Sprawdź na fb - MatPapryka

niedziela, 28 grudnia 2025

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.3

 Minęła godzina. Pozbyłam się trzech książek odzyskując z nich zadania do skoroszytów. Natrafiam na pewien problem. Książki różnie dzielą działy matematyki. Ja mam dwa oddzielne skoroszyty na pewien dział, a tu wszystko jest władowane w jeden. Umysł, który w decyzyjności traci energię w sposób znaczny może doznać znów chęci ucieczki, bo decyzja co zrobić z tym fantem wykrzacza system. Po prostu taka decyzja może przerosnąć. Nie śmiej się, Niestety tak jest. 

I gubienie przedmiotów. Właśnie zgubiłam nożyczki. To też potrafi wykrzaczyć system. Chce mi się płakać i rzucić wszystko w cholerę, jednocześnie wiem, że to marzenie rzucić to w cholerę, bo jest to do zrobienie i będzie, dopóki nie podejmę decyzji, np. wyrzucić to wszystko na śmietnik. 

Tylko mam wrażenie, że wyrzuciłabym wtedy dziecko z kąpielą, bo wśród powtarzających się definicji w różnych książkach są perełki. Np. zwięźle zrobiony temat trójkątów wpisanych w okrąg. WOW. Jak dobrze, że nie wyrzuciłam tego do kosza. Tylko co z tym dalej... 

Tak! Przypomina mi się! "Zajmujesz się głupotami! Zajmij się tym, co potrzeba!". Mam poczucie marnowania czasu... Słabe to. Tylko, że mam prawie 50 lat i sama decyduję o własnym czasie. Czemu ten głos tam wewnątrz jest tak mocny, że odpala emocje? KASUJ, KASUJ, KASUJ, to mój czas i moje decyzje! Ekhart Tolle mówi: sensem segregowania książek jest segregowanie książek. No nie powiedział dosłownie tego, ale chodzi o całkowite skupienie na czynności, jakby była jedynym, co w tej chwili istnieje. Bo tak właśnie jest. A przynajmniej tak ma być. 

Jeśli robię coś, a mój umysł wędruje gdzieś indziej, to nie jestem ani tu, ani tam.

OK. Ogarnęłam książki matematyczne, są podzielone na działy, gotowe do wpięcia do skoroszytów. Ale skrzynka kryje jeszcze inne kategorie. Pamiętniki, zeszyty, kalendarze, wideo rejestrator do auta, jakiś sznurek, przywieszki na ścianę podtrzymujące pnącza roślin... I znów awaria w mojej głowie... Aaaaaaaaaaaaa, za dużo tego! 

Badanie stanu wewnętrznego:

  • reakcje fizjologiczne? Ścisk w żołądku, pisk w głowie, grymas niechęci na twarzy.
  • emocje? wstręt, (awaria systemu, nie czuję emocji, albo nie rozpoznaję ich). Co to za emocje, gdy masz ochotę płakać i krzyczeć, chcesz uciec w siną dal i nigdy nie musieć do tego wracać? Kiedy masz awarię i chcesz zwinąć się w kulkę i już nie musieć się rozwinąć? Kiedy chcesz już świętego spokoju i żeby nikt nic do ciebie nie mówił? Co to za emocje? 
  • myśli? Za dużo wszystkiego, nie dam rady, nie mam siły, to się nigdy nie skończy. 
  • zachowanie? Chowam się w ramiona, w dłoniach chowam twarz, mam zatrzymanie na krawędzi. 
To co wypisałam u góry to tak zwana kajzerka. To z psychologii w nurcie poznawczo behawioralnym. Dwie z powyższych kategorii można zmienić. Na dwie mam wpływ. Na myśli i na zachowanie. 
Myśli można skierować na tory: dużo już zrobiłam, dobra robota. Powoli, nie wszystko na raz, konsekwentnie, krok po kroku, z szacunkiem do siebie i swojej pojemności. Jeśli masz dość, odłóż, ale przyjmij, że wrócisz do tego wieczornej lub jutro rano. Wieczorem nie polecam, bo do podejmowania decyzji potrzeba jest świeżej energii. Mózg, który doświadczał dnia już trochę tej energii zużył na przetwarzanie bodźców. Wtedy takie zadanie jak moje może być przytłaczające jeszcze bardziej. 
Zachowanie. Hm. Wstań, pooddychaj, porób trochę skłonów, zrób sobie coś do picia. Po tym odstąpieniu o krok uspokój system nerwowy. Wydech dłuższy niż wdech, zrób tak kilka razy. Pomyśl o tym, co już udało się zrobić, niech umysł ma odniesienie a nie widzi tylko górę do zdobycia przed sobą. 

OK. To ja idę pooddychać, zrobię bastrikę, uczeszę włosy, umyję zęby, zrobię 10 przysiadów, wrócę i sprawdzę co będzie dalej. 

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.2

 Może dołączysz do mnie? Może masz jakąś małą stertkę bałaganu, która ściąga troszkę uwagę. Ona pobiera energię. Twoją. Wszystkie niepodjęte decyzje tak robią. 

Stajemy z tą stertką twarzą w twarz. Czujemy emocje. Nazywamy je. Wdech - wydech, jeszcze raz wdech - wydech. Powtórz: "Te emocje są moję, widzę je, akceptuję, przyjmuję. Dziękuję, ze jesteście, dziękuję, że niesiecie informacje." 

I wchodzimy. Dzielimy zawartość na kategorie. To powinno pójść jakoś. Kolejny krok to decyzja w każdej kategorii. Co zatrzymujesz? Czego się pozbywasz? U mnie jest ciekawa sprawa. Mam "milion" książek do matematyki i internet, czyli zadań całe morze. Nie umiem wyrzucić żadnej książki. Bywa, że dokupuję jakąś! Zalewa mnie ilość książek, materiałów, kserówek. W ramach sprzątania świątecznego wszystko posegregowałam. Założyłam każdemu działowi skoroszyt. Pogrupowałam kserówki, notatki, książki, których nie chcę już na półkach a nie umiem wyrzucić - skrzywdziłam... Porozrywałam je na działy i przyporządkowałam do odpowiednich skoroszytów. Ja stworzę swoją książkę. Będzie po mojemu i już nie będę korzystać z "miliona" książek, tylko z jednej. Swojej własnej. I nich tak się stanie.

Dobra, wracam z krainy marzeń. Tak pięknie i lekko ucieka się od tego, co trzeba robić. Wracamy, wracamy, samo się nie zrobi. 

Trochę czasu zajmuje to segregowanie. Do zobaczenia, gdy już będzie posegregowane.

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później...

 To nie będzie opowieść o psychologicznych podstawach tego zjawiska jakim jest prokrastynacja. Będzie to opowieść z własnego podwórka i z własnych doświadczeń przez lata zbieranych i analizowanych. Będzie to opowieść z tu i teraz nawet, bo właśnie rozgrzebałam pewną skrzynkę, w której ułożone były rzeczy, które nie mają swojego miejsca. Odkładałam zajęcie się nimi, omijałam jakby nie istniały, czując jednak pod płaszczykiem udawanego spokoju, że ta skrzynka tam jest i woła i muszę i powinnam, tylko tak bardzo nie mam ochoty.

Tak samo było z pracą magisterską, z różnymi projektami na studiach, biznesplan na zarządzaniu pisałam o 19 poprzedniego dnia, totalnie bez składu i ładu. Coś w tym jest, że na ostatnią chwilę pracuje się skutecznie, bo adrenalina robi swoje. Tylko potem jest ciekawy efekt wzmacniający nawet tę prokrastynację. Skoro się udało, to znaczy, że taki sposób działania jest skuteczny. I oto usprawiedliwiliśmy prokrastynację i utrzymujemy ją w mocy. 

