamten spalmy. Po co się bać czegoś czego nie ma? Lem (kocham jego twórczość) napisał piękne słowa: "Bądź dobrej myśli, bo po co być złej?"

Wiem, trudno się przestawić, skoro już się tego demona stworzyło, jak nagle udawać, że go nie ma i nie istnieje? No sztuka w tym, żeby i on miał miejsce. Skoro jest, to jest. Akceptacja. Ale nie tyko on jest. Stwórz inne rysunki. Stwórz kiełkujące roślinki. Stwórz szumiące morze. Stwórz widok z Tatr. Stwórz mruczącego kota. Stwórz piękne ilustracje do bajek. Idź w takie tworzenie. A ten demon niech sobie na tym obrazku będzie. To tylko wytwór twojej wyobraźni, nie coś realnego. Oddychaj. 

Idźmy w tworzenie dalej. Jak byś chciała, żeby było? Pobaw się wyobraźnią. Namaluj życie. Umebluj po swojemu. Rozsiądź się w tym, rozgość. To jest twoje, możesz zrobić tu, co zechcesz. Odważne machnięcia pędzlem, użyj tych farb. To wyobraźnia, możesz pozmieniać, co tylko chcesz. 

To nie tylko ulga, którą właśnie sobie stwarzasz. To przyszłość, którą sobie stwarzasz. Ćsiiii, nikomu nie mów, tak to działa. Stwarzasz swoją przyszłość w swojej głowie. Zostaw kwestie tego czy to możliwe czy niemożliwe. Po prostu sobie maluj. Sprawdź jak się czujesz. Lepiej niż tam na początku? No i o to chodzi. Stwarzaj i nie rozkminiaj za życie, ono stworzyło ciebie i cały świat. Myślisz, że potrafisz lepiej? Daj mu robić robotę, ty jedynie projektuj swoją wymarzoną wizję. W najgorszym wypadku uśniesz uśmiechnięta, w najlepszym spełni się twój projekt ;) Życzę tego.

Nie jesteś sam, sama. Jest Ci źle? Potrzebujesz człowieka? Potrzebujesz pogadać? Kliknij w czat, pogadamy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz