środa, 31 grudnia 2025

Ostatni dzień roku 2025 cz.2

 Czerwony kalendarz z 2023. Mam nadzieję, że nie jest tu wiele odkrywczych treści do spisywania... 

"Wiem już, że istnieje tylko teraz. Tu w teraz stwarza się wyborami, decyzjami, czynami to, co będzie. To co było również nie istnieje, jest to tylko zapis pamięciowy. Ponownie: ISTNIEJE TYLKO TERAZ. 

A może żadnego wpływu nie ma? Wpasowuję się w już istniejący wzorek?"

"Warunek Hamiltona - skąd kamień wie."

Słońce pięknie świeci, idę na spacer. 


Ostatni dzień roku 2025

 Ktoś napisał na grupie whatsapp:

,, Wchodzimy w jedną z najbardziej subtelnych, a jednocześnie najgłębiej działających faz cyklu świadomości.
Rok 2025 to wibracja Uniwersalnej Dziewiątki nie jest zwykłym „końcem roku”.
To domykanie całych linii czasu, to zamykanie starych wersji siebie, to ciche odpinanie programów, które przez wiele wcieleń były noszone w polu Duszy.
🪷🪷❤️❤️❤️🪷❤️
Wiele osób doświadcza teraz:
🪷 skrajnego zmęczenia bez wyraźnej przyczyny
🪷 nagłej potrzeby samotności i wyciszenia
🪷 snów, które coś „odmykają” w pamięci
🪷 fal emocji, które nie są związane z teraźniejszością
🪷rozmycia umysłu, mgły w umyśle, spadku motywacji
🪷 wrażliwości 🪷To nie jest cofanie się.
To jest głębokie rozplątywanie starej tożsamości.
🪷🪷Twoje ciała kalibrują się w przestrzeni Nowej Ziemi.
🪷🪷🪷🪷🪷🪷Teraz jesteś w fazie rozbierania starego domu od środka.🪷
To, co wychodzi wspomnienia, lęki, stare relacje, wzorce miłości, poczucie winy, zależności
nie przychodzi, by Cię zalać.
Przychodzi, by zostać domknięte🪷 Uniwersalna Dziewiątka nie pcha do przodu.
Ona zamyka za Tobą drzwi, które już nie są Twoje.

W tym czasie zmienia się też znaczenie bezwarunkowej miłości.
Nie jest już poświęcaniem siebie, milczeniem, tolerowaniem ran i niespójnych relacji.
Prawdziwa miłość to teraz:
🪷szacunek do własnej energii
🪷prawda bez agresji
🪷 granice bez poczucia winy
🪷odejście bez nienawiści
🪷 pozostanie bez zaprzeczania sobie

To dlatego wiele relacji, przyzwyczajeń i schematów przyspiesza teraz swoje „rozpadanie się”.
Nie po to, by Cię zranić.
Po to, byś nie zabrał_a ich do nowego cyklu.
🪷🪷🪷🪷🪷🪷
Końcówka tego roku jest cicha, ale potężna.
To czas wewnętrznego porządkowania, uproszczeń, wycofania się z hałasu świata.
To czas, w którym Dusza zamyka stare kontrakty, karmiczne pętle i linie przeznaczenia, które już nie są potrzebne Twojej dalszej drodze.

Nie musisz niczego przyspieszać.
Nie musisz „działać”.
Twoim zadaniem jest pozwolić, by stare wersje Ciebie mogły odejść w pokoju.
🪷🪷🪷🪷🪷
Bo to, co się teraz domyka, robi miejsce na coś zupełnie nowego...".

I biorę sobie z tego co mi pasuje. Np, że coś się domyka. Że cykle się domykają. Ja bym chciała domknąć porządki ze skrzyneczki. A skoro już zaczęłam tak głęboko, duchowo, nie wiem jak to nazwać, to zawartość skrzynki bardzo się wpasuje.

Budda rzekł: LATEM JEST CIEPŁO, ZIMĄ JEST ZIMNO. Tak to zamyka szum w umyśle, że szok. Po prostu stwierdzenie życiowego faktu kończy rozkminy. Tak na mnie działa ten cytat.

W starym roku zostawiam dużo. Do rozwiązania jest taki supełek: NIE WIEM CO MAM ROBIĆ. Czynności rozmaite wydają się stratą czasu. Z działaniami jest przyklejone niezrozumiałe uczucie marnowania czasu, poczucia winy, jakiegoś stresu, jakbym kradła czas, który "powinien być" przeznaczony na coś innego. Męczę się z tym, bo czasem siedzę w stresie i nic nie robię, a lista zadań przesuwa mi się w mózgu, jak koło fortuny... Chciałabym to uczucie zostawić w starym roku. Czym je zastąpić? Gdyby zignorować to myślenie, a trzymać się jakichś założeń? List mam 5000, co z tego wynika? Tylko nadmiar list.

W 2026 ćwiczę PAMIĘTANIE SIEBIE (jest o tym gdzieś wpis tu na blogu, jak znajdę to podlinkuję), co zakłada, że wszystko co robię jest sensem samo w sobie. W ten sposób przepłynę przez działania ze względnym spokojem, w każdym razie będę nad tym pracować i to rozwijać. Postanowienie? Z nimi tak się dzieje, jak z wszelkimi moimi projektami. Są mocnym początkiem i brakiem końca. Zostawiam to w starym roku.

Rozwijałam 12 projektów. Intencja rzucona w kosmos działa samoistnie. Jakby ziarno zasiane niepilnowane wzrastało, a potem zaskakuje obecność plonu, o WOW. Otworzyłam firmę, swoją cudną MatPaprykę. Warta jest wszystkiego i kocham ją. Gdyby to ode mnie zależało, to chyba by nie powstała. Po prostu lęk skutecznie mnie podcinał, nadmiar myślenia opóźniał działanie. Ludzie, którzy stanęli na mojej drodze dodawali otuchy. Mój kuzyn: nie ma czego się bać, moja księgowa: jest pani w dobrych rękach, otwiera pani firmę odpowiedzialnie, spokojnie. I stało się. I jestem zachwycona.

Wpis z kalendarza: "Minęło sporo czasu. Jest OK, jest ogarnianie, jest pewność siebie. Koncepcja, ze wszystko jest iluzją wchłonęła się. To, że umysł sobie coś tam roi, że się nie chce, że dużo, że nie da rady, są rojeniami, które tworzą iluzję, w którą wierzy ciało. Jest w niewoli umysłu automatycznego, a nie podlega decyzjom i kierunkowi, który nadaję intencjonalnie. Dziwne dwa zdania. Krótko mówiąc myśl to nie jest prawda. Nawet z tak gadającym umysłem można zagłębić się w mycie naczyń czy sprzątanie w szafce. (MHM, TEORIA UMYSŁOWA...) Naprawdę (MHM...) I satysfakcja robi rodzaj stabilności i wzmocnienia (TO AKURAT PRAWDA. TA KARTKA NA ŚMIETNIKU JEST TAKĄ SATYSFAKCJĄ), zwiększenia wiary w siebie, polepszenia samopoczucia, wiary w sukces i chęć robienia dalej. (DOPAMINA ZNACZY)." (TO DOPISKI Z TERAZ)

Teraz kartka notatek o lęku z webinaru z osobą, której nie polecę, więc nie powiem z kim. "Wiara w siebie rozwiewa lęk. Boimy się dlatego, że nie wierzymy sobie. MAM SIŁĘ WEWNĘTRZNĄ DAM SOBIE RADĘ SPOKOJNIE, NAUCZYSZ SIĘ

Lęki to nie nasze lęki! Kto się bał tego, czego teraz boisz się ty?"

Teraz kolejna kartka i notes wolny od zapisków leci na kupkę o Feng Shui, bo to zaczęty projekt do skończenia. Jest taki gość i się nazywa Gary Vaynerchuk. Ma raczej ADHD, bo gada jak nakręcony, na kawie z koksem zamiast cukru. Ale on nie robi planów na kartce. On DZIAŁA. I ja to biorę w 2026, bo planów naprawdę miałam wiele i nic z tego nie wynikło.

Dobra, to co jest na kartce: "Jestem warta miliony tylko dlatego, że jestem. Zarabiasz na tym kim jesteś. To kwestia czasu i wytrwałości. Świat jest w stanie zapłacić za wszystko." To parafraza słów Adriana Kołodzieja - czarodzieja sprzedaży produktów cyfrowych, high ticket i innych takich. "Jak mogę to osiągnąć? Bo mogę. Będę szukać sposobu. Zbieram dowody na to, że się da. Miejmy jednak dobrą zabawę."

"Zasiewaj w głowie slajdy, wizje, których chcesz, poczuj się komfortowo z tą wizją."

"Czasem sam zakładam firmę i umieszczam ją na giełdzie." (AHAHAAAAHAHAHAHAA)

I kartka won do kosza!

Kolejna, pytanie: "Czy jest zagrożenie życia lub zdrowia? NIE? To odetchnij. Zapytaj siebie: o co nie dbam? Jaka potrzeba nie jest zaspokojona? Weź się tym zajmij." A potrzeb jest 5 fizjologiczne, bezpieczeństwa, więzi/przynależności, uznania i własnej wartości, sensu i samorealizacji. A wg Embrace: Bezpieczeństwo, Uznanie, Akceptacja, Uwaga, Miłość.

"Odczep się od tego, co jest w głowie."

"Jeśli idę drogą, która mi pasuje, czuję radość i spokój. Wdzięczność rodzi radość, przekonania blokują dostępy. Radość można wywołać przez ruch. Inteligencja emocjonalna - kompetencja przyszłości. Emocje mają przepłynąć, a nie być zblokowane w ciele."

OK, strony powyrzucane i 4 notesy są uwolnione od notatek. I ja też!

To teraz czerwony kalendarz. Tam są notatki ze szkolenia na temat giełdy, ale nie tylko. Tutaj, czy w nowym poście? W końcu to sprzątanie cały czas. Ha! Mam chęć wdrożyć tydzień wyrzucania zbędnych rzeczy - tyle, że na tym chyba się zatrzymałam...



niedziela, 28 grudnia 2025

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.4

Żeby nie było, nie tylko skrzynka z papierami jest do rozbrojenia. Mam do przejścia prawdopodobieństwo - powody personalne, mam stretkę obiektów służących malarstwu i ceramice, które nie posiadają stałego miejsca i, najważniejsze, mam do stworzenia cyfrowy produkt MatPapryki, na początek dotyczący funkcji kwadratowej a konkretnie równań i nierówności. 

Być może segregowanie papierów ze skrzynki to była jedna wielka ucieczka od tego co WAŻNE. Na tyle napawa mnie niepewnością ten mój projekt, że segregowanie skrzynki to zasłona, problem poboczny. On też oczywiście zużywa energię i to jak. Powinnam pracować nad projektem... a robię coś zupełnie innego. Ucieczka, prokrastynacja, dramat. Bo dzień za dniem mija i nic się nie zmienia. Ubzdurała sobie moja głowa, że jak wysprząta w mieszkaniu, to wtedy, w tym posprzątanym, zasiądzie, zacznie i zrobi... Napracuję się, ale nie posunę ani krok do przodu, czuję to bardzo mocno.

No cóż. Kiedy ma się tyle przedmiotów co ja, to zastępcze rzeczy do robienia bardzo łatwo znaleźć... (Za dużo wielokropków, no trudno. To jest odczucie pewnego zawodu swoją osobą. Zawodzę siebie, źle się z tym czuję. Wielokropek.) 

OK. Dziś dokończę tę moją skrzyneczkę, będzie o tyle mniej do posprzątania, jest to pewna ulga, pewien zastrzyk dopaminy związany z kończeniem czegoś. Może zawartość tego wszystkiego trzeba podzielić na małe fragmenty, które łatwo zakończyć? Wtedy zastrzyk dopaminy będzie motywował jak należy? Próbujemy? 

Taaaaa. Biorę skoroszyt, a tam wysypują się niewpięte koszulki, bo kiedyś ODROCZYŁAM DECYZJĘ... Wielokropek. 

No to teraz zajmuję się skoroszytem, bo KIEDYŚ  się nim nie zajęłam. I tak jest ze wszelkim odkładaniem. 

A propos odkładania. Odkładanie rzeczy na miejsce sprawiają, że znajdują się na swoim miejscu i wyeliminowane jest wtedy szukanie. Tak, odkładać rzeczy na miejsce. 


Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.3

 Minęła godzina. Pozbyłam się trzech książek odzyskując z nich zadania do skoroszytów. Natrafiam na pewien problem. Książki różnie dzielą działy matematyki. Ja mam dwa oddzielne skoroszyty na pewien dział, a tu wszystko jest władowane w jeden. Umysł, który w decyzyjności traci energię w sposób znaczny może doznać znów chęci ucieczki, bo decyzja co zrobić z tym fantem wykrzacza system. Po prostu taka decyzja może przerosnąć. Nie śmiej się, Niestety tak jest. 

I gubienie przedmiotów. Właśnie zgubiłam nożyczki. To też potrafi wykrzaczyć system. Chce mi się płakać i rzucić wszystko w cholerę, jednocześnie wiem, że to marzenie rzucić to w cholerę, bo jest to do zrobienie i będzie, dopóki nie podejmę decyzji, np. wyrzucić to wszystko na śmietnik. 

Tylko mam wrażenie, że wyrzuciłabym wtedy dziecko z kąpielą, bo wśród powtarzających się definicji w różnych książkach są perełki. Np. zwięźle zrobiony temat trójkątów wpisanych w okrąg. WOW. Jak dobrze, że nie wyrzuciłam tego do kosza. Tylko co z tym dalej... 

Tak! Przypomina mi się! "Zajmujesz się głupotami! Zajmij się tym, co potrzeba!". Mam poczucie marnowania czasu... Słabe to. Tylko, że mam prawie 50 lat i sama decyduję o własnym czasie. Czemu ten głos tam wewnątrz jest tak mocny, że odpala emocje? KASUJ, KASUJ, KASUJ, to mój czas i moje decyzje! Ekhart Tolle mówi: sensem segregowania książek jest segregowanie książek. No nie powiedział dosłownie tego, ale chodzi o całkowite skupienie na czynności, jakby była jedynym, co w tej chwili istnieje. Bo tak właśnie jest. A przynajmniej tak ma być. 

Jeśli robię coś, a mój umysł wędruje gdzieś indziej, to nie jestem ani tu, ani tam.

OK. Ogarnęłam książki matematyczne, są podzielone na działy, gotowe do wpięcia do skoroszytów. Ale skrzynka kryje jeszcze inne kategorie. Pamiętniki, zeszyty, kalendarze, wideo rejestrator do auta, jakiś sznurek, przywieszki na ścianę podtrzymujące pnącza roślin... I znów awaria w mojej głowie... Aaaaaaaaaaaaa, za dużo tego! 

Badanie stanu wewnętrznego:

  • reakcje fizjologiczne? Ścisk w żołądku, pisk w głowie, grymas niechęci na twarzy.
  • emocje? wstręt, (awaria systemu, nie czuję emocji, albo nie rozpoznaję ich). Co to za emocje, gdy masz ochotę płakać i krzyczeć, chcesz uciec w siną dal i nigdy nie musieć do tego wracać? Kiedy masz awarię i chcesz zwinąć się w kulkę i już nie musieć się rozwinąć? Kiedy chcesz już świętego spokoju i żeby nikt nic do ciebie nie mówił? Co to za emocje? 
  • myśli? Za dużo wszystkiego, nie dam rady, nie mam siły, to się nigdy nie skończy. 
  • zachowanie? Chowam się w ramiona, w dłoniach chowam twarz, mam zatrzymanie na krawędzi. 
To co wypisałam u góry to tak zwana kajzerka. To z psychologii w nurcie poznawczo behawioralnym. Dwie z powyższych kategorii można zmienić. Na dwie mam wpływ. Na myśli i na zachowanie. 
Myśli można skierować na tory: dużo już zrobiłam, dobra robota. Powoli, nie wszystko na raz, konsekwentnie, krok po kroku, z szacunkiem do siebie i swojej pojemności. Jeśli masz dość, odłóż, ale przyjmij, że wrócisz do tego wieczornej lub jutro rano. Wieczorem nie polecam, bo do podejmowania decyzji potrzeba jest świeżej energii. Mózg, który doświadczał dnia już trochę tej energii zużył na przetwarzanie bodźców. Wtedy takie zadanie jak moje może być przytłaczające jeszcze bardziej. 
Zachowanie. Hm. Wstań, pooddychaj, porób trochę skłonów, zrób sobie coś do picia. Po tym odstąpieniu o krok uspokój system nerwowy. Wydech dłuższy niż wdech, zrób tak kilka razy. Pomyśl o tym, co już udało się zrobić, niech umysł ma odniesienie a nie widzi tylko górę do zdobycia przed sobą. 

OK. To ja idę pooddychać, zrobię bastrikę, uczeszę włosy, umyję zęby, zrobię 10 przysiadów, wrócę i sprawdzę co będzie dalej. 

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później... cz.2

 Może dołączysz do mnie? Może masz jakąś małą stertkę bałaganu, która ściąga troszkę uwagę. Ona pobiera energię. Twoją. Wszystkie niepodjęte decyzje tak robią. 

Stajemy z tą stertką twarzą w twarz. Czujemy emocje. Nazywamy je. Wdech - wydech, jeszcze raz wdech - wydech. Powtórz: "Te emocje są moję, widzę je, akceptuję, przyjmuję. Dziękuję, ze jesteście, dziękuję, że niesiecie informacje." 

I wchodzimy. Dzielimy zawartość na kategorie. To powinno pójść jakoś. Kolejny krok to decyzja w każdej kategorii. Co zatrzymujesz? Czego się pozbywasz? U mnie jest ciekawa sprawa. Mam "milion" książek do matematyki i internet, czyli zadań całe morze. Nie umiem wyrzucić żadnej książki. Bywa, że dokupuję jakąś! Zalewa mnie ilość książek, materiałów, kserówek. W ramach sprzątania świątecznego wszystko posegregowałam. Założyłam każdemu działowi skoroszyt. Pogrupowałam kserówki, notatki, książki, których nie chcę już na półkach a nie umiem wyrzucić - skrzywdziłam... Porozrywałam je na działy i przyporządkowałam do odpowiednich skoroszytów. Ja stworzę swoją książkę. Będzie po mojemu i już nie będę korzystać z "miliona" książek, tylko z jednej. Swojej własnej. I nich tak się stanie.

Dobra, wracam z krainy marzeń. Tak pięknie i lekko ucieka się od tego, co trzeba robić. Wracamy, wracamy, samo się nie zrobi. 

Trochę czasu zajmuje to segregowanie. Do zobaczenia, gdy już będzie posegregowane.

Prokrastynacja, czyli zgubne odkładanie na później...

 To nie będzie opowieść o psychologicznych podstawach tego zjawiska jakim jest prokrastynacja. Będzie to opowieść z własnego podwórka i z własnych doświadczeń przez lata zbieranych i analizowanych. Będzie to opowieść z tu i teraz nawet, bo właśnie rozgrzebałam pewną skrzynkę, w której ułożone były rzeczy, które nie mają swojego miejsca. Odkładałam zajęcie się nimi, omijałam jakby nie istniały, czując jednak pod płaszczykiem udawanego spokoju, że ta skrzynka tam jest i woła i muszę i powinnam, tylko tak bardzo nie mam ochoty.

Tak samo było z pracą magisterską, z różnymi projektami na studiach, biznesplan na zarządzaniu pisałam o 19 poprzedniego dnia, totalnie bez składu i ładu. Coś w tym jest, że na ostatnią chwilę pracuje się skutecznie, bo adrenalina robi swoje. Tylko potem jest ciekawy efekt wzmacniający nawet tę prokrastynację. Skoro się udało, to znaczy, że taki sposób działania jest skuteczny. I oto usprawiedliwiliśmy prokrastynację i utrzymujemy ją w mocy. 

W jaki sposób zatem w końcu wzięłam się za tę skrzynkę z różnościami. Ech, szczypie mnie ona nawet kiedy o niej piszę. Jest odpychająca, odstręczająca, czuję potężną niechęć. 

W zasadzie im dłużej myśli się o tej rzeczy, którą się powinno a się jej nie robi, tym bardziej ona rośnie. Rośnie w umyśle, rośnie, rośnie i wydaje się w pewnej chwili nie do przeskoczenia. Ogromna, odstręczająca, no właśnie, jak ta skrzynka. 

Wyjęłam wszystko co tam jest. Dotknęłam pierwszych rzeczy z zapytaniem siebie co z tym zrobić. Czułam jak chce mi się spierniczać od tego, schować to z powrotem i udawać, że nie istnieje. Decyzje. Tu są do podjęcia decyzje. Odkładanie na później to odraczanie decyzji. 

Chwilowo zajmę się czymś, co z angielska ma nazwę clutter. Graty. Zagracenie. Nie wiem, czy to słuszne w odniesieniu do skrzynki, ale czuję wyraźnie, że tam jest zbiór rzeczy w stosunku do których odroczyłam decyzję, a teraz stanęłam frontem do wyzwania i płakać mi się chce. 

Dobra, podzielić rzeczy na kategorie, to da się zrobić. 

No i zaczęłam dokumentować akcję porządkowania tu na blogu - czyżby to ciekawa forma ucieczki? A fb przejrzymy, a zaraz telefon i za 3 godziny znów spakuję to wszystko do skrzynki i odłożę na później. No nie, nie nie nie, nie tak ma być. 

Przy pierwszym kontakcie z zawartością skrzynki wzięły mnie w tany rozpacz i odstręcz. OK, czuję, przyjmuję, to jest znak od ciała i umysłu, żeby tam nie wchodzić, bo to nieprzyjemne. Ale w sumie czemu nieprzyjemne? Bo podejmowanie decyzji wymaga energii, a my jako organizm, który kiedyś z trudem pozyskiwał energię do życia, ciągle jest w trybie jej minimalnego wydatkowania. Dlatego to wysiłek jest. To nic, że żyjemy w epoce biedronek i w jedzeniu można się kąpać i spać. Nadal oszczędność energii jest trybem domyślnym. 

No dobra, idziemy w decyzje... 

czwartek, 25 grudnia 2025

Święta...

Wigilię spędziłam z córką. I miałyśmy fajny, wesoły czas. Piekłyśmy, gotowałyśmy, wreszcie jadłyśmy licząc potrawy do 12. To był przyjemny wieczór. 

Kilka paczek nam nie dotarło na święta, no trudno, cóż zrobimy. Będzie spóźniony prezent. 

Obudziłam się po 3 nad ranem. I tyle spania. Odpływam, ale nie zasypiam, taki to męczący stan zmęczenia i niemożności zaśnięcia. 

Dziś 25 grudnia, idziemy do moich rodziców, będzie moja siostra z rodziną, będzie pełna chata. I spoko. Tylko na wigilii jest jakieś ciśnienie, ten wieczór jest garem bigosu, albo lepiej grochem z kapustą... Na nim jest obciążenie niewyrażonych żalów, jakiś pozostałości przeszłości zmieszane z blaskiem choinki, radością prezentów i przejedzeniem. Wigilia to dziwny dzień. Podzielić się opłatkiem znaczy z zasadzie co? Życzyć? Przebaczyć? Odciąć przeszłe guano? No ale to jest jak z grzesznikiem, który co miesiąc spowiada się z tego samego. Nie czuje się ulgi, dopóki ten, co robił przykrość, nie przyjmie winy i nie postanowi poprawy. A tam postanowi, nie wdroży! Jeśli mam zatargi z kimś tam, to nie lezę do niego z opłatkiem. 

GPT: Łamanie się opłatkiem symbolizuje pojednanie, przebaczenie i gotowość do dzielenia się sobą. To znak zerwania barier, uznania drugiego człowieka i budowania wspólnoty na nowo. 

Ale ileż można? Trzeba umieć wpuszczać ludzi tylko w pewnym stopniu. Trzeba potrafić dźwigać ich z akceptacją, takich jacy są. Trudne to. 

Ja nie lubię opowieści dziwnej treści rozdmuchanych do najmniejszych szczegółów, z których nie wynika żadna konkluzja. Ot mielenie ciszy. Męczę się wtedy, mój mózg się gubi w tych szczegółach, szuka związku, szuka dokąd prowadzi ta opowiadana ścieżka. A ona nigdzie nie prowadzi. Rozwija się prawie jak papier toaletowy. Prawie, bo nie ma końca... 

I tu przychodzi granica własna, tylko z kulturą oznajmiona. No i tu pytanie. Czy to jest akceptacja kogoś, kiedy zamykam mu twarz, bo nie chcę go słuchać? A czy pozwalanie na awarię w mózgu to nie jest pastwienie się nad sobą? Ja tu nie widzę dobrego rozwiązania. Niestety. Ale może za mało potrafię. Zabieram swój mózg i chronię go we własnym domu. W ciszy. No może przeplatanej awanturami dziesięciolatka piętro wyżej i koronką do miłosierdzia bożego piętro niżej. Czas znaleźć inną miejscówę. 

Wszystkiego dobrego na Święta i nie tylko.

wtorek, 23 grudnia 2025

Czas pomiędzy czasem

 Czy jakoś tak. 

Te kilka dni od przesilenia zimowego począwszy są takimi, którym nadałam znaczenie. Nie ja pierwsza, bo podłączyłam się pod to, co tworzy Monika Burzyńska. 

20 grudnia był pierwszym dniem i najkrótszym ze wszystkich - Karaczun. I w tym dniu trzeba było pozbyć się wszelkich projektów, myśli, czegokolwiek, co już nie służy - hm, za późno się zabrałam za sprzątanie, bo nadal jestem po środku chaosu, mimo, że tyle już zrobiłam. Bardzo dużo rzeczy pozbyłam się. Moje dziecko bardzo mi pomogło. Ona nie ma problemu z wyrzucaniem. Nie używasz - wyrzuć. Podłączyłam się pod nią. Zrobiła porządek w pokoju u siebie i jest zadowolona, widzę to. Będzie mieć też lepszą energię, zawsze tak jest.