W jaki sposób zatem w końcu wzięłam się za tę skrzynkę z różnościami. Ech, szczypie mnie ona nawet kiedy o niej piszę. Jest odpychająca, odstręczająca, czuję potężną niechęć. 

W zasadzie im dłużej myśli się o tej rzeczy, którą się powinno a się jej nie robi, tym bardziej ona rośnie. Rośnie w umyśle, rośnie, rośnie i wydaje się w pewnej chwili nie do przeskoczenia. Ogromna, odstręczająca, no właśnie, jak ta skrzynka. 

Wyjęłam wszystko co tam jest. Dotknęłam pierwszych rzeczy z zapytaniem siebie co z tym zrobić. Czułam jak chce mi się spierniczać od tego, schować to z powrotem i udawać, że nie istnieje. Decyzje. Tu są do podjęcia decyzje. Odkładanie na później to odraczanie decyzji. 

Chwilowo zajmę się czymś, co z angielska ma nazwę clutter. Graty. Zagracenie. Nie wiem, czy to słuszne w odniesieniu do skrzynki, ale czuję wyraźnie, że tam jest zbiór rzeczy w stosunku do których odroczyłam decyzję, a teraz stanęłam frontem do wyzwania i płakać mi się chce. 

Dobra, podzielić rzeczy na kategorie, to da się zrobić. 

No i zaczęłam dokumentować akcję porządkowania tu na blogu - czyżby to ciekawa forma ucieczki? A fb przejrzymy, a zaraz telefon i za 3 godziny znów spakuję to wszystko do skrzynki i odłożę na później. No nie, nie nie nie, nie tak ma być. 

Przy pierwszym kontakcie z zawartością skrzynki wzięły mnie w tany rozpacz i odstręcz. OK, czuję, przyjmuję, to jest znak od ciała i umysłu, żeby tam nie wchodzić, bo to nieprzyjemne. Ale w sumie czemu nieprzyjemne? Bo podejmowanie decyzji wymaga energii, a my jako organizm, który kiedyś z trudem pozyskiwał energię do życia, ciągle jest w trybie jej minimalnego wydatkowania. Dlatego to wysiłek jest. To nic, że żyjemy w epoce biedronek i w jedzeniu można się kąpać i spać. Nadal oszczędność energii jest trybem domyślnym. 

No dobra, idziemy w decyzje... 

czwartek, 25 grudnia 2025

Święta...

Wigilię spędziłam z córką. I miałyśmy fajny, wesoły czas. Piekłyśmy, gotowałyśmy, wreszcie jadłyśmy licząc potrawy do 12. To był przyjemny wieczór. 

Kilka paczek nam nie dotarło na święta, no trudno, cóż zrobimy. Będzie spóźniony prezent. 

Obudziłam się po 3 nad ranem. I tyle spania. Odpływam, ale nie zasypiam, taki to męczący stan zmęczenia i niemożności zaśnięcia. 

Dziś 25 grudnia, idziemy do moich rodziców, będzie moja siostra z rodziną, będzie pełna chata. I spoko. Tylko na wigilii jest jakieś ciśnienie, ten wieczór jest garem bigosu, albo lepiej grochem z kapustą... Na nim jest obciążenie niewyrażonych żalów, jakiś pozostałości przeszłości zmieszane z blaskiem choinki, radością prezentów i przejedzeniem. Wigilia to dziwny dzień. Podzielić się opłatkiem znaczy z zasadzie co? Życzyć? Przebaczyć? Odciąć przeszłe guano? No ale to jest jak z grzesznikiem, który co miesiąc spowiada się z tego samego. Nie czuje się ulgi, dopóki ten, co robił przykrość, nie przyjmie winy i nie postanowi poprawy. A tam postanowi, nie wdroży! Jeśli mam zatargi z kimś tam, to nie lezę do niego z opłatkiem. 

GPT: Łamanie się opłatkiem symbolizuje pojednanie, przebaczenie i gotowość do dzielenia się sobą. To znak zerwania barier, uznania drugiego człowieka i budowania wspólnoty na nowo. 

Ale ileż można? Trzeba umieć wpuszczać ludzi tylko w pewnym stopniu. Trzeba potrafić dźwigać ich z akceptacją, takich jacy są. Trudne to. 

Ja nie lubię opowieści dziwnej treści rozdmuchanych do najmniejszych szczegółów, z których nie wynika żadna konkluzja. Ot mielenie ciszy. Męczę się wtedy, mój mózg się gubi w tych szczegółach, szuka związku, szuka dokąd prowadzi ta opowiadana ścieżka. A ona nigdzie nie prowadzi. Rozwija się prawie jak papier toaletowy. Prawie, bo nie ma końca... 

I tu przychodzi granica własna, tylko z kulturą oznajmiona. No i tu pytanie. Czy to jest akceptacja kogoś, kiedy zamykam mu twarz, bo nie chcę go słuchać? A czy pozwalanie na awarię w mózgu to nie jest pastwienie się nad sobą? Ja tu nie widzę dobrego rozwiązania. Niestety. Ale może za mało potrafię. Zabieram swój mózg i chronię go we własnym domu. W ciszy. No może przeplatanej awanturami dziesięciolatka piętro wyżej i koronką do miłosierdzia bożego piętro niżej. Czas znaleźć inną miejscówę. 

Wszystkiego dobrego na Święta i nie tylko.

wtorek, 23 grudnia 2025

Czas pomiędzy czasem

 Czy jakoś tak. 

Te kilka dni od przesilenia zimowego począwszy są takimi, którym nadałam znaczenie. Nie ja pierwsza, bo podłączyłam się pod to, co tworzy Monika Burzyńska. 

20 grudnia był pierwszym dniem i najkrótszym ze wszystkich - Karaczun. I w tym dniu trzeba było pozbyć się wszelkich projektów, myśli, czegokolwiek, co już nie służy - hm, za późno się zabrałam za sprzątanie, bo nadal jestem po środku chaosu, mimo, że tyle już zrobiłam. Bardzo dużo rzeczy pozbyłam się. Moje dziecko bardzo mi pomogło. Ona nie ma problemu z wyrzucaniem. Nie używasz - wyrzuć. Podłączyłam się pod nią. Zrobiła porządek w pokoju u siebie i jest zadowolona, widzę to. Będzie mieć też lepszą energię, zawsze tak jest.

Ja siedzę przy kawie i to jedyna chwila kiedy nie robię kilometrów po tym moim mikro mieszkaniu. Zrobiłam listę rzeczy, które jeszcze wymagają zrobienia i mam postanowienie, że w kolejnym roku 20 grudnia to ja będę już mieć wysprzątane. Już wiem jak, bo do tej pory miałam ogromny problem z pozbywaniem się rzeczy. Kiedy się zacznie, to już jest prościej. Zaczęłam od grzebieni. Używam dwóch, a miałam 10, różne. Zostawiłam tylko te, których używam. I nie tęsknię. Wyprzedaję jakieś kosztowniejsze rzeczy na Vinted. Zresztą nie tylko kosztowniejsze. Ubrania się nie sprzedają mi, więc żeby ich nie trzymać, zanoszę do PCK. Tam przyjmą chętnie. Zwolniłam dwa worki miejsca u siebie w szafie. Też przekładałam rzeczy z miejsca na miejsce, bo nigdy nie założyłam jakiejś sukienki, wolałam inną. No to ta niewybrana poszła do innych ludzi, oni będą zadowoleni i ja też. Niebieski golf, który nie jest moim kolorem, spodnie, które są lekko za krótkie, kurtka, której rękawy odsłaniają moje nadgarstki... Nie lubię, do widzenia. Nie musze już nosić takich, bo tylko takie mam. Teraz mam dużo opcji nabyć inne rzeczy, takie, które są totalnie zgodne ze mną. Czekam na godzinę 8:00 - panie otwierają PCK. 

Wytłoczki po jajkach zaniosę na rynek, zawsze są chętni brać je. Obrazy nad którymi popracuję później zaniosę do piwnicy, zajmują za dużo miejsca. O, ramy mogę też zanieść! Świetnie, że o tym pomyślałam. Zostanie jeszcze skrzynka matematycznych kartek do posegregowania... no i tuzin pomniejszych rzeczy do ogarnięcia zanim mogę powiedzieć: ufff, koniec roboty, nadeszły święta. 

Wracając do wyjątkowości dni. Każdy dzień symbolizuje jeden miesiąc roku. 21 grudnia to styczeń i trzeba sobie notować co się zadziało, żeby jakoś tam powiązać później to z wydarzeniami w styczniu i wiedzieć jak się to wiąże. To dla mnie bardzo ciekawa koncepcja. Odkąd spotkałam się z nią, nie mam już cierpienia związanego ze świętami, bo szczerze nienawidzę tego stresu, tej narzuconej konieczności, tej tradycji, którą generalnie odsunęłam od siebie dźwigając niezadowolenie przodków w postaci rodziców czy żyjącej jeszcze babci. Ciężko to dźwigać. Niby mam prawo wybrać po swojemu, nawet nie niby, no ale z każdą decyzją idą konsekwencje, a te nie są przyjemne. Nie jest wcale dobrze działać przeciwko sobie, trzeba coś wybrać. Wybieram siebie i wszystko mi jedno, co kto na to. 

22 grudnia to odzwierciedlenie lutego - wypychałam demony w kierunku przedpokoju okadzając białą szałwią i nie tylko. Porządkowałam półki, schowki, szafy, pawlacze, zostawiałam tylko to, co chciałam mieć na tych półkach, a reszcie trzeba było albo znaleźć miejsce, albo wskazać kierunek przedpokój. 

Dni dalsze - wczoraj 23 grudnia rządził bóg Weles. Monika pokazywała oddech milionera :D. Nie mam całkowitej wiary w takie różne nowe dla mnie sprawy, ale biorę sobie z tego to, co służy mojemu życiu. Co mi pasuje i jest zgodne ze mną. 23 grudnia odpowiada marcowi. Jakoś był to dzień wysycony relacjami. Napracowałam się też dużo. Zrobiłam dobre uczynki.

Dziś... 24 grudnia - kwiecień - szybko ten rok leci :D. Już kwiecień! Nie wiem jeszcze co w kwietniu, bo Monika nagrywa swoje filmy nie tak z rana. 

Dobrego dnia! 

piątek, 19 grudnia 2025

Czas wolny

Czas wolny w życiu dorosłego człowieka to coś bardzo dziwnego. Jako dziecko nie miałam innej myśli niż radosna na hasło "czas wolny". Teraz nie ma czegoś takiego jak czas wolny, bo każda chwila wydaje się być zajęta. Czy masz tak, że leżysz i próbujesz czytać albo oglądać coś, a umysł fika koziołki tam w głowie i masz gdzieś czytanie i film, bo energia na skupienie poszła sobie w fikanie koziołków. I towarzyszą temu zwykle jakieś przykre uczucia. 

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Środek grudnia

Mój stan się nieco poprawił. Leki zaczęły działać, ja również. 

Odliczanie do końca roku - może teraz się uda codziennie napisać post. Takie pisanie terapeutyczne. Dokąd mnie ono zaprowadzi - nie wiem, właśnie dlatego jest terapeutyczne. Czemu online i czemu publicznie? Bo tak. I tak tego nikt nie czyta, a może jeśli nawet czyta, to znajdzie tu coś dla siebie. Ludzie się barują z różnymi rzeczami. Myślałam, że tylko ja nie ogarniam tego życia. Ogarniam, jak każdy. Jakoś ogarniam. 

W przyszłym roku skończę 49 lat. Jest to tak duża liczba, że szok. Potrzebuję wyjść z fantazji, że mam 26, bo nie mam, ani wizualnie, ani kondycyjnie. W zasadzie chyba właśnie próbuję uruchomić w głowie stereotyp kobiety lat 49, tylko po co. Po co chcę się dopasowywać do wieku, dla kogo? Dla ludzi? Ludzie, dla Was? A czemu? 

OK, ja to ja. Jedno życie. I zrobię po mojemu, a co mam do stracenia? I tak wszyscy umrzemy. W końcu. Znaczy na końcu życia. Nie marzę o tym, żeby stało się już, ale nie mam nic przeciwko. 

Wchodzę z program z Moniką Burzyńską na temat odgracania przestrzeni -posprzątać duszę, choć jak widzę jest to program z wiosny :D No koniec zimy to wiosna, więc się zgadza :D Choć w medycynie chińskiej przesilenie zimowe to sam środek zimy. 
Wchodzę w program z Mirandą Kubasiewicz w podróż do końca roku.
Jestem w programie z Mariuszem Mrozem - świetne sesje oddechowe. 
Jestem w programie z Hubertem Pierzchało - to już combo dotyczące pracy z ciałem, emocjami i umysłem. Bastrika, shaking, taniec, piękne!
No i jestem w programie z Darią Dahl - adwentowe oczekiwanie - wciszozagłębianie. Jak zwykle siada głęboko i następują nieoczekiwane wglądy. 
Ach, no i ciągle jestem u Dawida Pasieki na kursie - zarabiaj online z matematyką. Czad!!

Wglądy. Wczoraj miałam jeden. W przedpokoju. Tylko kurcze dziś już nie pamiętam. Idę tam, może mi się przypomni. Ważny był. Ciekawe, czy jeśli o nim zapomniałam, to się zintegrował czy schował w nieświadomość z powrotem. Hm, jak przyszedł raz, to drogę ma już przetartą i pokaże się znów. Tak chcę. 
Chodziło o porządki. Ponieważ muszę sprzątać, to nie mogę się zajmować tym czym CHCĘ się zajmować. Pojawiła się chwilowo jakaś rozpacz z przeszłości. Moje zagubienie w moim świecie i  w moich super rzeczach musiało zostać odsunięte, może coś zostało zniszczone, zostało nazwane głupim i stratą czasu okraszone podniesionym tonem, który sugerował, ze jestem do kitu, bo nie pomagam, nie sprzątam, nawet się nie uczę tylko się zajmuję głupotami. I zawsze jak brałam coś swojego, to miałam poczucie, że zajmuję się głupotami, a naczynia na zmycie czekają. No i ch.. . Niech czekają. Mam 49 lat, nie 14. Mam swoje miejsce na świecie i chcę wieść swoje życie, nie takie jak chce ktoś. Ten ktoś ma swoje życie, niech się nim zajmie. 

Stworzyłam swoją MatPaprykę, najświeższe dziecko. Wczoraj nagrałam 3 filmiki o pierwiastkach sześciennych. Poprzedni tydzień segregowałam wszystkie kartki jakie miałam na półkach na kategorie matematyczne. Brutalnie rozrywałam też podręczniki na działy, bo uczę matematyki działami, idę z uczniami. Wtedy w jednym skoroszycie mam wszystko czego potrzeba, żeby nauczyć kogoś pierwiastków, geometrii analitycznej albo równań kwadratowych. 

Dziś wstałam o 5, pewnie około 12 padnę senna. Zajęć będzie 3 godziny. Ceramiki 2 godziny. Poza tym dalsza część porządkowania czy też zakupy skoro i tak jeżdżę po mieście? Obraz muszę dokończyć oraz twór z gliny, który ma stanąć na biurku z długopisami, linijkami, kalkulatorem i napisem MatPapryka.

 O jak ja kocham tę MatPaprykę. Jest tak całkiem moja. Nikt mi się w to nie wtrąca, robię sobie po swojemu. Jest wspaniale. 

OK. Dobrego dnia. Jest prawie 7. Idę się wyjąć z piżamy.  

sobota, 15 listopada 2025

Szukam Swojego Człowieka

Długo barowałam się z nadmiarami rzeczy u siebie. Ciągle jest ich dużo, ale jest możliwe posprzątanie. Potrzebuję weny tylko. I siły. Dziś odpoczywam. 

Włączyłam youtube, wskoczył mi film o porządkowania zagraconej piwnicy, (która jest wielkości trzech moich mieszkań). Osoba zmaga się z hoardingiem i ADHD. 
12:26 fragment filmu pan mówi o rzeczach, które zawsze znajdują się w domu, gdzie jest ADHD.

  • Słoik z kulkami (marbles) - mhm, mam
  • Jakiś pojemniczek z muszelkami - hmh, mam
  • Pojemniczek z piaskiem - mhm, mam
  • Notatniki, zeszyty, które mają zapisanych kilka początkowych stron - mnóstwo ich - mhm, mam.
  • W tych notatnikach szkice domu, który kiedyś wybuduję i plan naprawy mnie, zmiany na ogarniętą, zorganizowaną, skuteczną, o ja pierdzielę, ten człowiek mówi o mnie... Nie spodziewałam się prawdy od tej strony. 
  • Miks rzeczy ważnych i śmieci. Może mam jedno takie pudło, które wypełniłam tak szybko zgarniając wszystko ze stołu. Możliwe, że znalazło się tam wszystko. Ważne i nieważne. No cóż. 
  • Nie, nie mam rozmienionych pieniędzy w randomowych pudełkach.
  • Długopisy i rzeczy biurowe... - mhm, mam...
  • Mam też kamienie. Ciekawe czy wymieni kamienie... Mhm, wymienił...
  • Film - porządkowanie zagraconej piwnicy
Jaki związek ma z tym wszystkim tytuł posta? Nie wiem! Może nie ma związku. Otworzyłam youtube i życie popłynęło swoim nurtem ,w nosie mając moje intencje napisania odezwy do wszechświata, że wołam Swojego Człowieka. Za dużo jestem sama, chcę do Swojego Człowieka i do innych ludzi ze Swoim Człowiekiem. Chcę czytać, rozmawiać, spacerować, oglądać filmy, jeździć w piękne miejsca, przytulać się i być blisko. Wołam Cię Mój Człowieku, hej ho.

Wrzuciłabym swoje zdjęcie tutaj, ale depresja nie sprzyja kwitnięciu... Doprowadzę się do porządku, to wrzucę swoje zdjęcie. 


 To zdjęcie jest z czerwca 2024. Włosy całkiem własne. Uśmiech szczęścia bycia na uczelni i spotkania tylu znajomych po latach, i studentów, i wykładowców. Super czas. Widać po twarzy. Obroniłam się
w 2011. 

Jutro obiecuję, że doprowadzę swoją przestrzeń do pięknego ładu. Mimo że to niedziela. (Zawsze się zastanawiam, gdzie się stawia przecinki. Mam na półce malutką książeczkę o przecinkach. Przekładam ją od lat z miejsca na miejsce.) 

W tej chwili nie ruszam z niczym w przód, nie wykorzystuję swoich zasobów do kreowania. Próbuję zmieścić w tej mojej małej przestrzeni wszystkie te rzeczy, które posiadam i KIEDYŚ wykorzystam. 
Próbuję w ciągu dnia zmieścić różne czynności, pisanie, czytanie, sprzątanie, pracę. Na razie wychodzi mi tylko praca i to tylko ta, która wynika ze zobowiązań zewnętrznych. Poza tym leżę bezwładnie. Zmusiłam się do spaceru dziś. Samotny to był spacer. Ostatnio stają na mojej drodze różni ludzie i przypomina mi się pewna modlitwa dziewczyny promującej minimalizm: "Uchowaj mnie Panie od ludzi, których znać nie muszę..." No i odcięłam różne znajomości, które okazały się nie być Moimi Ludźmi.

Mój Człowieku, wiem, że lubisz pograć w scrabble i w rummikub i w seta czasem. Lubisz badmintona z ciężką lotką. Lubisz tańczyć i potrafisz dać się ponieść muzyce. Lubisz długie spacery, morsowanie i saunę. Lubisz wieś - mały domek, las, łąkę, sad, ogród zamiast hałasu miasta. I nie chrapiesz. Masz na twarzy uśmiech i łagodność. Jesteś spokojny i dobry. Masz najpewniej niebieskie oczy. Poczekam, aż się pojawisz. Spokojnej nocy Mój Człowieku. 


poniedziałek, 27 października 2025

Hello w 2025...

No i tak to właśnie jest. Wielkie zaangażowanie na początku, a później jakoś ta motywacja się rozłazi i wytrwałość się wyłącza. 
Nie wiem kiedy pisałam ostatni raz. 


Otworzyłam firmę całkiem niedawno. Długo już myślałam o tej formie dla mnie. Pracować dla siebie, we własnym czasie, na swoich zasadach. 
Byłam na Bali przez tydzień. Przed wyjazdem odstawiłam leki przeciwdepresyjne. Półtora miesiąca przed wyjazdem, więc był czas na to, żeby powoli z nich zejść. Nie pamiętam ile lat je brałam tym razem.. Cztery? Myślałam, że już jest stabilnie, że spróbuję bez leków. Wróciłam z Bali i jakoś nie tryskałam energią. Pogoda zrobiła się jesienna, a ja czułam jak opuszczają mnie siły. Walczyłam jeszcze, wychodziłam na nordic walking z grupą osób. Piękne miejsca, długi spacer, było jakby odrobina lepiej. Odrobina. Czułam, że nie mam energii, przestałam jeść, nie miałam ochoty widzieć ludzi, podniesienie ręki stanowiło już wysiłek, chciało mi się płakać, a mózg podsuwał mi słabe myśli, które generowały lęk i wyolbrzymiały wszelkie sytuacje. 
Próbowałam technik oddechowych, ale chyba byłam już w takim stanie, że mózg się zwiesił na myśli: jest źle, trzeba się ratować. Być może nie dopuściłam myśli, że poradzę sobie sama, bez leków. Z jednej strony próbowałam funkcjonować bez nich i chciałam funkcjonować bez nich, ale chyba nie dość głęboko wierzyłam, że dam radę. W końcu córka mi powiedziała, że wyglądam przetrącona, żebym wróciła do leków, bo widać, że jest źle. 
Wizytę u lekarza przełożyłam na później, bo przecież jest dobrze i nie potrzeba... No tak. Zatem wizyta za 3 tygodnie... 
Depresja to nic fajnego, lęki też. Nie będę się wstydzić pisać o tym, nie ja jedna choruję na to. Każdy ma coś swojego, czego nie pokazuje światu, to czemu ja się pcham ze swoimi wnętrznościami? Nie wiem, wydaje mi się czasem, że gdyby więcej osób mówiło o swoich przeżyciach, to ludzie nie czuliby się tak samotnie z tym, co przeżywają. To jest jakieś łączące, kiedy dotyka się z kimś takich obszarów. Z kimś kto rozumie, był tam, albo jest. 
Choruję na depresję od 20 lat. 

niedziela, 17 listopada 2024

Cz.III - Dzień siódmy - Doceń siebie przed lustrem

Dziś POZYTYWNA ocena swojego ciała. Jeśli masz nogi i Cię noszą, doceń je. Masz ręce, którymi zrobisz sobie herbatę? Doceń je! Masz oczy, uszy, nos i język, które zbierają bodźce ze świata i masz mózg, który to wszystko przetwarza w to co widzisz, słyszysz, wąchasz i smakujesz. Doceń to! Dostrzegaj dziś plusy, nie minusy. Twoja tkanka tłuszczowa chroni narządy, a Twoja skóra, choćby szorstka, chroni Cię w całości i stanowi granicę między Tobą a całą resztą. Przepuszczalną, elastyczną, mądrą granicę. 

Jeśli jakaś część ciała Ci się nie podoba, a oglądasz się właśnie, stojąc nago przed lustrem, to powiedz n glos, czemu ta właśnie część ciała jest ŁADNA. I powtarzaj to tak długo, aż w końcu zaczniesz widzieć plusy. 

Myślisz, że wszyscy ludzie widzą Twoje niedoskonałości? Nie widzą, bo głównie MYŚLĄ O SOBIE!!!  
I o ile nie peplasz o tym na lewo i prawo i bez przerwy, to nikt nie będzie o tym myślał, tym bardziej jeśli i Ty nie będziesz.

Ćwiczenie ma na celu przekonać Twój umysł, że piękno i wspaniałość cały czas w Tobie są. "Wyższa samoocena i pewność siebie. Bezcenne." Tak pisze Pani Edyta. Zgadzam się z nią.


A poza tym:
  • Dodaj ruch
  • Wieczorem się rozciągaj
  • Przytulaj się - z kochaną osobą, kotem czy misiem
  • Mrugaj, a może chcesz ćwiczyć ze mną oczy i wyjść z wad wzroku?
  • Hoduj zioła, warzywa, owoce 
  • Zadbaj o włosy
  • Styl ubierania się!!! Ważne. " " Edyta Zając "30 dni do zmian"
  • Stwórz listę przyjemności i wprowadzaj w życie 
  • Oddychaj "od grzywki do grzywki"
  • Podejmij decyzję o zmianie


sobota, 16 listopada 2024

Cz.III - Dzień szósty - Radzenie sobie ze stresem

 Stres.

Eustres działa mobilizująco.

Dystres działa niszcząco. Za długo kortyzol przygotowuje ciało do walki lub ucieczki, niszczy wewnętrzne układy i organy. Łatwiej wiedzieć z czym mamy stanąć do walki niż ciągle się stresować w sumie nie wiadomo czym. Nawet jeśli wiadomo czym, to DLACZEGO? Przecież życie jest jedno, a ze zdrowiem wiadomo jak jest - lepiej zapobiegać chorobom niż je leczyć. 

Jak poradzisz sobie w Tygodniu Perfekcyjnego Stylu Życia ze stresem:

1. W pracy

Zgłoszę się na sesję Embrace ®, ponownie odczuję jedność ze sobą, spokój, mądrość, akceptację i moc jedności. Skupię się na zaufaniu do życia i na dostrzeganiu możliwości. 

2. W domu

Włączę wdzięczność. Po wizycie w Oświęcimiu, kładąc się wieczorem spać, z uczuciem niesamowitego szczęścia i wdzięczności cieszyłam się, że mam łóżko, że mam nawet poduszkę, na której mogę głowę położyć, że jest kołdra, która mnie okryje i będzie mi ciepło, że mam dach nad głową, ciszę w nocy i w tamtej chwili byłam bezpieczna. Zaskoczyła mnie moc mojej własnej wdzięczności za tak oczywiste rzeczy. To było niesamowite. Za córkę też jestem życiu wdzięczna i potłuczony talerz czy niewyniesione śmieci nie są ważne, kiedy jest się świadomym kruchości życia, albo tego, że dzieci ostatecznie opuszczają gniazdo. 

3. Przed stresującym wydarzeniem

Hmm, włączę ciekawość i zdanie, które wzięłam z terapii poznawczo - behawioralnej: zobaczę jak będzie, sprawdzę jak będzie. Może zadziała. Czasem po prostu trzeba pozwolić, żeby się zadziało, wejść w to i tyle. Najczęściej okazuje się, że da się przeżyć i nie taki diabeł straszny jak go malują.

4. W czasie kryzysu

Jeśli doceniasz ludzi, którzy są blisko ciebie, szanujesz ich, to ciężkie sytuacje są po prostu koleją losu, trzeba przez to razem przejść, najlepiej nie tracąc z oczu niezwykłości życia. A jeśli ten ktoś już odejdzie, to pamiętaj, ze on po prostu wrócił do domu i każdy z nas wróci, każdy z nas umrze. 

Kiedy byłam w ciąży, wymieniałam się informacjami z kobietami, które miały urodzić swoje dziecko w tym samym miesiącu co ja. Pisałyśmy o wyprawkach, falujących brzuchach od kopnięć naszych nienarodzonych jeszcze dzieci, to była pierwsza moja taka podróż i ostatnia. Dojechałyśmy do 9 miesiąca i jedna dziewczyna po drugiej znikały na kilka dni, żeby wrócić już "rozdwojone" jak to nazywałyśmy. Wiedziałam, że ta chwila nadejdzie i do mnie. Wiedziałam, że gdybym nawet nie wiem jak wierzgała, to rzeczy się wydarzą. Tak mówiła Olga Baran na jednym ze spotkań na youtube, w którym opowiadała przecudnie o Medycynie Chińskiej. Żebyśmy nie wiem jak wierzgali, rzeczy się wydarzą. Wszyscy umrzemy. Tak jak my wszystkie w ciąży przeszłyśmy przez poród... 



piątek, 15 listopada 2024

Cz.III - Dzień piąty - Efekt Michała Anioła

Efektem Michała Anioła nazywamy w psychologii działania polegające na poszukiwaniu tego, co najlepsze w drugim człowieku. 

Jeśli ktoś kiedyś uczestniczył w zajęciach matematyki lub angielskiego metodą Helen Doron (uczyłam matematyki tą metodą przez 3 lata, cudowna!) to może nawet nie wie, jaką magię robi tzw. pozytywna informacja zwrotna. W każdym zawalonym zadaniu da się znaleźć choć fragment tego zadania zrobiony dobrze, nawet kilka fragmentów. Nie ma chyba nic gorszego, jak z całej pracy, którą tworzy człowiek widzi się tylko rzeczy do poprawki i tylko o nich mówi. Kiedy przekreśla się całe staranie, nawet kiedy nie poszło, kiedy jedyne na co się czyha to błąd i potknięcie. Metoda MathRiders Helen Doron nauczyła mnie pozytywnej informacji zwrotnej i pokazała tym samym akcelerację we wzroście dobrego samopoczucia, wiary w siebie, a przede wszystkim CHĘCI DO DALSZEGO DZIAŁANIA! 

W tym tygodniu zauważamy to co wyszło, to co jest dobrze, to co się powiodło, to co było miłe. 

Wspieramy rozwój bliskiej nam osoby przez akceptację, wiarę w jej możliwości i pozytywną interakcję. 

Czasem z tą wiarą w czyjeś możliwości jest różnie, szczególnie jeśli nie dostrzegamy tych możliwości. Odzywam się z pozycji singla, którego najdłuższy związek trwał 10 lat. Jeśli tkwisz z kimś, kto tkwi w bańce swojej racji i nijak nie jest otwarty na inną perspektywę, to trudno Ci wierzyć w możliwości, bo ich nie prezentuje. Rozumiem to. Łatwiej może na ten dzień po prostu dostrzec starania, pozytywne cechy, te dobra, które w człowieku są. To się da. Zawsze się da. 

Dobrze prawi Dagmara Szymańska - twórczyni fenomenalnej metody Embrace Therapy ® - większość dorosłych to przedszkolaki w ciałach dorosłych ludzi. Nosimy te swoje lęki, wstydy, szarpiemy się z niewidzialnymi silami, cały czas zaczarowani przeszłością... 

Mam nadzieję niedługo rozpowszechniać metodę Embrace Therapy ®.  Strona FB - Kropelka z Oceanu już zaprasza. Niewiele tam jeszcze jest, ale powoli. 

Jeśli dzielę się z tobą swoimi marzeniami, nie prychaj, nie szydź, bo gasnę razem z nimi... Umiesz dmuchnąć w skrzydła, żeby pokazać mi, że je mam? Umiesz stanąć ze mną w bloku startowym i pokazać swoją gotowość i energię, żeby biec ze mną? Umiesz rozgonić chmury braku wiary, żeby znów zaświeciło słońce? Są tacy ludzie w moim życiu, którzy są ze mną i kibicują mi. Dziękuję! 

Doceniaj drugiego człowieka, sprawiaj, żeby czuł się lepiej, nie gorzej. 




czwartek, 14 listopada 2024

Cz.III - Dzień czwarty - Plan tygodniowego menu


Wykorzystaj to, co masz w kuchennych szafkach i w lodówce, zaplanuj menu na cały tydzień, nanieś potrzebne produkty na listę i z nią idź do sklepu. 

A może to moment na przejrzenie segregatora z przepisami i wywalenie do kosza tych, których w swojej kuchni więcej nie chcesz widzieć? Ja mam taki segregator, i książki kucharskie... Nie jestem chętnie gotującą kobietą, kurcze, i tak sądzę, że mam mało czasu, leci jak powalony, jest rano a za moment wieczór - jakie gotowanie? Jeszcze w dodatku jadłabym sama, bo moje dziecko wciąż kręci nosem na to, co jej oferuję... Motywacja zerowa... 

Albo oglądam te rolki, co w nich kroją, wałkują, ubijają, zwijają, rozkruszają, oblepiają, i tadaaam, piękność na talerzu. Pyk, i w chwilę jej nie ma, zjedzona. Strata czasu, no trudno, tak uważam. Chyba że ktoś pławi się w tej sztuce kulinarnej, to proszę bardzo, ja nie należę do takich ludzi. 

No ale OK, perfekcyjny styl życia dotyczy też zjadactwa. Co zdrowego i pysznego zjesz w kolejnym tygodniu?  Planuj sobie. Ma być przyjemnie, zdrowo, miło. 

Twoje zdrowe odżywianie ma iść w dobrym kierunku. Monitoruj. A robienie planu tygodniowego menu niech wejdzie Ci w nawyk. I mi. Też.

 

środa, 13 listopada 2024

Cz.III - Dzień trzeci - Mierzymy efekty



Umysł chce uniknąć wysiłku, dlatego wprowadzanie nowości nie jest takie proste. Wymówka "nie chce mi się" u mnie króluje wymiennie z "i po co to wszystko", "jaki sens się męczyć", "nie mam siły". 

Była kiedyś mowa o rejestrze czasu i o tym, jak jego wypełnianie pozwala później spojrzeć na sprawy z perspektywy, wywnioskować ważne rzeczy. Podobnie stanie się, jak podda się monitoringowi codzienną aktywność związaną z żywieniem lub/i sportem. 

"Ustalasz cel, działasz, kontrolujesz efekty dzięki dziennikom, wprowadzasz modyfikacje do działań, aż wreszcie osiągasz cel." (Edyta Zając "30 dni do zmian")

Takie dzienniki pokażą Ci Twoje nawyki. 

OK. Rejestr czasu, rejestr pożerania i rejestr ruchu. Pierwszy ok, drugi jak cię mogę, trzeci no nie bardzo, bo ja się w zasadzie przestałam ruszać. Muszę zacząć? Dużo "muszę zacząć"... 


wtorek, 12 listopada 2024

Cz.III - Dzień drugi - Mój związek

To będzie krótki post :D

Najczęstszą przyczyną rozpadu związków jest rutyna i nuda. 

Co tydzień należy wybrać coś ekscytującego do zrobienia ze swoim partnerem. Kiedy wpada do głowy pomysł, trzeba go zapisać na specjalnej dla związku liście, a potem czerpać. 

Z partnerem, ale może też być z przyjaciółką, albo z członkiem rodziny.

(Do tanga trzeba dwojga. Nie ma nic bardziej zniechęcającego, jak moment, gdy Ty rzucasz pomysł, a ktoś wywraca oczami, sam nic nie proponując... Ja się nie nadaję do związków, a z moim przyjacielem słyszę się codziennie.)

Ja rozumiem, że cel tego zadania jest zacny, no ale ja się ograniczę do próbowania nowych rzeczy w wydaniu solo. Więcej spokoju w tym jest.  




poniedziałek, 11 listopada 2024

Cz.III - Dzień pierwszy - Metamorfoza zgodna z wnętrzem


Dziś zaczyna się trzeci tydzień przygody - Tydzień Perfekcyjnego Stylu Życia. Tak daleko jeszcze nie doszłam. Mam nadzieję ukończyć Projekt 30 Days to change choć raz - a zaplanowałam stosować go ciągle. W moim wiecznym kalendarzu, w którym każda strona to jeden dzień roku ( bez wstawiania tam dnia tygodnia ani numeru bieżącego roku), każdy z 4 tygodni w miesiącu jest wpisany innym kolorem. Czerwony - wyrzucanie, czarny (zamiast żółtego) - próbowanie czegoś nowego, zielony (obecny) - perfekcyjny styl życia i niebieski - planowanie. I tydzień po tygodniu mogłabym wchodzić w kolejne pomysły, doszlifowywać każdy z tygodni, aż stałby się doskonały. Tymczasem nie wyszłam poza drugi tydzień, urwało się. Pierwszy tydzień za to próbuję wdrażać ciągle i ciągle i próbuję i narzekam i się męczę, i mam nadmiary i bałagan, i wszystkiego pełno i nie mam siły - stała śpiewka. Pomyślałam i wtedy dawno temu, że te dni w projekcie uciekają tak szybko, a jak masz jeszcze pracę, dzieci i dom na głowie, to już w ogóle nie ma chwili za oddech... No i dlatego cały rok masz szansę, tylko skorzystaj z niej! 

W Tygodniu Perfekcyjnego Stylu Życia masz zająć się swoim ciałem. Włączyć ćwiczenia, nawadnianie, dostosować dietę do potrzeb ciała - zadbać o sferę fizyczną, masz zadbać o swoją psychikę, o relacje, o sferę emocjonalną, ale przede wszystkim o ciało. 

W tym tygodniu wciel nowe zasady - przyjemne i inspirujące - dotyczące dbania o siebie. Wymyśl ideał. Idealnie byłoby gdybyś? No właśnie, co. Określ pomysły, częstotliwość i momenty ich realizacji. A może idealnie by było, gdyby dało się z czegoś zrezygnować? Ze słodzenia? Ze słodyczy? Z mąki może? Tworzymy spójną osobowość. To trzeba rozważyć w stosunku do tych obszarów: 

  • Sfera fizyczna - ciało
  • Sfera psychiczna - psychika
  • Sfera emocjonalna - emocje, co wpływa na dobry nastrój?
  • Relacje - rytuały, zasady, nawyki związane z ludźmi, z relacjami. Czego będziesz robić więcej, a czego już nie będziecie robić? Co zaczniecie wspólnie?
  • Sfera profesjonalna - kompetencja i samorealizacja
  • Sfera duchowa - tu Pani Edyta wrzuca to, co ja bym wrzuciła do sfery psychicznej. Realizacja siebie, poznawanie swojej osobowości, dojrzewanie psychiczne, wartości, cele życiowe...
I dalej padają propozycje, ja zrobię to teraz i tutaj w odniesieniu do moich "postanowień". Ja już wrzuciłam między bajki wyobrażenie, że nagle zacznę robić coś, czego nie udało mi się włożyć w życie do tej pory. 

  • Sfera fizyczna:
  1. wyeliminuję cukier, mąkę, w sumie chciałabym wyeliminować węgle w ogóle - skoro dieta keto chroni komórki mózgowe, to czemu udajemy, że inna dieta niż keto jest zdrowa... Nie wiem. Byłam na tej diecie i schudłam i czułam się świetnie, dopóki się nie złapałam na jakiś tort. No a potem już z górki, pozwoliłam sobie na wszystko, na co sobie nie pozwalałam przez 3 miesiące i proszę, wróciło z nadwyżką, efekt jojo... Więc już nie wiem, jak powinna wyglądać zdrowa dieta. Na tej najtańszej - bułka z szynką i  kebs, nie czuję się super. W pomidory z biedronki nie wierzę. Boję się chemii w tych pseudo zdrowych artykułach. Przytyłam, zaniedbałam strefę fizyczną mocno. Bo po co to wszystko, dbanie, wyrzeczenia, skoro... a nieważne. 
    No to co z tą dietą i postanowieniami? Może chociaż ograniczenie słodzenia, choćby i miodem? Może zamiast porannej kawy pić siemię lniane? Dam radę? Rano białkowe śniadanie? Więcej zieleniny i zdrowych tłuszczów? Nawadniać się? Podobno woda jedynie przepływa przez nas, trzeba włączyć jakiś nośnik, żeby woda się wchłonęła gdzie potrzebna - jakiś owoc, sok, czy coś. Tak mówiła pani biolog i tak mówią inni mądrzy. Komponowanie zdrowego menu? Eeee, to nie brzmi jak ja... Robienie kiszonek? Mmm, może? 
    Wrzucam link do nawykownika. Może komuś się przyda.   
  2. codziennie się rozciągać - chciałabym
  3. codziennie myć zęby dwa razy po 3 minuty, szczotkować, nitkować, wybielać - chcę
  4. pielęgnacja stóp raz w tygodniu
  5. pielęgnacja dłoni raz na 3 dni?
  6. inne?
  • Sfera psychiczna - psychika
  1. stawianie granic - no - stawiam, się odbijam od nich jak piłka do ping-ponga, ale dobra, trwam blisko siebie, mówią, że to najważniejsze. 
  2. REGULARNY RELAKS W SAMOTNOŚCI z telewizorem sąsiada w tle... Wyniosą mnie w kaftanie z tego mieszkania. 
  3. PISANIE PAMIĘTNIKA  - codzienny wpis, już tak długo zabieram się za realizację takiej codzienności...
  4. inwestowanie w siebie - kursy - u mnie: DOKOŃCZ TE KURSY!!
  5. wyjazdy - kiedyś lubiłam, teraz jakoś mi ciężko samej zdecydować, że jadę, jakby pozostawanie blisko miejsca zamieszkania znaczyło bezpieczeństwo, nie wiem, chyba się starzeję - czy chcę włączyć tego typu odświeżenie do swojego życia? Raz w roku z Rzepką, to jasne, a poza tym? 
  • Sfera emocjonalna - emocje, co wpływa na dobry nastrój?
  1. ŚMIECH
  2. TANIEC
  3. Próbowanie czegoś nowego - żaden to konkret, żadne planowanie zmian, to życzeniowa lista, w dodatku za długa, a w drugim dodatku te sfery się przeplatają i nic już nie wiem. 
  • Relacje - rytuały, zasady, nawyki związane z ludźmi, z relacjami. Czego będziesz robić więcej, a czego już nie będziecie robić? Co zaczniecie wspólnie?
  1. SPOTKANIA, hm, tylko najpierw perfekcyjna pani domu posprząta... 
  2. NAWIĄZYWANIE nowych relacji
  • Sfera profesjonalna - kompetencja i samorealizacja
  1. Lista rzeczy do zrobienia
  2. Realizacja celów zawodowych, rozpisanie na małe kroki i trzymanie się planu 
  3. Nawiązywanie kontaktów zawodowych
  • Sfera duchowa - tu Pani Edyta wrzuca to, co ja bym wrzuciła do sfery psychicznej. Realizacja siebie, poznawanie swojej osobowości, dojrzewanie psychiczne, wartości, cele życiowe...

  1. Spędzanie czasu na łonie natury, najlepiej w sadzie, który będzie zupełnie i całkowicie mój...
  2. Teatr
  3. Malarstwo
  4. Ceramika
:) 
U Pani Edyty wiele pomysłów się powtarza, bo - doczytałam -  jesteś całością i jedna sfera wpływa na drugą. Wszystkie są równie ważne. 

A zadanie na dziś jest takie: na kartce wyznacz dwie kolumny JA PRAWDZIWA i JA IDEALNA.
"Z ciałem jest dokładnie tak samo jak z umysłem. Jeśli chcesz być z niego dumny, musisz nad nim popracować." (Edyta Zając "30 dni do zmian") A jeśli rezygnujesz z działania, to znaczy, że przestajesz narzekać i akceptujesz to, co jest w 100% i nie masz prawa już narzekać. O.  Opisz swój wygląd jako obserwator, a w drugiej kolumnie jak by było idealnie. Teraz porównaj wpisy - jak wiele brakuje Ci do ideału? 
I dalej są ciekawe pytania do listy JA IDEALNA. 
Po pierwsze wybieramy cechy realne - można je wypracować. Pytanie czemu chcesz właśnie takie posiadać? Odpowiedź na to pytanie może Ci sporo o Tobie powiedzieć. 
Po drugie wybieramy cechy nierealne. I znów pytanie: dlaczego znalazły się na Twojej liście? Co myślisz na temat osoby, która daną cechę ma? Co Ci da posiadanie tej cechy? 

To skoro już tak dużo wiesz, wiesz co chcesz osiągnąć, to znów rozpisz to na kroki, które możesz podjąć już dziś i wdrażaj to, niech się dzieje postęp. 

Ja na dziś wdrożę nurkowanie w pościel. Pa! 




niedziela, 10 listopada 2024

Cz.II - Dzień siódmy - Spotkania biznesowe... z kimś bliskim

 ...w dodatku regularne.

"osoba, z którą masz ochotę podejmować nowe wyzwania, uczyć się nowych rzeczy i realizować cele."

Biznesowe, bo ma przynieść określony cel, wpłynąć na motywację, pomóc w znalezieniu rozwiązań.

Miejsce: tam gdzie odbywają się spotkania biznesowe - w biurze (masz?), w kawiarni, w restauracji

Ubranie: biznesowe, to ważne spotkanie

Tematy: cele, postępy, realizacja, wskazówki, pomysły, podsumowania

Działania: zapisywanie ustaleń, zobowiązań, zaplanowanych działań, terminów, burza mózgów, rozwiązania, projektowanie, odnalezienie nowego sposobu

UWAGA: to nie spotkanie na plotki czy narzekanie, drugą osobę trzeba potraktować jak partnera biznesowego, równego sobie, lub mentora, który pomoże otworzyć nowe horyzonty.

Wszystko pięknie, ale nie mam takiej osoby. Nie mam tu blisko kogoś, kto bawiłby się w takie rzeczy. Fajne, ale może kiedyś. Jest jeszcze drugie ale. Nie mam zaufania. Już mi raz opowiadał kolega o swoich super planach na przyszłość zaczerpniętych z naszych rozmów. Poczułam się jak okradziona. Już się nie podzielę swoimi pomysłami, planami. Nie chcę widzieć moich pomysłów na biznes wcielanych przez takich "partnerów biznesowych". Może w tej materii i energii mam do wykonania pracę nad sobą. Podobno do wielkich rzeczy nie dochodzi się w pojedynkę. 

Kiedyś miałam taką osobę, która by się nadawała do takiej roli dobrego partnera biznesowego. Z nią dyskutowałyśmy o różnych rzeczach i wdrażałyśmy rozwojowe projekty. Tak, mocno parła na rozwój i podziwiałam ją. Robiła rzeczy, na które ja nie miałabym odwagi, a ja rzeczy, na które ona nie miałaby odwagi. Pozdrawiam tu Anię. Było super. 

Będę myśleć nad taką osobą w tym miejscu, gdzie jestem teraz.    

sobota, 9 listopada 2024

Cz.II - Dzień szósty - Kącik spokoju

Zadanie na dziś to stworzenie Kącika spokoju.

