Nie, nie będzie tu odpowiedzi na takie pytania.
Piszę z jakimś gościem, pytam co będzie dziś robił, a on na to: odpoczywał. No dobrze, odpoczywał, ale jak? Będę leżał na kanapie albo siedział na ganku. O jaki hardcore! Mój mózg by mnie wykończył tą jazdą, którą sobie uskutecznia tam pod czaszką.
9:03 za chwilę zacznie się jazda, że marnuję czas, choć jest niedziela i to jest dzień od "marnowania czasu".
Wczoraj pracowałam, godzinę ale jednak. Czekanie na nią to jak cały etat, bo głowa jest zajęta myśleniem o tej jednej godzinie cały czas...
OK, to jaki plan na dzień?
Wpadłam w robienie prezentacji o okręgach. Łatwiejsze to niż udawanie, że jak zrobię plan, to go zrealizuję, lub się choć częściowo będę go trzymać.
Tak sobie wyobrażam, że minie mój dzień:
- Wstanę, pościelę łóżko - to dosłownie pół minuty.
- Wezmę się za opróżnienie ociekarki i umyję resztkę naczyń. I tyle mojego planu, bo myśl o czymkolwiek więcej aż boli...
- Myślałam o dalszym tworzeniu obrazu - ale to trzeba rozkładać ten bałagan z farbami. Ostatnio pomalowałam nawet firanki...
- Myślałam o pociągnięciu dalej tematu DOBBLE z tabliczką mnożenia - ale znów - to wymaga tyle pracy, ło matko, nie wiem czy jest sens (jest, to mierzalne namacalne, można wypuścić później w świat).
- Myślałam o dokończeniu prezentacji o kołach i okręgach. Zostały mi do poszukania zadania. Bliah.
- A może w końcu jakiś mikrotrening? Albo tańczenie? Jakikolwiek ruch? Też bliah.
Tylko, że ten ruch to jest furtka do wyjścia z zamrożenia, które charakteryzuje się życiem tylko w swojej głowie. Nawet spacer nie daje wyjścia z głowy. Kurwa, to jest nie do okiełznania. Męczę się ze sobą kosmicznie. Nic nie posuwa się do przodu. Życie trwa w miejscu, a tylko bigos buzuje w moim łbie. Weź tu zbuduj swoje imperium niezależności finansowej, przecież to śmiech na sali. Przeżyj, to i tak osiągnięcie...
OK, zabieram się za ścielenie łóżka i naczynia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz