poniedziałek, 9 marca 2026

Pamiętanie siebie, Gurdżijew

9 lutego 2003
Pamiętniku ratuj albo pomóż umrzeć. Eureki ze śmietnika jakiegoś! Boże po co ja jestem na tym świecie? Po co? Nie chcę tu być. Nikt nie będzie za mną tęsknił. Nie spełniam cudzych oczekiwań. Jestem do niczego. Nawet ubrać się nie potrafię. Przesoliłam kotlety. Jestem gruba, mało inteligentna, taka kłoda bez wyrazu. Mam ochotę skończyć to życie tu i teraz. Żadna radość nie jest warta tylu cierpień, wewnętrznych walk, uczucia wiecznej izolacji i niedopasowania. Z zewnątrz tylko wymagają, a ja nie jestem w stanie temu wszystkiemu sprostać. Myślałam, że wyleczyłam się z depresji, ale to nie prawda. Mam ją nadal. Kwitnie. A mnie ogarnia ten koszmar ponownie. Boże ześlij śmierć!

Nieźle nie? Ech. 

Eureki to takie genialne wnioski, które niekiedy zmieniają sposób patrzenia na rzeczywistość. Wydają się rozwiązywać problemy, ale jak widać to rozwiązanie jest powierzchowne i chwilowe. Są też czasem takie potężne, które realnie zmieniają sposób postrzegania rzeczywistości. Będzie o tym kiedyś, na razie przerabiam rok 2003, 23 lata wstecz, miałam wtedy 26 lat. Zaczynałam studia na politechnice, kończyłam dwuletnie studium turystyki, zarządzania i języków obcych. Tak, zbierałam te wykształcenia i dyplomy... Sporo tego jest. No i co z tego mam? Doświadczenie bycia na tych wszystkich uczelniach chyba. 

11 lutego 2003
Negatywne myśli dały na chwilę spokój. Lekarstwem okazała się książka. Teoria systemu Gurdżijewa wciągnęła mnie bez reszty. PAMIĘTAĆ SAMEGO SIEBIE, być świadomym każdego ruchu, każdej myśli, każdej emocji. Taka obserwacja pozwoli na pracę nad sobą. 

Spróbuj kiedyś.
Trzeba być obserwatorem siebie. Prowadzić ciągłą obserwację siebie jak obiektu w życiu. "Idę teraz do szafki, kładę tu klucze, idę usiąść. Siadam. Przyszło mi do głowy X. Czuję Y. " Spróbuj. Zapewniam, że ockniesz się w pewnej chwili i zdasz sobie sprawę, że nie obserwujesz siebie, bo pochłonęły Cię myśli. Taki świat, który jest tylko w głowie i wyświetla się jak w kinie, niknie świat zewnętrzny, jesteś tylko w swojej głowie. Łapiesz się więc na tym, że nie obserwujesz siebie, to jest dziwne złapać się na tym. "Jestem na przejściu dla pieszych. A przecież siedziałam na krześle w domu. Pochłonęły mnie myśli, ale już jestem z powrotem. Przeszłam przez jezdnię, idę do Z. Myślę, że X, czuję Y. Pamiętam siebie."
Naprawdę czadowe ćwiczenie. Z całej książki przeczytanej 20 lat temu to ćwiczenie zostało ze mną do dziś. Nie, nie ćwiczę, ale myślę, że warto. 

Nie ćwiczę też fizycznie, choć to jest super na rozładowanie wszelkich napięć. Myślę o rozpoczęciu jakiejś aktywności. Może będę biegać? Ja biegać? Fuj, ale czuję, że wytrząsnęło by tę stagnację z ciała, zmęczyłoby fizycznie, psychika trochę by odpuściła napór tych katastroficznych myśli. Wojna za rogiem, ceny natychmiast idą w górę, na koncie mam 500 zł, ZUS jedynie 432,54. Czyli wystarczy. Dosłownie na rachunki i to jeszcze z drżeniem, czy się zepnie wszystko. Siedzę i się boję. A rozwiązaniem jest działanie. Ogarnięcie tych produktów cyfrowych. Tylko za tym idzie myślenie: kto to kupi? To nie jest na salony. Naiwna jestem, że podbiję tym świat. Dobble tabliczka mnożenia w nieco artystycznym wydaniu. Wypuścić to na Amazon KDP? A te wszystkie RODO, UOKiKi, inne, o których nawet nie wiem? A wiesz, że jeśli nie jesteś VATowcem, to VAT za reklamy na fb i innych platformach musisz zapłacić Ty? Przerażają mnie te wszystkie zobowiązania, o których nie mam pojęcia. 

11 lutego 2003
TOKSYNA. Po raz kolejny wypomniała mi, że mam wielki tyłek, co oczywiście nie jest prawdą, bo tyłek mam średni, a takiej J. Lopez wielki tyłek nie przeszkadza w robieniu kariery. Mojej siostrze też tyłek rośnie, ale ona przyczepiła się do mnie. Zrobiła awanturę o kanapkę i zdążyła wypomnieć posiłki z wczoraj.
Jak tu z nią żyć pod jednym dachem? Podważa moją pewność siebie i oczekuje, że będę pewna siebie... 
Już mogłaby dać mi spokój, zająć się własną dupą i własnym życiem. Bardzo potrzebuję uciec spod jej wpływu.

Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że zabieram ją w swojej głowie na zawsze ze sobą. Hm, może nie na zawsze, ale do chwili uświadomienia sobie, że to co gra mi w głowie skądś jest...

Wcina się we wszystko. Zatrzasnę jej kiedyś drzwi do mojego życia jak tak dalej pójdzie. Powiedziała mi, że nogi zamieniły mi się w IKSY i tak to jest jak noszą zbyt duży ciężar. Ważę 65kg, mam 177 cm wzrostu... JAKI CIĘŻAR? OSZALAŁA?! 
Codziennie ćwiczę CALLANETICS i się rozciągam. Czuję się świetnie i ciało moje też mi się podoba. Tylko jej się nie podoba. CZEMU SIĘ NIE ODCZEPI TA TOKSYNA? Już jej nie chcę i nie potrzebuję. Jak jej potrzebowałam, to jej nie było. Wszyscy byli ważniejsi niż ja. Oszaleję chyba!
Chłonę system Gurdżijewa. Może on pomoże zrozumieć to wszystko. Rozumiem, że nikt nie jest idealny.
Ona wpoiła we mnie przekonanie, że jestem gorsza niż inni, a ja utwierdzam siebie i ją w tym przekonaniu. Czas chyba pozmieniać te bzdury, które  we mnie wpoiła. Czas uwierzyć w to, że jestem coś warta. Wbrew temu, co myśli o mnie moja własna matka...

Tak to czułam wtedy. Teraz rozumiem, że byłam ciężarem, który pochłania zasoby. Nie było nadmiarów najwyraźniej, a ja może jadłam ponad stan? Nie pracowałam, tylko uczyłam się w płatnej szkole w Warszawie, gdzie trzeba było też dojechać. Mieszkałam już w akademiku? On też kosztował. To wszystko były pieniądze. I te dodatkowe kanapki... może zbędne. Zajadałam coś? Możliwe. Tylko czemu mówiła do mnie w ten sposób? Czemu agresywnie depcząc mnie jak robaka? Bo nie umiała inaczej? Czuję przykrość za to, jak byłam traktowana. Dziś mam dystans do niej, choć kocham ją bardzo i współczuję, że miała życie jakie miała. Nie bywam u niej, gdy mój stan psychiczny jest chwiejny, a tak jest teraz. Gdy jest dobrze też muszę uważać, żeby nie dostać z liścia, bo się cieszę na przykład. 

Zaproponowała mi twórczyni ludowa, że w niedzielę palmową może sprzedać moje kolczyki z frywolitki. O WOW, wszechświat otwiera nową możliwość! Tak to odczytałam. Nie zamierzam nagle rzucić wszystkiego i wejść teraz w handel biżuterią z nitek. Wiadomość spotkała się jakimś odcieniem odrazy, wyższości, niechęci. Natychmiast zgasła moja radość. Muszę uważać, gdzie takie iskierki noszę. Nie mogę ich zanosić do mamy. 

Na dziś jest we mnie niestabilnie. Przytłacza mnie wielość przedmiotów w tym domu, bardzo mała przestrzeń też, klaustrofobiczna łazienka. Chodzę niemal po wytyczonych ścieżkach, bo tylko tyle dla mnie zostaje. Tu stół, tam fotel, tu łóżko, tam krzesło, tu szafka z kwiatkami, a tam kwietnik, co go stargałam ze strychu od kuzyna. Podejrzewam, że to był mój kwietnik, z mojego domu z dzieciństwa. Albo taki sam. No to go teraz przestawiam z miejsca na miejsce, bo za dużo go nie ma, a ja nie potrafię jeszcze z luzem zrobić czystki. Sztaluga do obrazów i pudła z farbami. I ślimak Achatina. Nie wiem po co mi był ten ślimak. A, i ziemiórki. Już je zacznę traktować jak kolejne zwierzątka domowe, bo fruwają i się nie dają zlikwidować. Jeszcze. Zakupiłam chemiczne środki i nicienie przeciw takim gagatkom. Przyjdzie czas na przesadzanie kwiatków to zaaplikuję do nowej ziemi niespodziankę. 

Kiedyś kochałam przesadzać i rozsadzać kwiatki, na dziś zapał mi zanikł. Zajmują miejsce, wymagają opieki - mniej niż koty, ale jednak - dają schronienie ziemiórkom, fuj. Ale nie umiem się tych kwiatków pozbyć, niestety. 

Pa