Ja siedzę przy kawie i to jedyna chwila kiedy nie robię kilometrów po tym moim mikro mieszkaniu. Zrobiłam listę rzeczy, które jeszcze wymagają zrobienia i mam postanowienie, że w kolejnym roku 20 grudnia to ja będę już mieć wysprzątane. Już wiem jak, bo do tej pory miałam ogromny problem z pozbywaniem się rzeczy. Kiedy się zacznie, to już jest prościej. Zaczęłam od grzebieni. Używam dwóch, a miałam 10, różne. Zostawiłam tylko te, których używam. I nie tęsknię. Wyprzedaję jakieś kosztowniejsze rzeczy na Vinted. Zresztą nie tylko kosztowniejsze. Ubrania się nie sprzedają mi, więc żeby ich nie trzymać, zanoszę do PCK. Tam przyjmą chętnie. Zwolniłam dwa worki miejsca u siebie w szafie. Też przekładałam rzeczy z miejsca na miejsce, bo nigdy nie założyłam jakiejś sukienki, wolałam inną. No to ta niewybrana poszła do innych ludzi, oni będą zadowoleni i ja też. Niebieski golf, który nie jest moim kolorem, spodnie, które są lekko za krótkie, kurtka, której rękawy odsłaniają moje nadgarstki... Nie lubię, do widzenia. Nie musze już nosić takich, bo tylko takie mam. Teraz mam dużo opcji nabyć inne rzeczy, takie, które są totalnie zgodne ze mną. Czekam na godzinę 8:00 - panie otwierają PCK. 

Wytłoczki po jajkach zaniosę na rynek, zawsze są chętni brać je. Obrazy nad którymi popracuję później zaniosę do piwnicy, zajmują za dużo miejsca. O, ramy mogę też zanieść! Świetnie, że o tym pomyślałam. Zostanie jeszcze skrzynka matematycznych kartek do posegregowania... no i tuzin pomniejszych rzeczy do ogarnięcia zanim mogę powiedzieć: ufff, koniec roboty, nadeszły święta. 

Wracając do wyjątkowości dni. Każdy dzień symbolizuje jeden miesiąc roku. 21 grudnia to styczeń i trzeba sobie notować co się zadziało, żeby jakoś tam powiązać później to z wydarzeniami w styczniu i wiedzieć jak się to wiąże. To dla mnie bardzo ciekawa koncepcja. Odkąd spotkałam się z nią, nie mam już cierpienia związanego ze świętami, bo szczerze nienawidzę tego stresu, tej narzuconej konieczności, tej tradycji, którą generalnie odsunęłam od siebie dźwigając niezadowolenie przodków w postaci rodziców czy żyjącej jeszcze babci. Ciężko to dźwigać. Niby mam prawo wybrać po swojemu, nawet nie niby, no ale z każdą decyzją idą konsekwencje, a te nie są przyjemne. Nie jest wcale dobrze działać przeciwko sobie, trzeba coś wybrać. Wybieram siebie i wszystko mi jedno, co kto na to. 

22 grudnia to odzwierciedlenie lutego - wypychałam demony w kierunku przedpokoju okadzając białą szałwią i nie tylko. Porządkowałam półki, schowki, szafy, pawlacze, zostawiałam tylko to, co chciałam mieć na tych półkach, a reszcie trzeba było albo znaleźć miejsce, albo wskazać kierunek przedpokój. 

Dni dalsze - wczoraj 23 grudnia rządził bóg Weles. Monika pokazywała oddech milionera :D. Nie mam całkowitej wiary w takie różne nowe dla mnie sprawy, ale biorę sobie z tego to, co służy mojemu życiu. Co mi pasuje i jest zgodne ze mną. 23 grudnia odpowiada marcowi. Jakoś był to dzień wysycony relacjami. Napracowałam się też dużo. Zrobiłam dobre uczynki.

Dziś... 24 grudnia - kwiecień - szybko ten rok leci :D. Już kwiecień! Nie wiem jeszcze co w kwietniu, bo Monika nagrywa swoje filmy nie tak z rana. 

Dobrego dnia! 

piątek, 19 grudnia 2025

Czas wolny

Czas wolny w życiu dorosłego człowieka to coś bardzo dziwnego. Jako dziecko nie miałam innej myśli niż radosna na hasło "czas wolny". Teraz nie ma czegoś takiego jak czas wolny, bo każda chwila wydaje się być zajęta. Czy masz tak, że leżysz i próbujesz czytać albo oglądać coś, a umysł fika koziołki tam w głowie i masz gdzieś czytanie i film, bo energia na skupienie poszła sobie w fikanie koziołków. I towarzyszą temu zwykle jakieś przykre uczucia. 

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Środek grudnia

Mój stan się nieco poprawił. Leki zaczęły działać, ja również. 

Odliczanie do końca roku - może teraz się uda codziennie napisać post. Takie pisanie terapeutyczne. Dokąd mnie ono zaprowadzi - nie wiem, właśnie dlatego jest terapeutyczne. Czemu online i czemu publicznie? Bo tak. I tak tego nikt nie czyta, a może jeśli nawet czyta, to znajdzie tu coś dla siebie. Ludzie się barują z różnymi rzeczami. Myślałam, że tylko ja nie ogarniam tego życia. Ogarniam, jak każdy. Jakoś ogarniam. 

W przyszłym roku skończę 49 lat. Jest to tak duża liczba, że szok. Potrzebuję wyjść z fantazji, że mam 26, bo nie mam, ani wizualnie, ani kondycyjnie. W zasadzie chyba właśnie próbuję uruchomić w głowie stereotyp kobiety lat 49, tylko po co. Po co chcę się dopasowywać do wieku, dla kogo? Dla ludzi? Ludzie, dla Was? A czemu? 

OK, ja to ja. Jedno życie. I zrobię po mojemu, a co mam do stracenia? I tak wszyscy umrzemy. W końcu. Znaczy na końcu życia. Nie marzę o tym, żeby stało się już, ale nie mam nic przeciwko. 

Wchodzę z program z Moniką Burzyńską na temat odgracania przestrzeni -posprzątać duszę, choć jak widzę jest to program z wiosny :D No koniec zimy to wiosna, więc się zgadza :D Choć w medycynie chińskiej przesilenie zimowe to sam środek zimy. 
Wchodzę w program z Mirandą Kubasiewicz w podróż do końca roku.
Jestem w programie z Mariuszem Mrozem - świetne sesje oddechowe. 
Jestem w programie z Hubertem Pierzchało - to już combo dotyczące pracy z ciałem, emocjami i umysłem. Bastrika, shaking, taniec, piękne!
No i jestem w programie z Darią Dahl - adwentowe oczekiwanie - wciszozagłębianie. Jak zwykle siada głęboko i następują nieoczekiwane wglądy. 
Ach, no i ciągle jestem u Dawida Pasieki na kursie - zarabiaj online z matematyką. Czad!!

Wglądy. Wczoraj miałam jeden. W przedpokoju. Tylko kurcze dziś już nie pamiętam. Idę tam, może mi się przypomni. Ważny był. Ciekawe, czy jeśli o nim zapomniałam, to się zintegrował czy schował w nieświadomość z powrotem. Hm, jak przyszedł raz, to drogę ma już przetartą i pokaże się znów. Tak chcę. 
Chodziło o porządki. Ponieważ muszę sprzątać, to nie mogę się zajmować tym czym CHCĘ się zajmować. Pojawiła się chwilowo jakaś rozpacz z przeszłości. Moje zagubienie w moim świecie i  w moich super rzeczach musiało zostać odsunięte, może coś zostało zniszczone, zostało nazwane głupim i stratą czasu okraszone podniesionym tonem, który sugerował, ze jestem do kitu, bo nie pomagam, nie sprzątam, nawet się nie uczę tylko się zajmuję głupotami. I zawsze jak brałam coś swojego, to miałam poczucie, że zajmuję się głupotami, a naczynia na zmycie czekają. No i ch.. . Niech czekają. Mam 49 lat, nie 14. Mam swoje miejsce na świecie i chcę wieść swoje życie, nie takie jak chce ktoś. Ten ktoś ma swoje życie, niech się nim zajmie. 

Stworzyłam swoją MatPaprykę, najświeższe dziecko. Wczoraj nagrałam 3 filmiki o pierwiastkach sześciennych. Poprzedni tydzień segregowałam wszystkie kartki jakie miałam na półkach na kategorie matematyczne. Brutalnie rozrywałam też podręczniki na działy, bo uczę matematyki działami, idę z uczniami. Wtedy w jednym skoroszycie mam wszystko czego potrzeba, żeby nauczyć kogoś pierwiastków, geometrii analitycznej albo równań kwadratowych. 

Dziś wstałam o 5, pewnie około 12 padnę senna. Zajęć będzie 3 godziny. Ceramiki 2 godziny. Poza tym dalsza część porządkowania czy też zakupy skoro i tak jeżdżę po mieście? Obraz muszę dokończyć oraz twór z gliny, który ma stanąć na biurku z długopisami, linijkami, kalkulatorem i napisem MatPapryka.

 O jak ja kocham tę MatPaprykę. Jest tak całkiem moja. Nikt mi się w to nie wtrąca, robię sobie po swojemu. Jest wspaniale. 

OK. Dobrego dnia. Jest prawie 7. Idę się wyjąć z piżamy.  

sobota, 15 listopada 2025

Szukam Swojego Człowieka

Długo barowałam się z nadmiarami rzeczy u siebie. Ciągle jest ich dużo, ale jest możliwe posprzątanie. Potrzebuję weny tylko. I siły. Dziś odpoczywam. 

Włączyłam youtube, wskoczył mi film o porządkowania zagraconej piwnicy, (która jest wielkości trzech moich mieszkań). Osoba zmaga się z hoardingiem i ADHD. 
12:26 fragment filmu pan mówi o rzeczach, które zawsze znajdują się w domu, gdzie jest ADHD.

  • Słoik z kulkami (marbles) - mhm, mam
  • Jakiś pojemniczek z muszelkami - hmh, mam
  • Pojemniczek z piaskiem - mhm, mam
  • Notatniki, zeszyty, które mają zapisanych kilka początkowych stron - mnóstwo ich - mhm, mam.
  • W tych notatnikach szkice domu, który kiedyś wybuduję i plan naprawy mnie, zmiany na ogarniętą, zorganizowaną, skuteczną, o ja pierdzielę, ten człowiek mówi o mnie... Nie spodziewałam się prawdy od tej strony. 
  • Miks rzeczy ważnych i śmieci. Może mam jedno takie pudło, które wypełniłam tak szybko zgarniając wszystko ze stołu. Możliwe, że znalazło się tam wszystko. Ważne i nieważne. No cóż. 
  • Nie, nie mam rozmienionych pieniędzy w randomowych pudełkach.
  • Długopisy i rzeczy biurowe... - mhm, mam...
  • Mam też kamienie. Ciekawe czy wymieni kamienie... Mhm, wymienił...
  • Film - porządkowanie zagraconej piwnicy
Jaki związek ma z tym wszystkim tytuł posta? Nie wiem! Może nie ma związku. Otworzyłam youtube i życie popłynęło swoim nurtem ,w nosie mając moje intencje napisania odezwy do wszechświata, że wołam Swojego Człowieka. Za dużo jestem sama, chcę do Swojego Człowieka i do innych ludzi ze Swoim Człowiekiem. Chcę czytać, rozmawiać, spacerować, oglądać filmy, jeździć w piękne miejsca, przytulać się i być blisko. Wołam Cię Mój Człowieku, hej ho.

Wrzuciłabym swoje zdjęcie tutaj, ale depresja nie sprzyja kwitnięciu... Doprowadzę się do porządku, to wrzucę swoje zdjęcie. 


 To zdjęcie jest z czerwca 2024. Włosy całkiem własne. Uśmiech szczęścia bycia na uczelni i spotkania tylu znajomych po latach, i studentów, i wykładowców. Super czas. Widać po twarzy. Obroniłam się
w 2011. 

Jutro obiecuję, że doprowadzę swoją przestrzeń do pięknego ładu. Mimo że to niedziela. (Zawsze się zastanawiam, gdzie się stawia przecinki. Mam na półce malutką książeczkę o przecinkach. Przekładam ją od lat z miejsca na miejsce.) 

W tej chwili nie ruszam z niczym w przód, nie wykorzystuję swoich zasobów do kreowania. Próbuję zmieścić w tej mojej małej przestrzeni wszystkie te rzeczy, które posiadam i KIEDYŚ wykorzystam. 
Próbuję w ciągu dnia zmieścić różne czynności, pisanie, czytanie, sprzątanie, pracę. Na razie wychodzi mi tylko praca i to tylko ta, która wynika ze zobowiązań zewnętrznych. Poza tym leżę bezwładnie. Zmusiłam się do spaceru dziś. Samotny to był spacer. Ostatnio stają na mojej drodze różni ludzie i przypomina mi się pewna modlitwa dziewczyny promującej minimalizm: "Uchowaj mnie Panie od ludzi, których znać nie muszę..." No i odcięłam różne znajomości, które okazały się nie być Moimi Ludźmi.

Mój Człowieku, wiem, że lubisz pograć w scrabble i w rummikub i w seta czasem. Lubisz badmintona z ciężką lotką. Lubisz tańczyć i potrafisz dać się ponieść muzyce. Lubisz długie spacery, morsowanie i saunę. Lubisz wieś - mały domek, las, łąkę, sad, ogród zamiast hałasu miasta. I nie chrapiesz. Masz na twarzy uśmiech i łagodność. Jesteś spokojny i dobry. Masz najpewniej niebieskie oczy. Poczekam, aż się pojawisz. Spokojnej nocy Mój Człowieku. 


poniedziałek, 27 października 2025

Hello w 2025...

No i tak to właśnie jest. Wielkie zaangażowanie na początku, a później jakoś ta motywacja się rozłazi i wytrwałość się wyłącza. 
Nie wiem kiedy pisałam ostatni raz. 


Otworzyłam firmę całkiem niedawno. Długo już myślałam o tej formie dla mnie. Pracować dla siebie, we własnym czasie, na swoich zasadach. 
Byłam na Bali przez tydzień. Przed wyjazdem odstawiłam leki przeciwdepresyjne. Półtora miesiąca przed wyjazdem, więc był czas na to, żeby powoli z nich zejść. Nie pamiętam ile lat je brałam tym razem.. Cztery? Myślałam, że już jest stabilnie, że spróbuję bez leków. Wróciłam z Bali i jakoś nie tryskałam energią. Pogoda zrobiła się jesienna, a ja czułam jak opuszczają mnie siły. Walczyłam jeszcze, wychodziłam na nordic walking z grupą osób. Piękne miejsca, długi spacer, było jakby odrobina lepiej. Odrobina. Czułam, że nie mam energii, przestałam jeść, nie miałam ochoty widzieć ludzi, podniesienie ręki stanowiło już wysiłek, chciało mi się płakać, a mózg podsuwał mi słabe myśli, które generowały lęk i wyolbrzymiały wszelkie sytuacje. 
Próbowałam technik oddechowych, ale chyba byłam już w takim stanie, że mózg się zwiesił na myśli: jest źle, trzeba się ratować. Być może nie dopuściłam myśli, że poradzę sobie sama, bez leków. Z jednej strony próbowałam funkcjonować bez nich i chciałam funkcjonować bez nich, ale chyba nie dość głęboko wierzyłam, że dam radę. W końcu córka mi powiedziała, że wyglądam przetrącona, żebym wróciła do leków, bo widać, że jest źle. 
Wizytę u lekarza przełożyłam na później, bo przecież jest dobrze i nie potrzeba... No tak. Zatem wizyta za 3 tygodnie... 
Depresja to nic fajnego, lęki też. Nie będę się wstydzić pisać o tym, nie ja jedna choruję na to. Każdy ma coś swojego, czego nie pokazuje światu, to czemu ja się pcham ze swoimi wnętrznościami? Nie wiem, wydaje mi się czasem, że gdyby więcej osób mówiło o swoich przeżyciach, to ludzie nie czuliby się tak samotnie z tym, co przeżywają. To jest jakieś łączące, kiedy dotyka się z kimś takich obszarów. Z kimś kto rozumie, był tam, albo jest. 
Choruję na depresję od 20 lat.