Linki:
zakwasza
odkwasza
Tylko czy ktoś z Was jest w stanie trochę jaśniej o tym opowiedzieć - dlaczego taki produkt zakwasza" a inny "odkwasza" i jakie reakcje i z czym w organizmie dają efekt odkwaszenia czy zakwaszenia?
Ukończyłam Wydział Inżynierii Chemicznej i Procesowej na Politechnice Warszawskiej, a moja specjalność to Procesy i Produkty Biomedyczne. Zatem nie jest dla mnie tajemnicą jakie pH występuje w różnych odcinkach przewodu pokarmowego i nie jest mi obcy fakt, że krew jest roztworem buforowym, co oznacza, że radzi sobie z utrzymaniem pH w bezpiecznych widełkach nawet przy dużym naporze jonów H lub OH. Nie uczono nas niestety niczego z Medycyny Chińskiej, a jako osoba ciekawska i poszukująca na jakiejś granicy pomiędzy nauką i hm...nienauką, chciałabym znaleźć prawdę w tym wszystkim.
Podsyłam pewien link do filmiku - Pan Patryk na kanale youtube prowadzi vlog Pod Mikroskopem. Bardzo sobie jego pracę cenię. Rozprawia się między innymi z różnymi mitami pseudomedycznymi - że soda oczyszczona likwiduje raka, że amigdalina likwiduje raka, że zakwaszamy swoje organizmy, że istnieje jakaś lewoskrętna forma witaminy C i inne. Zanim wydam jakikolwiek sąd, chcę zebrać dane i pojąć, co się nam próbuje wcisnąć. Jak to z tym zakwaszeniem jest? Po co pije się wodę alkalizowaną? Jak taka woda wpływa na soki żołądkowe, skoro są one silnie kwasowe i co dzieje się dalej? Też chcę się dołączyć do zwalczania ogłupiających mitów i ich twórców, bo propagują nieprawdę, narażając ludzi na utratę zdrowia a nawet życia.
Pooglądajcie, podzielcie się widzą, linkami, filmami, artykułami. Poproszę.
Czy masz zakwaszony organizm?
ABSURDY MEDYCZNE CZ.2: ZAKWASZENIE ORGANIZMU
Pozdrawiam Pana Patryka, jestem pełna uznania dla niego - jego wiedzy i tego, co z nią robi.
czwartek, 10 stycznia 2013
niedziela, 6 stycznia 2013
Filmy w styczniu 2013
Jakoś tak zaczęliśmy oglądać filmy.
Trochę nie umiem włożyć jeszcze tej "aktywności" w rozkład dnia, bo kończy się tym, że idę spać o 1-2, a później odsypiam do południa.
Może po prostu przyzwyczaiłam się do długiego spania i należy się odzwyczaić, może na zdrowie mi to wyjdzie?
Wracając do filmów.
1.01. Wiarołomni - piękne obrazy, dramatyczne konsekwencje pożądania nie tego kogo trzeba... mocny film... uleganie namiętnościom jest do bani... po równi pochyłej w dół... katastrofa... A wydawało się, że może być tak pięknie...
2.01. 3 minuty 21:37 - polski film, okrutna rzeczywistość, złagodzona "hollywoodzkim" happy endem - no w sumie dla kogo happy dla tego happy.... Mocny film, ciężki, przygnębiająco-przytłaczający. Nic tylko wyć. Obejrzeć było warto. No i Linda grał ;)
3.01. Apartament - thriller? plątanina romantyczno - zagadkowa, czteroosobowa obsada jak w Closer, akcja pocięta jak w Pulp Fiction. Trzymał w napięciu i nawet po zakończeniu pewne fakty pozostały dla mnie w lekkim rozrzucie. Wskazane powtórne obejrzenie. Piękna, ciekawa muzyka, w tym Mazzy Star. :love:
5.01. Imię Róży - bardzo dobry, choć gęby do oglądania wstrętne - odzwierciedlenie duszy kościoła...
5.01. Ciemna strona Wenus - polski film, fajne cycki, dużo "kobiecego dramatyzmu", obejrzałam - raz - o ten raz za dużo.
6.01. Szybki cash. - 2 godziny 10 minut - totalna strata czasu. Może film wart obejrzenia tylko ze względu na wielość języków obcych - serbski :love: , angielski, hiszpański i głównie szwedzki.
7.01. Borat - szok aż do śmiechu z niedowierzania, śledziłam film i czekałam co jeszcze wymyśli, a nade wszystko jak na to zareagują skonsternowani do granic ludzie... Czy polecam? Ryzykowne.
9.01. Walka żywiołów - właściwie nie wiem, jaki przekaz dał ten film - chyba eksperymenty dojrzewających chłopców. Oglądam, oglądam, a tu nagle koniec. O.
11.01. Rzeź - zdrowo przereklamowany, choć czas przy oglądaniu szybko minął. I całe szczęście, bo nie wysiedziałabym do końca, gdyby to jeszcze się dłużyło....
12.01. Królowie nocy - taki film, że tydzień po obejrzeniu nie skojarzyłam tytułu z jakąkolwiek główną treścią. Po samym obejrzeniu stwierdziłam, że szkoda na to czasu, zapewne przysnęłam też kilka razy. Możliwe, że miał być to ambitny film, ale komuś nie wyszło.
Wodzirej - polski film. Rozterki, decyzje, frustracja - wszystko w umyśle jednego człowieka. W końcu wygrana - tylko czy było warto. Na pewno warto obejrzeć ten film.
28.01. Rzeka tajemnic - bo prawie do końca nie wiadomo kto zabił ;) Można obejrzeć.
29.01. Dolores Claiborne - kawał dobrego, choć ciężkiego filmu. Zostawił swój ślad w mojej pamięci.
Film według książki Stevena Kinga, a ten ma mocne książki. Styl pisania ma niesamowity, niestety tematykę straszną i realistyczną zarazem. Dlatego nie czytam jego książek. Ale kto wie, jestem już duża, może się przełamię. ;)
30.01. Listonosz zawsze dzwoni dwa razy - no jakaś pomyłka ten film, nie mam pojęcia skąd w ogóle w tym pozytywne recenzje. Nawet mi - ignorantce - ten tytuł obił się o uszy. Fajne, choć nieco brutalne, sceny erotyczne, ona laska, on przystojny. I kurka tyle. Scena z drabiną i kotem dała mi nadzieję, ze coś się wreszcie zacznie dziać, a tu kurka nic. No do końca nic. Rozjeżdżały mi się sennie oczy jakieś pół godziny przed końcem. Uparłam się, ze obejrzę, snuł się do końca ten rozdwojony obraz, a po filmie stwierdziłam, że równie dobrze mogłam spać. Teraz mam przynajmniej taką świadomość. Jack Nicholson
i Jessica Lang - obejrzyjcie trailer, nie będziecie tracić czasu na ten głupi film.
I ten poroniony tytuł!
Szukałam wyjaśnienia w necie, spotkałam tutaj takie słowa (to o oryginalnym filmie z 1946 roku):
"Oglądając dziś ten film, prawie się nie czuje ponad półwiecza, jakie ma on na karku. Dialogi są w miarę nowoczesne, a i gra aktorska nie razi przesadą. Najlepiej radzi sobie Lana Turner w roli (mało zgrabny oksymoron) inteligentnej słodkiej idiotki. Jej zachowanie jest równie schizofreniczne: najpierw jak rasowa suka próbuje odtrącić nowego samca, jaki pojawił się w domu, prawdopodobnie bojąc się, że coś może z tego wyniknąć. Potem go obwąchuje, serwuje niewinne uśmieszki, by następnie zacząć oszukiwać biednego, nieporadnego mężulka. Aktorka zagrała to naprawdę nieźle, jej spojrzenia i gesty wyprzedzają o dekady epokę w której zostały nagrane na taśmie filmowej. Dzisiaj widzimy aktorki grające podobną manierą. Skąd się wziął tytuł filmu? Z monologu bohatera, wygłaszanego w celi śmierci, który opowiada, że gdy rozpaczliwie czeka się na list, zawsze słyszy się dopiero drugie zadzwonienie listonosza. Całkiem ładna aluzja do tego, że w zyciu zwykle Los daje najpierw jedno ostrzeżenie i jeśli się go nie usłyszy, potem już nie ma powrotu... Prawdziwe losy dwójki aktorów grających główne role były tylko w połowie podobne do ich ekranowych dziejów. John Gardield na początku lat 50. popadł w niełaskę komisji McCarthy'ego i w 1952 roku dostał śmiertelnego ataku serca - rzekomo właśnie z powodu prześladowań, jakie go dotnęły. Natomiast Lana Turner żyła jeszcze prawie 50 lat, przeżywszy 7 mężów, chorobę alkoholową i tragedię, jaką było morderstwo dokonane przez jej własną córkę."
Trochę nie umiem włożyć jeszcze tej "aktywności" w rozkład dnia, bo kończy się tym, że idę spać o 1-2, a później odsypiam do południa.
Może po prostu przyzwyczaiłam się do długiego spania i należy się odzwyczaić, może na zdrowie mi to wyjdzie?
Wracając do filmów.
1.01. Wiarołomni - piękne obrazy, dramatyczne konsekwencje pożądania nie tego kogo trzeba... mocny film... uleganie namiętnościom jest do bani... po równi pochyłej w dół... katastrofa... A wydawało się, że może być tak pięknie...
2.01. 3 minuty 21:37 - polski film, okrutna rzeczywistość, złagodzona "hollywoodzkim" happy endem - no w sumie dla kogo happy dla tego happy.... Mocny film, ciężki, przygnębiająco-przytłaczający. Nic tylko wyć. Obejrzeć było warto. No i Linda grał ;)
3.01. Apartament - thriller? plątanina romantyczno - zagadkowa, czteroosobowa obsada jak w Closer, akcja pocięta jak w Pulp Fiction. Trzymał w napięciu i nawet po zakończeniu pewne fakty pozostały dla mnie w lekkim rozrzucie. Wskazane powtórne obejrzenie. Piękna, ciekawa muzyka, w tym Mazzy Star. :love:
5.01. Imię Róży - bardzo dobry, choć gęby do oglądania wstrętne - odzwierciedlenie duszy kościoła...
5.01. Ciemna strona Wenus - polski film, fajne cycki, dużo "kobiecego dramatyzmu", obejrzałam - raz - o ten raz za dużo.
6.01. Szybki cash. - 2 godziny 10 minut - totalna strata czasu. Może film wart obejrzenia tylko ze względu na wielość języków obcych - serbski :love: , angielski, hiszpański i głównie szwedzki.
7.01. Borat - szok aż do śmiechu z niedowierzania, śledziłam film i czekałam co jeszcze wymyśli, a nade wszystko jak na to zareagują skonsternowani do granic ludzie... Czy polecam? Ryzykowne.
9.01. Walka żywiołów - właściwie nie wiem, jaki przekaz dał ten film - chyba eksperymenty dojrzewających chłopców. Oglądam, oglądam, a tu nagle koniec. O.
11.01. Rzeź - zdrowo przereklamowany, choć czas przy oglądaniu szybko minął. I całe szczęście, bo nie wysiedziałabym do końca, gdyby to jeszcze się dłużyło....
12.01. Królowie nocy - taki film, że tydzień po obejrzeniu nie skojarzyłam tytułu z jakąkolwiek główną treścią. Po samym obejrzeniu stwierdziłam, że szkoda na to czasu, zapewne przysnęłam też kilka razy. Możliwe, że miał być to ambitny film, ale komuś nie wyszło.
Wodzirej - polski film. Rozterki, decyzje, frustracja - wszystko w umyśle jednego człowieka. W końcu wygrana - tylko czy było warto. Na pewno warto obejrzeć ten film.
28.01. Rzeka tajemnic - bo prawie do końca nie wiadomo kto zabił ;) Można obejrzeć.
29.01. Dolores Claiborne - kawał dobrego, choć ciężkiego filmu. Zostawił swój ślad w mojej pamięci.
Film według książki Stevena Kinga, a ten ma mocne książki. Styl pisania ma niesamowity, niestety tematykę straszną i realistyczną zarazem. Dlatego nie czytam jego książek. Ale kto wie, jestem już duża, może się przełamię. ;)
30.01. Listonosz zawsze dzwoni dwa razy - no jakaś pomyłka ten film, nie mam pojęcia skąd w ogóle w tym pozytywne recenzje. Nawet mi - ignorantce - ten tytuł obił się o uszy. Fajne, choć nieco brutalne, sceny erotyczne, ona laska, on przystojny. I kurka tyle. Scena z drabiną i kotem dała mi nadzieję, ze coś się wreszcie zacznie dziać, a tu kurka nic. No do końca nic. Rozjeżdżały mi się sennie oczy jakieś pół godziny przed końcem. Uparłam się, ze obejrzę, snuł się do końca ten rozdwojony obraz, a po filmie stwierdziłam, że równie dobrze mogłam spać. Teraz mam przynajmniej taką świadomość. Jack Nicholson
i Jessica Lang - obejrzyjcie trailer, nie będziecie tracić czasu na ten głupi film.
I ten poroniony tytuł!
Szukałam wyjaśnienia w necie, spotkałam tutaj takie słowa (to o oryginalnym filmie z 1946 roku):
"Oglądając dziś ten film, prawie się nie czuje ponad półwiecza, jakie ma on na karku. Dialogi są w miarę nowoczesne, a i gra aktorska nie razi przesadą. Najlepiej radzi sobie Lana Turner w roli (mało zgrabny oksymoron) inteligentnej słodkiej idiotki. Jej zachowanie jest równie schizofreniczne: najpierw jak rasowa suka próbuje odtrącić nowego samca, jaki pojawił się w domu, prawdopodobnie bojąc się, że coś może z tego wyniknąć. Potem go obwąchuje, serwuje niewinne uśmieszki, by następnie zacząć oszukiwać biednego, nieporadnego mężulka. Aktorka zagrała to naprawdę nieźle, jej spojrzenia i gesty wyprzedzają o dekady epokę w której zostały nagrane na taśmie filmowej. Dzisiaj widzimy aktorki grające podobną manierą. Skąd się wziął tytuł filmu? Z monologu bohatera, wygłaszanego w celi śmierci, który opowiada, że gdy rozpaczliwie czeka się na list, zawsze słyszy się dopiero drugie zadzwonienie listonosza. Całkiem ładna aluzja do tego, że w zyciu zwykle Los daje najpierw jedno ostrzeżenie i jeśli się go nie usłyszy, potem już nie ma powrotu... Prawdziwe losy dwójki aktorów grających główne role były tylko w połowie podobne do ich ekranowych dziejów. John Gardield na początku lat 50. popadł w niełaskę komisji McCarthy'ego i w 1952 roku dostał śmiertelnego ataku serca - rzekomo właśnie z powodu prześladowań, jakie go dotnęły. Natomiast Lana Turner żyła jeszcze prawie 50 lat, przeżywszy 7 mężów, chorobę alkoholową i tragedię, jaką było morderstwo dokonane przez jej własną córkę."
sobota, 5 stycznia 2013
A dziś Zebra - prawdziwe ciasto w dzieciecej foremce.
Tu przepis.
Julcia dostała gwiazdowy prezent od cioci Tereski.
Oprócz innych rzeczy była tam jedna, która chyba mnie przyprawiła o największą radość.
Foremka do ciasta, mały wałeczek, trzepaczka, silikonowy pędzelek i kilka foremek do pierniczków.
Gdy Julcia dowiedziała się, że z użyciem tych rzeczy można prawdziwie gotować, prosiła o upieczenie w niej prawdziwego ciasta. :)
Udało się ten pomysł zrealizować.
Cieszę się, ze nie został odłożony na przeklęte jutro.
Najlepsza zabawa w cieście Zebra polega na tym, że na przemian leje się do formy ciasto czarne i białe.
Jak granie w szachy :)
Julka dzielnie mi pomagała, wsypywała składniki - nawet wbiła jedno jajko sama!
O połowę skróciłyśmy tez czas pieczenia.
Ciasto zamieniło się w górkę, tak wyrosło. :)
Po rozkrojeniu okazało się, że oszukały nas podstępne bąble powietrza wewnątrz ciasta.
Paski oczywiście były. :)
Bąbel powietrza sprawił, ze ciasto wyglądało jak wyrośnięte, na dole jednak było nieco zakalcowate.
Ależ jak groźnie patrzyło na nas to ciasto po ukrojeniu!
Nazwaliśmy je PIRANIA! :)
Dziś 5 stycznia.
Magia Świąt kończy się jutro - jutro jest Trzech Króli.
Julka rozbierała choinkę.
A ja robiłam zdjęcia. :)
czwartek, 3 stycznia 2013
Crystal-Soil
Były takie ładne, że nie miałam sumienia ich wyrzucić. Przekładałam z miejsca na miejsce, z kąta w kąt.
Wreszcie 1 stycznia, przy okazji porządkowania (do którego zabrałam się spontanicznie z potrzeby duszy) zrobiłam to co poniżej, wykorzystując dostępne w domu rozmaitości. I wiecie co? Podoba mi się to co powstało. :)
Wreszcie 1 stycznia, przy okazji porządkowania (do którego zabrałam się spontanicznie z potrzeby duszy) zrobiłam to co poniżej, wykorzystując dostępne w domu rozmaitości. I wiecie co? Podoba mi się to co powstało. :)
A tu cała rodzinka, łącznie z pierwszym, który powstał :
"Artystyczna" fotka pierwszego tworu z innym "wkładem roślinnym" :) :
Butelki wypełnione są czymś co się nazywa Crystal-Soil (a pop substitute soil for plant).
Wygląda ciekawie, jednak nie nadaje się do szerokich otwartych naczyń, bo zbiera kurz i zamiast zdobić - szpeci. Poza tym cięższe jednostki typu papirus - przewracają się, bo nie mają solidnego zaczepienia w tej niby-glebie. Próbowałam uprawy hydroponicznej na roślinach cebulowych - podobno świetnie się do tego nadają, ale po wypuszczeniu dłuuugiego liścia znów brakowało solidnego zaczepienia i więcej z tym było kłopotu niż pożytku.
Na powyższym zdjęciu jest wyhodowana przeze mnie sosenka :), ale nie grało mi to zestawienie, nie wiem tez czy sosence grało, nie pamiętam.
Wyczytałam gdzieś, że do uprawy hydroponicznej znakomicie nadaje się scindapsus, wywnioskowałam, że będzie mu dobrze i w galaretce. No i faktycznie, zakorzenił się i sobie rośnie, stanowi ciekawą ozdobę nie wymagającą wiele zachodu.
Do niebieskiej galaretki wsadziłam odnóżkę zroślichy - też lubi mieć cały czas wilgotno, zobaczymy jak jej będzie.
Do pustych butelek wsypałam kryształki gleby, włożyłam odcięty pęd rośliny i zalałam wodą. Kryształki spuchły, wypełniły butelki i oglądacie efekt końcowy.
Miałam kilka paczuszek, bo jak szurnięta podążam za wyobraźnią, która tworzy cuda, a rzeczywistość weryfikuje te cuda i czasem zostaję z pięcioma paczuszkami krystalicznej ziemi - dobrze, że nie zajmuje dużo miejsca. Tym razem znalazło się dla niej zastosowanie z całkiem ciekawym rezultatem.
Jestem zadowolona.
Nie spodziewałam się.
Pozdrowienia.
:)
środa, 2 stycznia 2013
Kalendarz. Uzupełnianie w toku.
12 miesięcy i co rok powtarzające się wydarzenia - urodziny, imieniny krewnych, znajomych, coroczne spotkania, święta - o tym wszyscy wiemy.
Myślałam (i myślę) kalendarzu sezonowym - co przyroda oferuje w kolejnych miesiącach roku?
Czego można naczerpać dobrego i smacznego w kolejnych miesiącach?
Kiedy pawie bajerują pawice swoimi ogonami i kiedy najlepiej widać Gwiazdozbiór Oriona?
Kiedy można jeść Ligole z drzewa i poziomki z krzaczka?
I kiedy przyszykować koszyk na grzyby? :)
Tak bardzo mam ochotę przygotować tartę z owocami, choć nie tylko o jedzeniu myślę! :)
Tygrys: "w tym roku prawie się popłakałam jak zdałam sobie sprawę, że bzy już prawie przekwitły, a ja strasznie mało razy się w nie wwąchiwałam. Wiecie o co chodzi: obżeranie się czereśniami w czerwcu, zbieranie kasztanów we wrześniu, słuchanie słowików w maju."
STYCZEŃ
Dzień Babci 21 stycznia
Dzień Dziadka 22 stycznia
W sklepach WYPRZEDAŻE!!!
Styczeń oferuje do jedzenia przetwory, które dopiero zrobię w miesiącach około-jesiennych i suche owoce, których nie zrobię, najwyżej kupię. Rozgrzewający korzeń imbiru mieszka u nas całą zimę.
Na przeziębienie - tu artykuł o wspomagających roślinach.
Z przyjemności styczniowych najlepiej będzie jak zacytuję Tygrysa:
"Co do przyjemności styczniowych, to zaliczyłam już jedną - pozjeżdżałam sobie na sankach na śledzia z dodatkową atrakcją polegającą na tym, że tuż pod górką był odmarzający stawik:brzydal: Aha, i teraz można dość tanio kupić owoce granatu:love:[B] i wmiętalać je ziarenko po ziarenku siedząc w gorącej kąpieli[/B] (inaczej trzeba potem myć ściany:brzydal:) "
Właśnie wróciłam z jazdy na łyżwach.
Przyroda śpi w najlepsze, najtwardsze sztuki fruwają, a ludzie - pracują - jak zwykle.
Tu też siedziały ptaki, ale "próby do sztucznych ogni" mi je wypłoszyły.
Gdy ptaki wróciły, na niebie były resztki poprzedniego żaru. Szkoda.
LUTY
No przede wszystkim 14 lutego - Walentynki! :)
Natura ciągle śpi, brak mi pomysłów na lutowe przyjemności.
MARZEC
KWIECIEŃ
MAJ
Bzy
Dzień Matki
CZERWIEC
Truskawki
Czereśnie
Młoda kapusta
Młode ziemniaki
Młode inne
Botwinka!!
LIPIEC
Maliny
Czereśnie
SIERPIEŃ
Śliwki
Jeżyny
Brzoskwinie
WRZESIEŃ
Grzyby :) Te ze zdjęć zebrałam sama - dziś (12.09.2013
Wionogrona
PAŹDZIERNIK
LISTOPAD
GRUDZIEŃ
Zobaczcie tutaj co fajnego znalazłam! Co to jest topinambur? :/
Na razie przeglądam sieć - mój kalendarz będzie rósł - wraz ze mną ;) w ciągu roku.
Mam ochotę zrobić tartę z owocami, ach pielęgnować marzenia o własnym ogrodzie i wszystkich tych pysznościach z natury na wyciągnięcie ręki.
Z sieci:
http://pl.point.fm/zdrowie-uroda/diety-odchudzanie-odzywianie/jemy-sezonowo=przewodnik-po-warzywach-i-owocach.html
http://magazyn.netmama.pl/zyj-zdrowo/odzywianie/owoce-sezonowe-co-i-kiedy-kupowac-1000/
http://magazyn.netmama.pl/zyj-zdrowo/odzywianie/warzywa-sezonowe-co-wlozyc-do-garnka-996/warzywa-sezonowe-1/
http://pascalbrodnicki.pl/index.php?m=m&id=71
http://rawolucja.pl/raw-food/kalendarz-warzyw-i-owocow-sezonowych/
Mmmmmmmmmmmmmmmm, ładnie wygląda!!:
http://www.kuchniaplus.pl/kalendarz/
Myślałam (i myślę) kalendarzu sezonowym - co przyroda oferuje w kolejnych miesiącach roku?
Czego można naczerpać dobrego i smacznego w kolejnych miesiącach?
Kiedy pawie bajerują pawice swoimi ogonami i kiedy najlepiej widać Gwiazdozbiór Oriona?
Kiedy można jeść Ligole z drzewa i poziomki z krzaczka?
I kiedy przyszykować koszyk na grzyby? :)
Tak bardzo mam ochotę przygotować tartę z owocami, choć nie tylko o jedzeniu myślę! :)
Tygrys: "w tym roku prawie się popłakałam jak zdałam sobie sprawę, że bzy już prawie przekwitły, a ja strasznie mało razy się w nie wwąchiwałam. Wiecie o co chodzi: obżeranie się czereśniami w czerwcu, zbieranie kasztanów we wrześniu, słuchanie słowików w maju."
STYCZEŃ
Dzień Babci 21 stycznia
Dzień Dziadka 22 stycznia
W sklepach WYPRZEDAŻE!!!
Styczeń oferuje do jedzenia przetwory, które dopiero zrobię w miesiącach około-jesiennych i suche owoce, których nie zrobię, najwyżej kupię. Rozgrzewający korzeń imbiru mieszka u nas całą zimę.
Na przeziębienie - tu artykuł o wspomagających roślinach.
Z przyjemności styczniowych najlepiej będzie jak zacytuję Tygrysa:
"Co do przyjemności styczniowych, to zaliczyłam już jedną - pozjeżdżałam sobie na sankach na śledzia z dodatkową atrakcją polegającą na tym, że tuż pod górką był odmarzający stawik:brzydal: Aha, i teraz można dość tanio kupić owoce granatu:love:[B] i wmiętalać je ziarenko po ziarenku siedząc w gorącej kąpieli[/B] (inaczej trzeba potem myć ściany:brzydal:) "
Właśnie wróciłam z jazdy na łyżwach.