Mój metraż jest jak dziupla w drzewie, dobrze, że sama się w niej mieszczę, cała powinna być Kącikiem spokoju... Jak domek Wall-e'ego. Miał tam swoje światełka i swoje skarby i nawet swoje domowe zwierzątko. Moja przestrzeń jest wielofunkcyjna, w jednym pokoju mam całe swoje 47 - letnie życie. 

No ale dobra, Kącik spokoju. Myślę, że jest to miejsce, z którego piszę. Bardziej wygląda, jak centrum dowodzenia. 
Ogromny pomarańczowy fotel, który uratowałam od unicestwienia, gości mnie w swoich... brakuje mi tu słowa, mogłoby być ramionach, ale jakich znowu ramionach. Gości mnie na swoim siedzisku i wspiera rozłożystym oparciem. I kolor ma żywy i jasny, chowam się w nim. Przed nim stoi ogromny stół, który sobie wymyśliłam. Robiony na zamówienie. Blat o wymiarach 180 cm x 100 cm. Kawał stołu. Jak pulpit. Na nim komputer, obok drugi, drukarka, głośniki i wokół książki, które chcę mieć pod ręką, robótki ręczne, pamiętnik, kalendarz, wszystko w zasięgu ręki. No centrum dowodzenia. A ma być kącik spokoju. Muszę zatem połączyć dwie funkcje tego miejsca. No to co, porządek na stole trzeba zaprowadzić i myśleć o tym, co tu wokół jest, jak o Kąciku spokoju. To dobry pomysł. 

Poza tym czytałam, że nadmiar rzeczy wokół podnosi poziom kortyzolu. U mnie jest to kłopot niestety, z którym nie poradziłam sobie. Nie umiem wahnąć się w kierunku minimalizmu i zostawić tylko tego, co mi jest potrzebne. Wszystko jest potrzebne. Może nie w bieżącej chwili, ale kiedy się tym zajmuję, to to jest potrzebne. Nie ma na mnie mocnych, choć się męczę sama ze sobą i z tymi nadmiarami. Sznurki zużyję na makramę. Mam nadzieję, że wyjdzie ode mnie z domu. Bo jak zrobię, a ona sobie będzie wisieć, to to żadne pozbywanie się... Wiem, że dużo osób ma podobny problem. Prócz "dobrych rad", na które mój umysł zrobił pffff, nic skutecznego nie znalazłam. Wywalanie, to jak obcinanie sobie ręki, niezbyt przyjemne. Z kolei kupowanie jest z gorączką i świadomością, że źle robię, a mimo to robię... Wczoraj przyniosłam z piwnicy pudło z ozdobami choinkowymi, szukałam dzwoneczka w kolorze starego złota. Znalazłam, przejrzałam zasoby pudła, ale tego jest.... Wyrzucić coś? Zapomnij... Stworzyć nowe? No! Czemu nie! O co tu chodzi??? Zawaliłam przestrzeń maksymalnie, przekroczyłam nawet to maximum, męczę się. 

No to do roboty, na czas tworzenia music please. Witaj Kąciku spokoju. Porządek na stole, kadzidło, świeczka, może wedźmie artefakty dadzą radę, byle wstać w miejsca i zacząć.  

piątek, 8 listopada 2024

Cz.II - Dzień piąty - Kontakt z naturą

Dałam sobie porządny kontakt z naturą dziś. Wykopałam wielki krzak porzeczki, ratując mu życie, po poszedłby na zrównanie z ziemią. Był tak wielki, że zrobiło się z niego 6 wcale niemałych. Wsadziłam do ziemi, wcześniej przygotowując dlań miejsce. Będę mieć zakwasy, takie lubię. Lubię czuć, że siła moich mięśni posłużyła czemuś realnemu. 


Zadanie na dziś: poczuć naturę wszystkimi zmysłami
Wzrok
Słuch
Węch 
Dotyk
Smak (W listopadzie może być trudno, ale może jakieś jabłko, może listek bluszczyku kurdybanka? Coś wymyślisz. :) Ja zjadłam koperek, który wyrósł mi z nasionek, a nie spodziewałam się, że go zobaczę. Jest! Jaki piękny! Z kropelkami rosy! I piasek tak miło chrzęścił w zębach :D )

Pa.


czwartek, 7 listopada 2024

Cz.II - Dzień czwarty - Doceniaj i podziwiaj innych

 a nie ciągle JA JA JA  :D

Zauważyłam prawidłowość, że mężczyźni częściej w rozmowach podejmują tematy globalno-krajowe oraz z tego co się udało i co się nie udało im w ciągu dnia, wyciągają to co się UDAŁO i mówią o sobie w superlatywach. Zdawać by się mogło, że mają taką pewność siebie, a to tylko, albo aż, narracja.

Kobiety skupiają się na tematach lokalno-wewnętrznych oraz z tego, co się udało i nie udało w ciągu dnia, wyciągną co się nie udało, rozdrapują, opowiadają o tym przeżywając i pozwalają, żeby to określało ich w sensie ogólnym, choć to tylko i wyłącznie narracja. 

Jesteśmy jako poszczególne człowieki :D górami lodowymi, nie że zimni, na to przyjdzie czas, tylko więcej w nas nieodkryte niż odkryte. Na szczycie tej wielkiej góry lodowca jest mała chorągiewka i powiewa. To jest umysł i jego myślenie. Taki jest istotny z tą całą paplaniną. Tak się rozpaplał, ze słuchamy go jak guru jakiegoś, ślepo, jak tak gada, to tak jest. Jak z telewizorem. Jak gada tak jest? Ale inny kanał (nomen omen) gada inaczej. To jak w końcu? Z paplaniem umysłu jest tak samo. To naprawdę ta tycia chorągiewka tam na tej wielkiej górze. Weź pilot i zmień program.

Umysł ma służyć do wymyślania rozwiązań. Jeśli nie stawiamy mu problemów do rozważań i do myślenia, to sobie sam problemy wymyśla. A potem łoloboga, wszyscy zginiemy. Trochę trzeba zmienić proporcje, umysł jest podwładnym ciała do wykonywania zadań. 80% sygnałów idzie Z CIAŁA do mózgu, nie z mózgu do ciała. Umysł nie jest przywódcą, a za takiego się ma. Góra lodowa ma swoją bezwładność ;) 

Dzień czwarty wnosi docenianie i podziwianie innych. Każdy człowiek ma takie potrzeby: 

MIŁOŚCI, UWAGI, AKCEPTACJI, UZNANIA, BEZPIECZEŃSTWA

Doceń drugą osobę, zauważ w niej piękno i dobre rzeczy, zobaczysz, że na Twoich oczach zacznie rozkwitać i promienieć. A może nie, ale to miłe, gdy ktoś widzi w Tobie więcej, niż być może Ty w sobie widzisz. 


Filozof się znalazł. 

Pa! 

PS. Jeśli nie lubisz jakiegoś człowieka, całościowo go odrzucasz, po prostu Ci nie pasuje i już, to najpewniej on to czuje. Buduje się mur i jeśli komunikacja między Wami jest konieczna (np.nauczyciel uczeń) to będzie bardzo opornie szło "jak po grudzie", "na złość", ("nauczyciel się na mnie uwziął", " on się nie stara, nie uczy, jest opryskliwy, dlaczego ja mam być miła"). Jest na to sposób. Skuteczny. Przetestowany. Znajdź w tym człowieku JEDNĄ rzecz, którą w nim podziwiasz, lubisz, podoba Ci się. Da się. W każdym człowieku się da. Ma ładny uśmiech, dobrze dobiera kolor kolczyków do paska w spodniach, ma dużo wiedzy, ma poczucie humoru, no nie wiem, można przejrzeć tę osobę, na pewno ma coś, czemu jesteśmy w stanie powiedzieć tak. I to jest moi drodzy ta szczelina w murze, przez którą wpada światło porozumienia, przez nią przenika połączenie, uznanie, szacunek, i to też się czuje. Wtedy zmienia się energia i dzieje się lepiej. Sprawdź.