- Pół królestwa za twoje myśli
- Pół królestwa... A duże to królestwo?
- Królestwo na miarę króla, więc marne. Zmieniłaś numer i mi nie powiedziałaś?
- Dlaczego mieszając mi znów w głowie nie powiedziałeś, że masz dziewczynę?
- A pytałaś? Poza tym wszystko co "mieszałem" było prawdziwe i nie ma nic wspólnego z moim stanem cywilnym. PEWNE RZECZY NIE ZMIENIĄ SIĘ NIGDY.
Kurtyna.
Pytajcie dziewczyny podrywających panów czy mają partnerki, bo oni sami z siebie tego w takich chwilach nie mówią. Ha ha ha, śmiech przez łzy.
Wyrzucam pamiętniki, niszczę, ta kartka na spalenie. Zresztą wszystkie. Zapisałam tych zeszytów dużo. Najpiękniejsze relacje schowałam do pudełka, kiedyś napiszę książkę. Nie zmienię imion i faktów, ale będzie draka! ;)
Święta Wielkiej Nocy. Dobrze, że Pan Jezus nie sprawdza czystości okien, bo w tym roku nie ruszyłam małym palcem w kwestii sprzątania. Nie miałam siły, odebrane zostały przez niemoc psychiczną. Mimo leków ciągle nie jest najlepiej. Dorzucam samowolnie jeden lek, który kiedyś mnie podniósł do pionu. Miałam wtedy epizod depresji lekoopornej i zdaje się, że mam z tym do czynienia teraz. Niby lekarz podniósł mi dawkę leku, ale nadal tonę w lęku i czołgam się nosem przy ziemi. Tak się nie da żyć. Skoro już się leczę, niech czuję się dobrze, a nie tak, jakbym się nie leczyła. Choć gdybym się nie leczyła, to leżałabym bez sił i płakała z tej bezsilności. Tak tragicznie nie jest. Zmywam czasem naczynia, sprzątam kuwetę, myję się. Ogarniam pracę, rachunki, zakupy. Czy jednak odczuwam radość? Nie. Bo z czego?
No właśnie. Z czego odczuwasz radość? Jakie to uczucie? Nie mówię o zakochanych, bo oni czerpią energię od siebie wzajemnie i ten stan mija. Mówię o zwykłym, codziennym życiu. Poczułam wczoraj, że malowanie przynosi mi spokój. Taki błogi stan. Skończyłam wczoraj obraz, który był w moim odczuciu dość trudny. Miałam kłopot z oddaniem perspektywy i wielkości elementów, z proporcjami postaci. Myślałam kilka razy, że to będzie do wyrzucenia. Ostatecznie jestem zadowolona z efektu. Ja nie maluję postaci. O ten obraz poprosiła moja mama. Malowałam w oparciu o obraz kogoś, kto na instagramie ma nazwę rainy_painter. Malarz nazywa się Aleksander Bolotov. Rzuć okiem, cudne ma obrazy. Mój nie dosięga jego pracom do pięt, gdyby miały pięty. No ale dobra, jest. I już się nie będę podejmować reprodukcji, bo się po prostu do tego nie nadaję. Chłopak maluje przepięknie. Ja maluję ze zdjęć, jeśli oko się zawiesi i w mózgu zaklika, że to piękne i chce na obraz. Do dokończenia mam liść, któremu pozostał tylko wzór nerwów i rude fragmenty blaszki. Z niego też jestem zadowolona. Lubię malować. Bardzo. Ale tylko to co sama wybiorę.
Dobrego dnia. Bo słońce już wysoko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz