Sprawdź na fb - MatPapryka

poniedziałek, 7 września 2026

Ponownie pisanie spontaniczne

Dospałam dziś, śniło mi się. Zawsze wtedy czuję się wyspana. Dziś leżałam jeszcze dobrą godzinę z zamkniętymi oczami, chciałam wrócić do snu. Nie żeby był jakiś fantastyczny. Śniły mi się studia i czekające mnie egzaminy. I przyjaciółka z czasów studiów. Często śni mi się, że jestem na 3 roku studiów i przede mną egzaminy. Czasem kiedy się wybudzam z takiego snu, nie wiem jaka jest rzeczywistość. A rzeczywistość jest taka, że wszystkie egzaminy pozdawałam i obroniłam swoją pracę magisterską. Proces zakończony. Wydarzenia z trzeciego roku studiów sprowadzają mnie tam z powrotem. W snach. I wiecznie mam przed sobą egzaminy. 

Wstałam, zrobiłam kawę, wyczuwałam siebie i swój stan dziś. Jakaś przykrość we mnie, że się w ogóle obudziłam. Straszne to co tu piszę. Ale cóż. Obudziłam się. Trzeba żyć. 

Byłam na grzybach wczoraj. Po raz trzeci zgubiłam się w lesie. Już więcej się nie dam. Nie wiem jak to zrobię, ale już się w lesie nie zgubię. Najgorsze, że nie miałam zasięgu w telefonie, żeby choć google maps odpalić i się zorientować gdzie ja jestem. Trzeba może w telefon wsadzić kartę innego operatora, większa szansa na zasięg. Orange - zero zasięgu, play - zasięg był. 

Zebrałam tylko kilka grzybów, za mało, żeby odpalić suszenie. Ja nie jestem jakąś szczególną fanką grzybów, ale lubię czuć je w bigosie. I patrzą teraz na mnie z wyrzutem te zbiory, trzeba się nimi zająć...

Za to pojadłam sobie czeremchy. To jej czas. Pyszna :) 

OK, to co do zrobienia dziś? Wstać, pościelić łożko, zrobić 8minABS, umyć się, ubrać się, umalować, przygotować sobie materiały na korepetycje, jak pani od obrazów da znać, to jechać je odebrać z oprawy, podjechać do rodziców po walizkę na wyjazd, jak będzie czas to podjechać zawieźć obraz zamawiającemu, korepetycje do cudnego wieczora, tabletka i hyc do łóżka zapaść w sen. Taki obraz dnia mi się wyłania. O, te grzyby nieszczęsne. Zjeść je? Ble. Zamrozić? Zapytam chata gpt, co by zrobił z grzybami. Nawet nie żyje, a tyle wie. 

piątek, 4 września 2026

Pisanie spontaniczne

Czy pisanie spontaniczne w blogu jest spontaniczne, czy też myśl, że ktoś to czyta jakoś steruje procesem? Pewnie jakiś wpływ ma.

Zaczyna się wrzesień. Uczniowie już zajmują swoje miejsca. Za chwilę wystartujemy z korepetycjami w kolejne miesiące wspólnej podróży.

Jeszcze we wrześniu wyjeżdżam. 

Moja głowa nie jest spokojna, mam mało energii, do wczoraj nawet pisanie do rodziców o znikających powoli terminach było wyzwaniem. Podołałam, z większością osób skontaktowałam się i  udało się ustalić terminy. Czekam jeszcze na jedno potwierdzenie. 

Przyszłam tu dać sobie ulgę tym pisaniem. Nie wiem w zasadzie, co się dzieje ze mną. Obiektywnie nie powinnam na nic, absolutnie na nic narzekać. Wszystko jest w porządku. Mam wiele czasu dla siebie, mogę robić, co mi się żywnie podoba, a mi się roją niepokoje, jakieś poty na myśl o przyszłości, o jakichś katastrofach... Nawet ten wyjazd wrześniowy będzie wyzwaniem. Trzeba będzie przywdziać maskę zadowolenia, nawet jeśli od środka będzie mnie zżerać to, co żre teraz. 

Tylko co to jest to, co żre?

Mało mam kontaktu z ludźmi. Może też zbyt wielką wagę przywiązuję do braku takiego kontaktu.  Na dłuższą metę i to mnie męczy. Byłam na zajęciach malarstwa, ceramiki, przynależałam do tej grupy, a jednak nie o to chodziło, zrezygnowałam z obu zajęć. Na malarstwie była jedna gaduła, której twarz się nie zamykała. Ceramiki nie czułam aż tak. Coś tam lepiłam, tworzyłam, ale niepotrzebne mi są kolejne "klunkry" w domu, a przynależność też nie dawała tej satysfakcji, której mi brakuje. Bardzo trudno mi określić, czego właściwie brakuje mi do szczęścia. Bliskiej relacji romantycznej? Przecież to jest kolorowe przez chwilę. Nie rozumiem już nic. 

Przede mną weekend, no i dziś. Trzy dni bycia tylko ze sobą. Może medytację jakąś powinnam uskutecznić, żeby odciąć się od myśli, albo nabrać dystansu do nich. One muszą tworzyć niepokój. One sprawiają, że żołądek mi się zaciska. Nie jem, bo tak mi robi ten niepokój. No cholera jasna, jak mam sobie z tym poradzić? 

Wiele ludzi zaleca terapię, a ja w ciągu 25 lat leczenia depresji trafiłam na dwóch terapeutów, którzy coś w moim życiu zmienili. Cała reszta to jakiś przesiedziany bez sensu czas. Jakieś gadanie nie wiadomo o czym i po co.  Kolejny raz zrezygnowałam z terapii. Nie mam pojęcia na czym ma polegać terapeutyczność takich spotkań. Trafiłam na panią od poznawczo-behawioralnej, ale zaszła w ciążę i poszła sobie. Popracowałam z nią może ze dwa miesiące. Później przeszłam do innej pani, kompletnie nie wiem jak ma terapia działać przez to, że pójdziesz i opowiesz jak minął tydzień... Najgorsze, że leki nie przynoszą poprawy samopoczucia. Coś mi się wydaje, że zapodałam sobie depresję lekooporną przez to odstawienie leków przed wylotem na Bali. Oto mija rok, a ja nie mogę dojść do siebie. Patrzę tylko na zegar i odliczam czas do końca dnia. Jeszcze tyle godzin do przeżycia zanim wrzucę w siebie tabletkę i pójdę spać. I oby przespać to istnienie, bo nie mam siły i natchnienia na życie... Straszne to. 

Ponieważ zrezygnowałam z terapii, to muszę terapeutyzować się sama. Kontrola myśli, podważanie ich prawdziwości, zastępowanie myślami bardziej prawdziwymi. Czucie emocji i ta wiedza, że wszystko minie. Zaraz poszukam rejestr czasu. To taka kartka, na której są rubryczki dla każdego półgodzinnego odcinka czasu i pisze się, co się robiło w to pół godziny. Życie się dzieje, nie przecieka przez palce, bo widać czarno na białym, na co poszedł czas. To bardzo dobra kartka. Naprawdę dobra. 

Czekam w bezruchu, aż córka pójdzie do szkoły. Późno dziś idzie. Później umyję naczynia. Muszę iść po karmę dla kota, bo została ostatnia puszka. I wiem co jeszcze: posprzątam w lodówce. Jak to zrobię, to będę czuła satysfakcję. Chyba. 

Ach, jeszcze coś. Po  ostatniej rozmowie z moją terapeutką bardzo dobitnie dotarło do mnie, że rozwiązanie nie jest umieszczone na zewnątrz. To nie zależy od innych ludzi, zależy ode mnie. Nie wiem jeszcze jak tej zmiany dokonać, ale wiem, że nie w innych ludziach tkwi rozwiązanie.