Przyroda śpi w najlepsze, najtwardsze sztuki fruwają, a ludzie - pracują - jak zwykle.
Tu też siedziały ptaki, ale "próby do sztucznych ogni" mi je wypłoszyły.
Gdy ptaki wróciły, na niebie były resztki poprzedniego żaru. Szkoda.
LUTY
No przede wszystkim 14 lutego - Walentynki! :)
Natura ciągle śpi, brak mi pomysłów na lutowe przyjemności.
MARZEC
KWIECIEŃ
MAJ
Bzy
Dzień Matki
CZERWIEC
Truskawki
Czereśnie
Młoda kapusta
Młode ziemniaki
Młode inne
Botwinka!!
LIPIEC
Maliny
Czereśnie
SIERPIEŃ
Śliwki
Jeżyny
Brzoskwinie
Grzyby :) Te ze zdjęć zebrałam sama - dziś (12.09.2013
Wionogrona
PAŹDZIERNIK
LISTOPAD
GRUDZIEŃ
Zobaczcie tutaj co fajnego znalazłam! Co to jest topinambur? :/
Na razie przeglądam sieć - mój kalendarz będzie rósł - wraz ze mną ;) w ciągu roku.
Mam ochotę zrobić tartę z owocami, ach pielęgnować marzenia o własnym ogrodzie i wszystkich tych pysznościach z natury na wyciągnięcie ręki.
Z sieci:
http://pl.point.fm/zdrowie-uroda/diety-odchudzanie-odzywianie/jemy-sezonowo=przewodnik-po-warzywach-i-owocach.html
http://magazyn.netmama.pl/zyj-zdrowo/odzywianie/owoce-sezonowe-co-i-kiedy-kupowac-1000/
http://magazyn.netmama.pl/zyj-zdrowo/odzywianie/warzywa-sezonowe-co-wlozyc-do-garnka-996/warzywa-sezonowe-1/
http://pascalbrodnicki.pl/index.php?m=m&id=71
http://rawolucja.pl/raw-food/kalendarz-warzyw-i-owocow-sezonowych/
Mmmmmmmmmmmmmmmm, ładnie wygląda!!:
http://www.kuchniaplus.pl/kalendarz/
wtorek, 1 stycznia 2013
,, Na straganie” Jan Brzechwa
Na straganie w dzień targowy
Takie słyszy się rozmowy:
“Może pan się o mnie oprze,
Pan tak więdnie, panie koprze.”
“Cóż się dziwić, mój szczypiorku,
Leżę tutaj już od wtorku!”
Rzecze na to kalarepka:
“Spójrz na rzepę – ta jest krzepka!”
Groch po brzuszku rzepę klepie:
“Jak tam, rzepo? Coraz lepiej?”
“Dzięki, dzięki, panie grochu,
Jakoś żyje się po trochu.
Lecz pietruszka – z tą jest gorzej:
Blada, chuda, spać nie może.”
“A to feler” -
Westchnął seler.
Burak stroni od cebuli,
A cebula doń się czuli:
“Mój Buraku, mój czerwony,
Czybyś nie chciał takiej żony?”
Burak tylko nos zatyka:
“Niech no pani prędzej zmyka,
Ja chcę żonę mieć buraczą,
Bo przy pani wszyscy płaczą.”
“A to feler” -
Westchnął seler.
Naraz słychać głos fasoli:
“Gdzie się pani tu gramoli?!”
“Nie bądź dla mnie taka wielka” -
Odpowiada jej brukselka.
“Widzieliście, jaka krewka!” -
Zaperzyła się marchewka.
“Niech rozsądzi nas kapusta!”
“Co, kapusta?! Głowa pusta?!”
A kapusta rzecze smutnie:
“Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!”
“A to feler” -
Westchnął seler.
czwartek, 13 grudnia 2012
Sny, sny, sny.
Okolice mojego dawnego miejsca zamieszkania. Ogrody działkowe i nasza altanka.
Nie wiem czemu spałam tam. Przez okno widzę, hm, ciało porzucone pod domkiem obok? Kobieta ubrana w fioletową sukienkę. Przyglądam się baczniej. Porusza się. Układa do snu! Na tym zimnie? W dodatku w ciąży??
Proponuję, żeby przespała się w altanie, ona bardzo dziękuje za taką szczodrą propozycję, przyzwyczaiła się wprawdzie do spania na zimnie, ale nie pogardzi taką odmianą.
Za jakiś czas dziecko jest już na świecie, ale jeść nie dostaje zbyt często. Ot gdy mama nie jest akurat na jakimś bankiecie i nie spożywa pokarmów zakazanych, wtedy coś dziecku skapnie. W przeciwnym wypadku jest w altance, zapakowane szczelnie w folie i kocyki - szok, że żyje.
Co dalej - nie pamiętam.
Dzisiejsza noc znów przynosi obrazy z tamtych okolic. właściwie obok ogrodów działkowych mieszka rodzina L. We śnie jestem już po studiach, wchodzę na ich posiadłość, do zielonego ogrodu, który wygląda jak moja działka, ale nią nie jest. Wita mnie moje ulubione Jego spojrzenie ;) i czarodziejski uśmiech. Wychodzą "na ganek" jego rodzice. Najpierw ojciec, którego znam, później matka, którą nie wiem czy w ogóle na oczy widziałam przez lata mieszkania w okolicy. Rozmawiamy z Nim o muzyce, matka pyta mnie o to co się ze mną działo przez te lata gdy się nie widzieliśmy, na odchodne ojciec daje mi orzechy włoskie- zapakowane w drewnianych pudełeczkach po 4 sztuki. Coś za lekkie wydają mi się. Otwieram pierwsze pudełko. Są tam orzechy, ale wyżłobione przez jakaś wielką larwę, która wysysa jadalne części tych orzechów, wysnuła coś w rodzaju żywych nici, macek i pownikała w te orzechy. Miałam chęć przyjrzeć się temu bliżej, macki chowały się przy większym ruchu, kurczyły, wyprężały.
Bałam się jednak, że wypuszczę to dziwne stworzenie na świat, może że mi zrobi coś nieoczekiwanego, "wyssie jadalne części mnie"?
Oddałam orzechy informując o zawartości i nie brałam kolejnych oferowanych, żeby uniknąć ryzyka ponownego spotkania oko w oko z pełzającym oplataczem włoskich orzechów. Brrrrrr....
Nie wiem czemu spałam tam. Przez okno widzę, hm, ciało porzucone pod domkiem obok? Kobieta ubrana w fioletową sukienkę. Przyglądam się baczniej. Porusza się. Układa do snu! Na tym zimnie? W dodatku w ciąży??
Proponuję, żeby przespała się w altanie, ona bardzo dziękuje za taką szczodrą propozycję, przyzwyczaiła się wprawdzie do spania na zimnie, ale nie pogardzi taką odmianą.
Za jakiś czas dziecko jest już na świecie, ale jeść nie dostaje zbyt często. Ot gdy mama nie jest akurat na jakimś bankiecie i nie spożywa pokarmów zakazanych, wtedy coś dziecku skapnie. W przeciwnym wypadku jest w altance, zapakowane szczelnie w folie i kocyki - szok, że żyje.
Co dalej - nie pamiętam.
Dzisiejsza noc znów przynosi obrazy z tamtych okolic. właściwie obok ogrodów działkowych mieszka rodzina L. We śnie jestem już po studiach, wchodzę na ich posiadłość, do zielonego ogrodu, który wygląda jak moja działka, ale nią nie jest. Wita mnie moje ulubione Jego spojrzenie ;) i czarodziejski uśmiech. Wychodzą "na ganek" jego rodzice. Najpierw ojciec, którego znam, później matka, którą nie wiem czy w ogóle na oczy widziałam przez lata mieszkania w okolicy. Rozmawiamy z Nim o muzyce, matka pyta mnie o to co się ze mną działo przez te lata gdy się nie widzieliśmy, na odchodne ojciec daje mi orzechy włoskie- zapakowane w drewnianych pudełeczkach po 4 sztuki. Coś za lekkie wydają mi się. Otwieram pierwsze pudełko. Są tam orzechy, ale wyżłobione przez jakaś wielką larwę, która wysysa jadalne części tych orzechów, wysnuła coś w rodzaju żywych nici, macek i pownikała w te orzechy. Miałam chęć przyjrzeć się temu bliżej, macki chowały się przy większym ruchu, kurczyły, wyprężały.
Bałam się jednak, że wypuszczę to dziwne stworzenie na świat, może że mi zrobi coś nieoczekiwanego, "wyssie jadalne części mnie"?
Oddałam orzechy informując o zawartości i nie brałam kolejnych oferowanych, żeby uniknąć ryzyka ponownego spotkania oko w oko z pełzającym oplataczem włoskich orzechów. Brrrrrr....
środa, 21 listopada 2012
Post na razie bez tytułu.
16 listopada 2012 zmarła Katarzyna, szefowa mojej agencji mody Ars Media.
Po 12 latach chorowania na SLA.
Od jej śmierci myślę o jej życiu, o tym, jak wiele udało jej się dokonać mimo bycia nieruchomą i niemówiącą, nie mówić już o czasach, gdy była całkiem sprawna. Trochę zaniedbała dzieci i to jest przykre. Książka "Ołówek" nie daje dobrego wrażenia o niej jako o człowieku, takie jest moje zdanie. Nie można jej jednak odebrać odwagi, rozmachu, energii, bo taka była.
Myślę o swoim życiu.
Może jest się tak twórczym kiedy się wie, że nie ma się już nic do stracenia?
Jestem na tych fotkach. Kasia poniżej jako zdrowa i jako zmaltretowana chorobą.
Poniżej link z filmem o niej. Pokaz w Teatrze Wielkim w Łodzi połączony z przedstawieniem teatralnym jej scenariusza obmyśliła sama. Z pomocą przyszły byłe modelki Ars Media i nie tylko. Duże przedsięwzięcie. Byłam i ja.
Zmarła 16 listopada 2012. [*]
Film o Kasi - "Uwolnić Motyla"
Po 12 latach chorowania na SLA.
Od jej śmierci myślę o jej życiu, o tym, jak wiele udało jej się dokonać mimo bycia nieruchomą i niemówiącą, nie mówić już o czasach, gdy była całkiem sprawna. Trochę zaniedbała dzieci i to jest przykre. Książka "Ołówek" nie daje dobrego wrażenia o niej jako o człowieku, takie jest moje zdanie. Nie można jej jednak odebrać odwagi, rozmachu, energii, bo taka była.
Myślę o swoim życiu.
Może jest się tak twórczym kiedy się wie, że nie ma się już nic do stracenia?
Jestem na tych fotkach. Kasia poniżej jako zdrowa i jako zmaltretowana chorobą.
Poniżej link z filmem o niej. Pokaz w Teatrze Wielkim w Łodzi połączony z przedstawieniem teatralnym jej scenariusza obmyśliła sama. Z pomocą przyszły byłe modelki Ars Media i nie tylko. Duże przedsięwzięcie. Byłam i ja.
Zmarła 16 listopada 2012. [*]
Film o Kasi - "Uwolnić Motyla"
sobota, 10 listopada 2012
Piżamowe Party!
Dzień kolejny. Bardzo pozytywny i obfity w bardzo ważne rozmowy.
Miałam korepetycje z angielskiego i dzięki Agnieszce za to, bo jest moim wielkim natchnieniem do przypomnienia sobie tego języka :) Gramatyki głównie. :)
Później całą rodziną byliśmy na angielskim naszej córki. To nic innego jak bardzo ciekawe zabawy, jednak z użyciem tylko języka angielskiego (No Polish! :) O! One chessnut for Adaś! No Polish! :) ). Julka słucha płyty z zajęć i woła do nas: No Polish!! A my się bawimy w to z nią! :) Widzicie jaka dobra metoda? Metoda Helen Doron. Prosta i skuteczna. Ja polecam. Dziś cykałam młodej fotki, może wrzucę jakąś na chwilę do oglądnięcia. :)
A wieczorem? Ha! Super!
Ja i Julcia robiłyśmy kanapki :) Ja kroiłam i smarowałam kromki bułki, a ona układała na nich szynkę, ser, ogórka i listek pietruszki, a na zakończenie dodałam po kropelce ketchupu na każdą kanapkę :) Zasiedliśmy do kanapek i zaczęliśmy oglądać "My Litlle Pony" (mini mini 19:50). Kanapki smakowały wszystkim i się zrobiło rodzinnie :) Julcia jednak na swym talerzyku odwróciła kanapki do góry nogami, zeby pozbyć się wszelkich dodatków za wyjątkiem masła i tyle było ze zdrowej, urozmaiconej kolacji ;) ;) ;)
Jutro w planach na śniadanie naleśniki z nutellą, a na kolację kanapki z jajkiem ;) Zobaczymy kiedy się przełamie i zacznie widzieć przyjemność w jedzeniu kolorowych kanapek na kolację. :)
Po "My Little Pony" i tej fajnej kolacji poszłyśmy się myć. Mamy nowy rytuał mycia zębów :) Ustawiamy minutnik w telefonie na 3 minuty, Julcia startuje, myjemy zęby 3 minuty, a kiedy włącza się syrena oznajmiająca koniec czasu, każda z nas przybiera jakąś dziwną pozę i się z tego śmiejemy.
Główne mycie to szybki prysznic, żeby już w piżamce iść oglądać "Misia w dużym niebieskim domu" (mini mini 20:30) - śpiewaliśmy wszyscy:
Gdzie o gdzie o gdzie jest zjawa?,
gdzie o gdzie o gdzie jest zjawa?,
gdzie o gdzie o gdzie jest zjawa?,
gdzie ta zjawa jest?
Ta muzyczka wdarła nam się w głowy już z poprzednich oglądań i śpiewaliśmy całą drogę z angielskiego:
Gdzie o gdzie o gdzie jest brama?,
gdzie o gdzie o gdzie jest brama?,
gdzie o gdzie o gdzie jest brama?,
tutaj brama jest!
Gdzie o gdzie o gdzie jest pitbull?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pitbull?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pitbull?,
może zeżreć cię!
Hahahahahaha! Zabawa była przednia, szczególnie gdy już bardzo nie chcieliśmy śpiewać, a to samo wyrywało się do śpiewania :D :D :D
Gdzie o gdzie o gdzie jest pilot?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pilot?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pilot?,
Miś zaczyna się!
Oj wkręca się nieźle w głowę :) :) :)
A po "Misiu"?
PIŻAMOWE PARTY!!! :) :) :)
Pomodoro na 25 minut i zabawa na całego.
Najpierw w memorki :) Zabawa przednia, nawet tata się przyłączył i znów się zrobiło rodzinnie :)
Tego wieczora ja zostałam Mistrzem Pamięci ;) Julci i Bart przegranymi. Stwierdziliśmy, że dziecku łatwiej uczyć się przegrywać gdy ma towarzysza, który też przegrał, jest dorosłym i może pokazać jak znosić przegraną, no i wprowadzić fajny zwyczaj gratulowania zwycięzcy. Wczoraj ona była Mistrzem Pamięci. Nie grał z nami tata, bo nasze wczorajsze Piżamowe Party było trochę też Babskim Wieczorem :) Sporo pogadałyśmy i cieszę się z tego bardzo.
Tego wieczora byliśmy rodzinni :) :) :)
Tata w czarnej piżamie, mama w czerwonej, a Julcia w białej :)
Na mapie politycznej świata, z flagami państw, szukaliśmy jakiego państwa flagą moglibyśmy być,
Wyszło na to, że Jemenem :) No można by też uznać Syrię, Irak i Egipt. :) :) :)
Julcia miała frajdę z szukania naszych piżamowych kolorów na flagach :)
Ja i ona stworzyliśmy Polskę albo Japonię. No również Monako, Maltę, Kanadę, Indonezję, Bahrajn, Singapur i Tunezję. :)
Ja i Bart Angolę lub Papuę Nową Gwineę. :)
Istnienia flagi Julciowo-Bartowej nie stwierdziliśmy. :/ ;)
Potem przedstawiłyśmy tacie imiona wszystkich memorkowo-serduszkowych księżniczek.
Wczoraj na Piżamowym Party wymyślałyśmy dla nich imiona.
W grupie Julciowych księżniczek są: Lilijka, Julka, Różyczka, Gąsiorka, Pięknotka i Księżycówka.
W grupie moich księżniczek są: Fiona, Patrycja, Paulina, Ewa i Dilayla.
Tata nie ma swojej grupy księżniczek (z oczywistych względów ;) ;) ;) ), no i w sumie ma już swoje dwie księżniczki, po co mu więcej ;) ;)
Jeden pomodoro Piżamowe Party się skończył, to ustawiliśmy drugiego :)
Cyk cyk cyk cyk i wiadomo, że póki cyka można się bawić.
Troszkę rozmawialiśmy. Śpiewaliśmy co lubimy jeść - Julcia o miodku:
Gdzie o gdzie o gdzie jest miodek?,
gdzie o gdzie o gdzie jest miodek?,
gdzie o gdzie o gdzie jest miodek?,
gdzie ten miodek jest?
Ja o jabłkach, a Bart zaśpiewał tak:
Gdzie o gdzie o gdzie są frytki?,
z majonezem i zasmażką?,
gdzie o gdzie o gdzie są frytki?,
gdzie o gdzie o gdzie?
Julcia turlała się ze śmiechu!
Zadzwonił drugi pomodoro.
Julcia z uśmiechem stwierdziła, że koniec Piżamowego Party, położyli się, a ja im czytałam moją ulubioną bajkę z dzieciństwa - "Konik Garbusek" Piotr Jerszow. Julcia śpi jak aniołek, a ja spisuję wrażenia ze spędzonego dobrze dnia. :)
Do tego pierwszy raz zamówiłam coś na allegro przez swoje własne konto :) (długo się za to zabierałam), zainstalowałam office'a, audacity, pdf creator, (jestem zadowolona), wysłałam CV, zrobiłam dwa ruchy w szachach (gram mailowo z Krzysiem :) ) i wpadłam na dalszych 100 pomysłów!!!
To był dobry dzień.
Pa!
PS.
Nie Pytaj Siebie, Co Potrzeba Światu.
Zapytaj Się, Co Ożywia Ciebie, i Idź, Zrób To, Ponieważ Światu Potrzeba Ludzi Żywych.
Miałam korepetycje z angielskiego i dzięki Agnieszce za to, bo jest moim wielkim natchnieniem do przypomnienia sobie tego języka :) Gramatyki głównie. :)
Później całą rodziną byliśmy na angielskim naszej córki. To nic innego jak bardzo ciekawe zabawy, jednak z użyciem tylko języka angielskiego (No Polish! :) O! One chessnut for Adaś! No Polish! :) ). Julka słucha płyty z zajęć i woła do nas: No Polish!! A my się bawimy w to z nią! :) Widzicie jaka dobra metoda? Metoda Helen Doron. Prosta i skuteczna. Ja polecam. Dziś cykałam młodej fotki, może wrzucę jakąś na chwilę do oglądnięcia. :)
A wieczorem? Ha! Super!
Ja i Julcia robiłyśmy kanapki :) Ja kroiłam i smarowałam kromki bułki, a ona układała na nich szynkę, ser, ogórka i listek pietruszki, a na zakończenie dodałam po kropelce ketchupu na każdą kanapkę :) Zasiedliśmy do kanapek i zaczęliśmy oglądać "My Litlle Pony" (mini mini 19:50). Kanapki smakowały wszystkim i się zrobiło rodzinnie :) Julcia jednak na swym talerzyku odwróciła kanapki do góry nogami, zeby pozbyć się wszelkich dodatków za wyjątkiem masła i tyle było ze zdrowej, urozmaiconej kolacji ;) ;) ;)
Jutro w planach na śniadanie naleśniki z nutellą, a na kolację kanapki z jajkiem ;) Zobaczymy kiedy się przełamie i zacznie widzieć przyjemność w jedzeniu kolorowych kanapek na kolację. :)
Po "My Little Pony" i tej fajnej kolacji poszłyśmy się myć. Mamy nowy rytuał mycia zębów :) Ustawiamy minutnik w telefonie na 3 minuty, Julcia startuje, myjemy zęby 3 minuty, a kiedy włącza się syrena oznajmiająca koniec czasu, każda z nas przybiera jakąś dziwną pozę i się z tego śmiejemy.
Główne mycie to szybki prysznic, żeby już w piżamce iść oglądać "Misia w dużym niebieskim domu" (mini mini 20:30) - śpiewaliśmy wszyscy:
Gdzie o gdzie o gdzie jest zjawa?,
gdzie o gdzie o gdzie jest zjawa?,
gdzie o gdzie o gdzie jest zjawa?,
gdzie ta zjawa jest?
Ta muzyczka wdarła nam się w głowy już z poprzednich oglądań i śpiewaliśmy całą drogę z angielskiego:
Gdzie o gdzie o gdzie jest brama?,
gdzie o gdzie o gdzie jest brama?,
gdzie o gdzie o gdzie jest brama?,
tutaj brama jest!
Gdzie o gdzie o gdzie jest pitbull?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pitbull?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pitbull?,
może zeżreć cię!
Hahahahahaha! Zabawa była przednia, szczególnie gdy już bardzo nie chcieliśmy śpiewać, a to samo wyrywało się do śpiewania :D :D :D
Gdzie o gdzie o gdzie jest pilot?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pilot?,
gdzie o gdzie o gdzie jest pilot?,
Miś zaczyna się!
Oj wkręca się nieźle w głowę :) :) :)
A po "Misiu"?
PIŻAMOWE PARTY!!! :) :) :)
Pomodoro na 25 minut i zabawa na całego.
Najpierw w memorki :) Zabawa przednia, nawet tata się przyłączył i znów się zrobiło rodzinnie :)
Tego wieczora ja zostałam Mistrzem Pamięci ;) Julci i Bart przegranymi. Stwierdziliśmy, że dziecku łatwiej uczyć się przegrywać gdy ma towarzysza, który też przegrał, jest dorosłym i może pokazać jak znosić przegraną, no i wprowadzić fajny zwyczaj gratulowania zwycięzcy. Wczoraj ona była Mistrzem Pamięci. Nie grał z nami tata, bo nasze wczorajsze Piżamowe Party było trochę też Babskim Wieczorem :) Sporo pogadałyśmy i cieszę się z tego bardzo.
Tego wieczora byliśmy rodzinni :) :) :)
Tata w czarnej piżamie, mama w czerwonej, a Julcia w białej :)
Na mapie politycznej świata, z flagami państw, szukaliśmy jakiego państwa flagą moglibyśmy być,
Wyszło na to, że Jemenem :) No można by też uznać Syrię, Irak i Egipt. :) :) :)
Julcia miała frajdę z szukania naszych piżamowych kolorów na flagach :)
Ja i ona stworzyliśmy Polskę albo Japonię. No również Monako, Maltę, Kanadę, Indonezję, Bahrajn, Singapur i Tunezję. :)
Ja i Bart Angolę lub Papuę Nową Gwineę. :)
Istnienia flagi Julciowo-Bartowej nie stwierdziliśmy. :/ ;)
Potem przedstawiłyśmy tacie imiona wszystkich memorkowo-serduszkowych księżniczek.
Wczoraj na Piżamowym Party wymyślałyśmy dla nich imiona.
W grupie Julciowych księżniczek są: Lilijka, Julka, Różyczka, Gąsiorka, Pięknotka i Księżycówka.
W grupie moich księżniczek są: Fiona, Patrycja, Paulina, Ewa i Dilayla.
Tata nie ma swojej grupy księżniczek (z oczywistych względów ;) ;) ;) ), no i w sumie ma już swoje dwie księżniczki, po co mu więcej ;) ;)
Jeden pomodoro Piżamowe Party się skończył, to ustawiliśmy drugiego :)
Cyk cyk cyk cyk i wiadomo, że póki cyka można się bawić.
Troszkę rozmawialiśmy. Śpiewaliśmy co lubimy jeść - Julcia o miodku:
Gdzie o gdzie o gdzie jest miodek?,
gdzie o gdzie o gdzie jest miodek?,
gdzie o gdzie o gdzie jest miodek?,
gdzie ten miodek jest?
Ja o jabłkach, a Bart zaśpiewał tak:
Gdzie o gdzie o gdzie są frytki?,
z majonezem i zasmażką?,
gdzie o gdzie o gdzie są frytki?,
gdzie o gdzie o gdzie?
Julcia turlała się ze śmiechu!
Zadzwonił drugi pomodoro.
Julcia z uśmiechem stwierdziła, że koniec Piżamowego Party, położyli się, a ja im czytałam moją ulubioną bajkę z dzieciństwa - "Konik Garbusek" Piotr Jerszow. Julcia śpi jak aniołek, a ja spisuję wrażenia ze spędzonego dobrze dnia. :)
Do tego pierwszy raz zamówiłam coś na allegro przez swoje własne konto :) (długo się za to zabierałam), zainstalowałam office'a, audacity, pdf creator, (jestem zadowolona), wysłałam CV, zrobiłam dwa ruchy w szachach (gram mailowo z Krzysiem :) ) i wpadłam na dalszych 100 pomysłów!!!
To był dobry dzień.
Pa!
PS.
Nie Pytaj Siebie, Co Potrzeba Światu.
Zapytaj Się, Co Ożywia Ciebie, i Idź, Zrób To, Ponieważ Światu Potrzeba Ludzi Żywych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







